|      |
|
Warning: mysql_result(): Unable to jump to row 2 on MySQL result index 11 in /wwwhome/www.bezcenzury.net/press.php on line 322
| |
| 40/2004 | Muzea Skarbu Państwa | | | Ryszarda Socha | | Gdyby nie Polska Żegluga Morska, na przedsiębiorstwa państwowe – nie mylić ze spółkami Skarbu Państwa – pewnie dalej nikt nie zwracałby uwagi. Awantura wokół PŻM sprawiła, że zaczęto się uważnie przyglądać temu sektorowi gospodarki, w części bardzo osobliwemu.
Przedsiębiorstwa Państwowe (PP) to coś innego niż jednoosobowe spółki Skarbu Państwa. Nie rządzi nimi kodeks handlowy, a odrębna ustawa. Sprawia ona, że Skarb Państwa (nawet przy mniejszościowych udziałach) zazwyczaj ma więcej do powiedzenia w spółce aniżeli w przedsiębiorstwie mającym państwo w szyldzie. W spółce jest zarząd i rada nadzorcza, za pośrednictwem której w miarę skutecznie (choć i tu bywają wyjątki) można kontrolować firmę. W PP są rady pracownicze, czyli „samorządy załogi”. Jest to reprezentacja, którą pracownicy wybierają spośród siebie. Z radą dyrektor musi uzgadniać ważniejsze posunięcia. Zatwierdza ona sprawozdania finansowe przedsiębiorstwa, nie ponosząc z tego tytułu żadnej odpowiedzialności. To ona powołuje też i odwołuje (to ostatnie za zgodą organu założycielskiego) dyrektora.
Nic dziwnego, że w przedsiębiorstwach państwowych dzieją się dziwne rzeczy. Minister Skarbu Państwa, występujący wobec Przedsiębiorstwa Państwowego PŻM w charakterze właściciela, odwołuje Pawła Brzezickiego ze stanowiska dyrektora naczelnego firmy. Ten jednak, zamiast pokornie odejść, zwraca się do sądu o uchylenie decyzji ministra i dalej urzęduje.
Minister też występuje do sądu, notabene rodzinnego, o ustanowienie dla PŻM kuratora, bo sam nie ma prawa desygnować nikogo na miejsce dyrektora, którego odwołał. Rada pracownicza śle protesty do premiera Belki. Domaga się, by Brzezicki rządził do czasu, aż sąd wyda prawomocny wyrok. A zanim to nastąpi, mogą upłynąć lata. W tej sytuacji można się zastanawiać, czyje tak naprawdę jest przedsiębiorstwo państwowe – Skarbu Państwa czy dyrektora i rady pracowniczej?
Ustawa o przedsiębiorstwie państwowym, przyjęta przez Sejm w 1981 r., powstała na fali solidarnościowej euforii. W gronie jej autorów był m.in. Leszek Balcerowicz. Chodziło o odseparowanie państwa od przedsiębiorstwa i ograniczenie ręcznego sterowania w gospodarce. Wówczas było to rozwiązanie rewolucyjne. Ale czasy się zmieniły. – Ta ustawa jest reliktem przeszłości – mówi prof. Henryk Ćwikliński, ekonomista z Uniwersytetu Gdańskiego.
Rodzynki w zakalcu
Ile jest dziś w Polsce przedsiębiorstw państwowych? Już samo ustalenie ich liczby nastręcza trudności. Według jednego z opracowań GUS („Zmiany strukturalne grup podmiotów gospodarki narodowej”) w 2003 r. było 1736 PP. Według innego („Prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych w 2003 r.”) – tylko 1166. Podobne rozbieżności występują w materiałach Ministerstwa Skarbu Państwa. Mniejsza liczba jest bardziej wiarygodna, większa wydaje się skutkiem niedowładu rejestru REGON. Według najświeższych danych zebranych przez MSP od tzw. organów założycielskich (ministerstw i wojewodów) na koniec czerwca 2004 r. w Polsce było 1039 PP, w tym 444 czynne, 463 w stanie upadłości oraz 132 w stanie likwidacji. Jak na 15 lat transformacji i gospodarki rynkowej to bardzo dużo.
W 2003 r. przedsiębiorstwa państwowe, według GUS, wypracowały łącznie zysk brutto 451 mln zł, a netto 139 mln zł. Zatrudnienie znalazło w nich 186,8 tys. osób. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Tak naprawdę jest to zakalec z nielicznymi rodzynkami. PP Porty Lotnicze i PPUP Poczta Polska zmieniają statystyczny obraz całości. Są najdorodniejsze i najcenniejsze. Ich założycielem jest minister infrastruktury. To pierwsze zatrudnia ponad 2,8 tys. ludzi i w 2003 r. przyniosło 119,6 mln zł zysku netto. Poczta ma ponad 96 tys. pracowników, a jej ubiegłoroczny zysk wyniósł 98,5 mln zł. Już bez nich łączny bilans przedsiębiorstw państwowych byłby ujemny. A przecież mamy jeszcze w tej grupie inną perłę – Bank Gospodarstwa Krajowego, z zyskiem ponad 98,3 mln zł.
