Szukaj wśród artykułów
  

















SUBskrypcj@
Subskrypcja BezCenzury.Net

Twój email



dowiedz się więcej >> 
 
    

Temat: "uczciwość" JurczykaOd: cxi
Odpowiedz
W sobotniej "Rzeczpospolitej z dnia 23.11.2002 r. ukazał się kolejny już, obszerny (na całą stronę) artykuł, oparty na aktach Sądu Apelacyjnego w Warszawie w sprawie lustracyjnej Mariana Jurczyka. Autor, mający dostęp do tych akt - ujawnia fakty nie znane szczecinianom, bowiem nigdy nie przyznane mieszkańcom tego miasta przez samego Jurczyka. Wynika z tych akt m.in., że: - po podjęciu współpracy z SB na początku Marian Jurczyk miał kryptonim "Święty", zaś w następnych latach "Nawiedzony", - pracę zawodową podjął on w 1951 r. jako strażak, a po czterech latach w szczecińskiej stoczni jako robotnik niewykwalifikowany, zaś potem jako spawacz, po czym jako ślusarz, - z uwagi na "miękką" postawę Jurczyka w kontaktach z SB podjęto decyzję o uczynieniu z niego agenta, zaś on zadeklarował, że "jest uczciwym Polakiem", że jest gotów pomagać w zwalczaniu wrogów Polski Ludowej, co potwierdził też raportami na temat rodziny Szerkusów, a potem Szymańskich, jak też zbierał i przekazywał informacje na temat innych osób, może te osoby w dalszym ciągu żyją w Szczecinie, - esbekami pracującymi z Jurczykiem byli kpt. Leon Dynak oraz mjr Leszek Puszczewicz (może osoby te także jeszcze żyją), - za informacje na temat Józefa Szczepańskiego agent Święty" - Marian Jurczyk otrzymał wynagrodzenie w kwocie 1000 zł, co własnoręcznie pokwitował, - współpraca z Jurczykiem została zakończona pod koniec 1979 r., a więc na krótko przed powstaniem "Solidarności". Tak więc cała Polska (czytająca oczywiście "Rzeczpospolitą") z tych informacji wie, że Szczecinem rządzi były agent i sprzedawczyk "Święty". Szczecińska prasa, radio, telewizja jednak o tym milczy. Jurczyk uchylił się od debaty, gdzie mogły paść także pytania o te fakty. Szermował hasłami niesprzedajności i uczciwości, a szczeciński plebs mu uwierzył, bo rzekomo go skrzywdzono i należy mu się rekompensata za owe krzywdy. Ale ten były agent jest nie tylko prezydentem plebsu, ale prezydentem szczecińsko-kamieńskich biskupów i szczecińskiej profesury (z rektorami na czele), miejscowej inteligencji. Marian Jurczyk jako "uczciwy" Polak poszukuje ludzi uczciwych, czy też może jak on sam "uczciwych". To jedno z trzech głoszonych przez niego kryteriów w doborze kadr. Uważam jednak, że naprawdę uczciwy szczecinianin nie powinien w świetle faktów publicznie znanych podawać ręki sprzedawczykowi - rzekomej legendzie, która ukrywała te istotne fakty swojej biografii. Uczciwi Polacy i uczciwi szczecinianie powinni raczej zastanowić się nad tym, jak czym prędzej przegonić z Jasnych Błoni "Świętego" - byłego tajnego współpracownika SB Mariana Jurczyka. Może mieszkańcy Szczecina, którzy mają poczucie godności i honoru - rozważą zaistniałą sytuację. Sądzę, że kilkadziesiąt godzin po złożeniu przez Mariana Jurczyka ślubowania należy zastanowić się nad możliwościami usunięcia go z urzędu. Człowiek honoru, po ujawnieniu przez "Rzeczpospolitą" takich faktów - postąpiłby w wiadomy sposób, ale wątpić należy, czy były strażak i niewykwalifikowany robotnik, który średnie wykształcenie uzyskał pracując już w szczecińskiej stoczni, którego historia wyniosła na pierwsze strony gazet - wyciągnie w ogóle wnioski z publikacji "Rzeczpospolitej". W aktach TW "Święty" pojawiają się nazwiska wielu osób, o których padały niepochlebne, a nawet obciążające informacje. Wykorzystywała je szczecińska SB. TAK BYŁO Pseudonim "Święty" Szczecin, 1971Członkowie komitetu strajkowego Stoczni Szczecińskiej; wśród nich: Józef Szymański - drugi z lewej w pierwszym rzędzie od góry; Eugeniusz Szerkus - pierwszy z lewej w drugim rzędzie od góry; Marian Jurczyk - trzeci z prawej w drugim rzędzie od góry; Teresa Szerkus - trzecia z prawej, siedzi na krześle; Edmund Bałuka - czwarty z prawej, siedzi na krześle (c) STOWARZYSZENIE SPOŁECZNE GRUDZIEŃ '70 / STYCZEŃ '71 W związku z wejściem w życie ustawy lustracyjnej senator Marian Jurczyk musiał złożyć stosowne oświadczenie. Stwierdził w nim, że nigdy nie był tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa. W lipcu 1999 roku do Sądu Lustracyjnego wpłynął wniosek Rzecznika Interesu Publicznego, który wnosił o zbadanie odnalezionych dokumentów SB dotyczących Jurczyka. 