|
Miesięczny koszt utrzymania i izolowania każdego aresztowanego wynosi ponad 1600 zł. Adwokaci twierdzą, że sądy uparcie i automatycznie podejmują decyzje o stosowaniu aresztu. Coraz częściej słychać, że nie jest to opinia odosobniona.
Areszt tymczasowy to najcięższy z przewidzianych przez polskie prawo środków zapobiegawczych. Jest on najdotkliwszy dla podejrzanego lub oskarżonego. Ponieważ polega na faktycznym pozbawieniu wolności, sąd nie może go stosować pochopnie.
A jaka jest praktyka? Zdania są podzielone. Coraz częściej słychać, że sądy zbyt często korzystają z tego środka, wychodząc naprzeciw społecznym oczekiwaniom. Niektórzy uważają, że to nie liczba stosowanych aresztów, a czas ich trwania stanowi poważny problem. Sprawdziliśmy - na ponad 15 500 aresztowań tymczasowych 14 251 trwało do roku; 3048 - od roku do 2 lat; 935 - powyżej 2 lat.
Posadzić dla dobra procesu
Koronną przesłanką zastosowania tego środka jest zabezpieczenie prawidłowego przebiegu postępowania. - Chodzi o uniemożliwienie oskarżonemu paraliżowania procesu - mówi sędzia Marek Celej, przewodniczący VIII Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Warszawie. Może to być uzasadniona groźba ucieczki, ukrywania się lub nakłanianie świadków do składania fałszywych zeznań.
- Chodzi także o niszczenie dokumentów i dowodów rzeczowych istotnych dla sprawy lub zacieranie śladów przestępstwa. Codziennością w procesach, w których oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy, jest niestawianie się na rozprawy, a kiedy już sąd zarządzi doprowadzenie przez policję, nagłe zniknięcie oskarżonego - wyjaśnia Dorota Reglisz, krakowski sędzia.
Pozbawienie oskarżonego wolności może też wynikać z wysokości kary, jaką przewiduje się za zarzucane mu przestępstwo. Jeżeli górna granica wynosi co najmniej 8 lat, sąd może powołać się na grożącą oskarżonemu surową karę.
Nie liczba, tylko długość
- Mam wrażenie, że problem tkwi nie w liczbie zastosowanych tymczasowych aresztowań, ale w ich długości - mówi "Rz" Marek Sadowski, minister sprawiedliwości. W jego opinii ludzie zbyt długo przebywają w aresztach. A to z kolei wiąże się z przewlekłością trwających postępowań. Niekiedy sędziowie jakby zapominali, że areszt ma tylko umożliwić sprawne przeprowadzenie procesu. Na karę przychodzi czas potem.
- Z dużą wnikliwością badamy każdy indywidualny przypadek - zapewnia o skrupulatności kolegów sędzia Celej. Podkreśla, że na początku sąd ma do dyspozycji tylko dowody zebrane przez prokuratora. Kiedy proces ruszy i dojdzie do przesłuchania najważniejszych świadków lub zmieni się sytuacja oskarżonego, sąd może ten środek zmienić lub wręcz uchylić.
Zdaniem sędziów o słuszności stosowania aresztu tymczasowego świadczą trudności pojawiające się po jego uchyleniu np. ze względu na zły stan zdrowia. Wielu zwolnionych w ten sposób nie wykorzystuje danej szansy i zamiast leczyć, ukrywa się lub przedstawia podejrzane zwolnienia lekarskie.
Bez umiaru
- Sądy stosują areszty bez umiaru - uważa mec. Ryszard Bagiński. Na dowód przytacza dane z ostatnich lat: w 1999 r. w tymczasowych aresztach przebywało 14 565 osób, w 2000 r. - 22 032, w 2001 r. - 22 730, w 2002 r. - 20 896, w 2003 r. - 18 240, w 2004 r. - 15 501. Mecenas wykazuje, że paradoksem jest, że o zastosowaniu tego środka decydują sądy rejonowe, najniższe w hierarchii sądowej.
- Proszę sobie wyobrazić, co zrobi świeżo upieczony sędzia rejonowy, kiedy przyjdzie do niego prokurator z okręgu i wniesie o zastosowanie tego środka. Oczywiście, przyzna mu rację - dodaje inny adwokat. Mecenasi twierdzą też, że prokuratorzy występują o areszt, aby mieć sprawę z głowy. - Proszę sprawdzić, ile razy składają zażalenie na odmowną decyzję sądu o zastosowaniu aresztu. Naprawdę rzadko.
Z taką opinią nie zgadzają się sędziowie. - Wielokrotnie bywa tak, że sądy nie stosują tego środka wypadku nawet w najpoważniejszych przestępstw.
Kiedy już zapadnie decyzja o areszcie, adwokaci najczęściej się na nią żalą. - Na niewiele to się jednak zdaje. Na drzwiach sali, w której rozpatruje się zażalenia, wisi wokanda, a na niej najczęściej około 30 spraw aresztowych. Nawet przy najlepszych chęciach nie jest możliwe dokładne zapoznanie się z każdą z nich - twierdzi mecenas.
Zgodnie ze społecznym oczekiwaniem
Większość obywateli uważa, że przy niektórych kategoriach przestępstw sąd powinien obowiązkowo stosować areszt. Często wymienia się tu oskarżenie o zbrodnie.
- Społeczeństwo nie może naciskać na sąd w takich sprawach. Przeciętny obywatel słyszy najczęściej krótką informację o tragicznym wydarzeniu, nie wie nic o dowodach w tej sprawie, o sytuacji życiowej oskarżonego, jaka kara mu grozi, a z góry feruje wyrok. Sąd dostaje akta, czyta je skrupulatnie i musi ocenić, czy areszt jest potrzebny. Często jest to decyzja pod prąd opinii publicznej - twierdzi sędzia Celej.
W odczuciu wielu ludzi areszt ma być szybkim, sprawnym i skutecznym środkiem karnym, tymczasem - według celów i założeń ustawowych - ma służyć zabezpieczeniu prawidłowego przebiegu postępowania karnego. I tylko temu, przestępca bowiem karę odbywa dopiero wówczas, gdy sąd skaże go prawomocnym wyrokiem.
Ostrożniej niż z więźniem
W maju w aresztach przebywało ponad 15 tys. podejrzanych i oskarżonych. - Służba więzienna musi tak pilnować tymczasowo aresztowanego, aby zapewnić prawidłowy tok postępowania karnego - wyjaśnia Luiza Sałapa, rzeczniczka więziennictwa. Tłumaczy, że wiąże się to ze ścisłą izolacją tych osób. Aresztowani nie mogą korzystać z telefonów, widzeń bezdozorowych, przepustek itd. - Szczególnie pilnujemy aresztantów zatrzymanych do tej samej sprawy, czyli wspólników - dodaje Sałapa. Umożliwienie im kontaktu może bowiem zniweczyć całe dotychczasowe postępowanie.
Utrzymanie i izolowanie każdego z nich (wikt, opierunek, płace dla funkcjonariuszy, inwestycje itd.) kosztuje miesięcznie ponad 1600 zł.
|