Dla lwiej części przedsiębiorstw państwowych organem założycielskim są wojewodowie. Resort skarbu bezpośrednio nadzoruje 24 PP, w tym Bank Gospodarstwa Krajowego, PŻM, trzy fabryki wódki, trzy wydawnictwa, PP Polskie Nagrania, trzy kopalnie soli i dwie siarki, ratownictwo górnicze i okrętowe. Minister gospodarki ma w swej gestii Zakład Unieszkodliwiania Odpadów Promieniotwórczych w Otwocku-Świerku, a minister sprawiedliwości – grupę 15 firm przywięziennych (przed transformacją było ich 60). Zatrudniają one skazanych (1172 osoby) i zwykłych pracowników. Produkują najrozmaitsze artykuły: odzież roboczą i ochronną, buty, umundurowanie, togi sędziowskie i profesorskie, bieliznę osobistą i pościelową, systemy alarmowe, meble, materiały budowlane, opakowania tekturowe. W ubiegłym roku firmy te łącznie wypracowały ponad 8 mln zł zysku (13 było na plusie, 2 na minusie). Najwięcej, bo 3,4 mln zł, wniósł zakład w Strzelcach Opolskich, który opanował ok. 40 proc. polskiego rynku obuwia roboczego. Płk Wojciech Kaliński, kierownik zespołu do spraw przedsiębiorstw i zatrudnienia w Centralnym Zarządzie Więziennictwa, spodziewa się, że firmy przywięzienne pozostaną państwowe. Tyle jest tu barier i ograniczeń, że trudno byłoby znaleźć inwestora do prywatyzacji.
W firmach przywięziennych państwo, za sprawą odrębnych regulacji prawnych, nie ma problemu z egzekwowaniem praw właścicielskich. Tu nie ma rad pracowniczych, a wpływ związków zawodowych jest ograniczony. Podobnie jest w PP podległych ministrowi obrony narodowej, który nadzoruje 23 firmy: 12 remontowo-produkcyjnych, trzy wydawniczo-poligraficzne, jedną kartograficzną, trzy handlowe oraz cztery biura projektowe. Większość z nich świadczy także usługi dla cywilów. Według MON, tylko sześć jest obecnie w trudnej sytuacji ekonomicznej. Ale w ubiegłym roku łącznie przyniosły one straty. MON deklaruje zamiar prywatyzacji wojskowych przedsiębiorstw handlowych oraz wydawniczo-poligraficznych i przedsiębiorstwa remontowo-produkcyjnego.
...
Obecnie NIK prowadzi kontrolę skuteczności nadzoru właścicielskiego. Sporo przedsiębiorstw państwowych w międzyczasie założyło nie tylko spółki córki, ale też wnuczki i prawnuczki. Każda kolejna generacja tych spółek ogranicza i tak ograniczone oddziaływanie właściciela.
Grupa PŻM jest tego klinicznym przykładem. Jej struktura obejmowała ok. 90 spółek. Spora ich część jest zarejestrowana za granicą. Przy okazji ostatniej kontroli NIK Ministerstwo Skarbu – po upływie 5 lat – odkryło, że Paweł Brzezicki dokonał transakcji, na którą nie miał zgody MSP. I ten fakt, niestety, potwierdza tezę dyrektora Banasia o ułomności nadzoru. MSP ma przecież własne organy kontroli. I żeby wykryć to, co wykryła NIK, nie trzeba było czekać tyle lat. Audytorzy PŻM Ernst&Young oraz Deloitte&Touche w raportach do sprawozdań finansowych za 2001 i 2002 r. wskazywali na poważne uchybienia. I od lat posłowie różnych opcji interpelowali w tej sprawie. Ze strony kolejnych ekip rządowych padały obietnice. A potem temat umierał śmiercią naturalną. Brakowało woli czy wytrwałości?
Z tego wszystkiego rysuje się następujący obraz sytuacji PP. Pracownicy czują się w jakiejś mierze właścicielami, lecz nie do końca, bo faktycznie nimi nie są. Skarb Państwa jest właścicielem, ale nie za bardzo się nim czuje, bo nie dość, że jest to własność z natury specyficzna, to jeszcze na różnych etapach mocno ograniczona. A skutki widać gołym okiem.
Dariusz Marzec, podsekretarz stanu w MSP, deklaruje zamiar takiej nowelizacji obowiązującego prawa, aby wszystkie firmy państwowe, czy się to komuś podoba, czy nie, zostały skomercjalizowane. – Wtedy – konstatuje – będziemy mieli jasno określone relacje między właścicielem i jego majątkiem, jakich w przedsiębiorstwach państwowych praktycznie nie ma. Najlepszym aktem prawnym, który reguluje stosunki właściciel–jego majątek jest kodeks handlowy.
| |
|
|
|
|
|