|
Hurtownia z ułaskawieniami Aleksandra Kwaśniewskiego działa jak w najlepsze, jednocześnie okazuje się, że nie tylko kancelaria Wałęsy ułaskawiała wg zasady " kto da więcej ". Na światło dzienne wyłażą kolejne oszałamiające akty łaski „prezia” Aleksandra. By zatrzeć niemiłe wrażenie i niesmak, że coś jest nie tak, w ostatnich dniach dla odmiany, ułaskawił kogoś, kto na to zasługiwał. Dwie, może trzy sprawy, spędzają obecnie sen z powiek umiłowanemu Olkowi. Pierwszy to akt bardzo nadwątlonej łaski, który dotyczy pośpiechu Kwaśniewskiego wobec ułaskawienia towarzysza – kolegi, niejakiego Zbigniewa Sobotki. Drugi to sprawa sprzed 6 lat wstecz z 1999 roku , ułaskawienia niejakiego Petera Vogla vel Piotra Filipczyńskiego „ skarbnika lewicy ” .Jakby nie patrzyć Olek leżąc obok Jolki, w swoim prezydenckim łożu obojętnie, na który bok się przewraca, widzi jednego na więziennej pryczy, a drugiego w szwajcarskim banku, przeliczającego pieniądze z nielegalnych źródeł, głównie korupcji na legalnych - nielegalnych kontach lewicy. Co musi obecnie przeżywać ten nasz prezydent, jak bardzo prawica włazi mu za skórę, i na koniec ten Vogel, a prawie się już udało....Raz jeszcze powtórzę, prawdziwy prezydent nie powinien poklepywać się wyłącznie i nawzajem z biznesmenami-kolegami po plecach i trzymać rąk w kieszeniach jednocześnie grać w ping – ponga kieszonkowego , jak to bardzo często czynił Kwaśniewski. Prawdziwy prezydent powinien pilnować spraw Polski , a gdzie trzeba rozpychać się mocno łokciami i walczyć o swoje. Ocenę i zdanie o klasie Kwaśniewskiego, mam raczej już wyrobione. Jednak z całokształtem oceny wstrzymam się jeszcze trochę. Zobaczę, co zrobi i wymyśli do 23 grudnia na polu ułaskawień. Najlepiej niech nie zapomni też i o sobie, koniecznie wypisze i podpisze dla siebie ułaskawienie in blanco, w swojej prywatnej hurtowni ułaskawień ...
|