|
Jeśli znajdziemy w Polsce dziecko (noworodka) na śmietniku i wspólnie (przy pomocy domu dziecka) go wychowamy udzielając mu tzw. "pomocy" do osiemnastego roku życia, która to "pomoc" zamknie się kwotą na przykład 500000 zł-w tym "miłość", opiekuńczość, respirator Owsiaka, obiad Caritasu itp. a następnie dziecko to będzie przeciętnym pracownikiem co znaczy, że nikt przeciętnie w Polsce nie jest od niego lepszy (nikt z nas pomagających temu dziecku)
Jakim to więc cudem tą `pomoc' udzieliliśmy równemu sobie-nie zastanawia was że to coś z tą naszą(waszą) ekonomią jest nie tak? Czy ekonomię układacie pod siebie?
Według przecież normalnej matematyki mogą być tylko takie dwie możliwości-albo to dziecko nie może zostać przeciętnym pracownikiem albo to co `pomagaliśmy' mu do osiemnastego roku życia nie jest pomocą!
Wy pewno widzicie trzecią możliwość, której ja w żaden sposób dostrzec nie mogę i dlatego wysyłany przez Was do leczenia jestem.
Wiem, że demokratycznie macie rację ale chciałbym by ktoś (jeśli to możliwe) matematycznie wyjaśnił tą trzecią możliwość.
Jeśli ja jednak mam rację to żadne wyzwiska nie mają znaczenia a dalsze rozumowanie jest tylko konsekwencją tej racji!
Proponuję by wszystkie polskie dzieci `przechodziły przez śmietnik' to za `pomoc' tym dzieciom cała Polska wyląduje w Niebie!( za taką "pomoc" i "dobroć" Bóg wynagradza) Normalna ekonomia nie powinna znać takich pojęć jak zasiłki rodzinne, pomoc społeczna a już najbardziej pomoc dzieciom! (te tysiące organizacji `pomagających' dzieciom-śmiało można zlikwidować) Prawda jest bardzo prosta, kto nie zwraca kosztów swojego wychowania następnym dzieciom ten te dzieci okrada, mówienie później o jakiejkolwiek korupcji, okradaniu jest musztardą po obiedzie skoro my wszyscy okradamy dzieci lub na to okradanie pozwalamy. Nie idzie tu o sprawiedliwość, która zawsze jest wielkością stałą, tylu mamy wszelkiego rodzaju bandytów na ilu zasługujemy. Moglibyśmy w kilka pokoleń zlikwidować wszystkie więzienia, ale nam się nie chce-tacy pewni jesteśmy swego. Ja proponuję pierwszy krok-prawa wyborcze dla dzieci niech się same bronią bo dorośli nawet nie rozumieją jakim to cudnym sposobem okradają własne dzieci.
Być może więc kiedyś, w dalekiej przyszłości, dzieci nie będą mogły uwierzyć, że były ongiś takie czasy gdy prawa do samostanowienia - w majestacie krajowych i międzynarodowych rozwiązań legislacyjnych - nie przyznawano 1/3 ludzkości do tego ludzkości najważniejszej!
|