23 listopada 1999 i 24 marca 2000 r. dwa składy sędziowskie uznały senatora Jurczyka za kłamcę lustracyjnego. Jego obrońcy złożyli kasację do Sądu Najwyższego. 5 października 2000 r. Sąd Najwyższy wydał wyrok w tej sprawie, nakazując jej ponowne rozpatrzenie. Sąd Lustracyjny przystąpił do ponownego rozpatrzenia sprawy. Dwa kolejne orzeczenia w tej sprawie zapadły 7 marca 2001 r. i 8 czerwca 2001 r. W obydwu Marian Jurczyk został uznany za kłamcę lustracyjnego. Od czwartego już z kolei orzeczenia sądu lustracyjnego obrońcy Jurczyka ponownie wnieśli kasację do Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy wydał 2 października 2002 r. wyrok zamykający sprawę. Wyrok głosi, że Marian Jurczyk nie był tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa. PIOTR GONTARCZYK "Ja Jurczyk Marian syn Kazimierza ur. 16.10.1935 r., w Karczewicach zobowiązuję się dobrowolnie [współpracować] z Organami Służby Bezpieczeństwa w Szczecinie, w celu ujawniania dywersyjnych działalności państw zachodnich oraz innych faktów dotyczących nieprawidłowości. Informacje na wyższe tematy przekazywał będę w formie pisemnej i ustnej, które będą obiektywne i prawdziwe, dla konspiracji współpracy informacje podpisywał będę pod pseudonimem". Akta sprawy lustracyjnej Mariana Jurczyka zawierają wiele dokumentów wytworzonych i zebranych przez Służbę Bezpieczeństwa w latach siedemdziesiątych. Wśród nich znajdują się: teczka personalna i teczka pracy tajnego współpracownika SB, pseudonim Święty, sprawa operacyjnego rozpracowania, kryptonim "Nawiedzony", zeznania świadków, a także wyjaśnienia złożone przez Jurczyka w toku postępowania sądowego. Pozwalają one na odtworzenie prawie nieznanego fragmentu biografii jednego z przywódców "Solidarności", a dziś prezydenta Szczecina. Warszawa, 2000Marian Jurczyk po ogłoszeniu niekorzystnego dla niego wyroku Sądu Lustracyjnego (c) JAKUB OSTAŁOWSKI Na tropie "Szerszenia" Marian Jurczyk rozpoczął pracę w 1951 roku jako strażak w Częstochowskich Zakładach Przemysłu Lniarskiego Stradom. Cztery lata później z powodu kłopotów mieszkaniowych przeniósł się do Szczecina. Tu podjął pracę w Stoczni im. Adolfa Warskiego - początkowo jako robotnik niewykwalifikowany, potem jako spawacz. Brał udział w pierwszych strajkach, jakie wybuchły na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Podczas kolejnego robotniczego protestu, który rozpoczął się 22 stycznia 1971, Jurczyk wszedł w skład 38-osobowego Komitetu Strajkowego. Nie odgrywał w nim wybitnej roli: przywódcą strajku był Edmund Bałuka. Ten 37-letni wówczas ślusarz był znany SB z "antysocjalistycznych" poglądów - w 1956 roku trafił do więzienia za próbę ucieczki z kraju. To właśnie Bałuka zorganizował robotników, którzy ogłosili strajk okupacyjny i zażądali przybycia przedstawicieli władz. W nocy z 24 na 25 stycznia 1971 roku w strajkującej stoczni odbyło się dramatyczne spotkanie nowego I sekretarza PZPR Edwarda Gierka i jego ekipy ze stoczniowcami. Następca obalonego w wyniku strajków grudniowych Gomułki, dążąc do jak najszybszego zakończenia konfliktu, złożył niedotrzymane potem obietnice. Po rozmowach powołano Komisję Robotniczą, która miała zająć się realizacją postulatów stoczniowców. W skład komisji wszedł Jurczyk, lecz jej działaniami kierował Bałuka. Komunistyczne władze próbowały pozyskać popularnego działacza, który na pewien czas został przewodniczącym Związku Zawodowego Metalowców - oferowali mu nawet dyrektorskie stanowisko. Bałuka odmówił i po zakończeniu protestu powrócił do pracy w stoczni. Kiedy nastroje opadły, w końcu 1972 roku został usunięty z ZZM, a potem z pracy. Jerzy Morawski napisał w "Plusie Minusie" (8 - 9 czerwca 2002 r.): "Koledzy zebrali pięć tysięcy złotych, aby wyrobić mu książeczkę żeglarską, Wszystko robiono w tajemnicy, aby władze na to nie wpadły. W oznaczonym dniu Bałuka zapukał do pokoju w szczecińskim Urzędzie Morskim. Jakiś człowiek wyszedł na korytarz, wręczył mu książeczkę żeglarską. Musi pan się dziś zamustrować w Świnoujściu na statek ÇSiekierkiČ- szepnął. Myślał do dziś, że swą ucieczką na Zachód przechytrzył SB. Kiedy zajrzał do teczek, okazało się, że jego wypłynięcie na ÇSiekierkachČ było zaplanowane przez bezpiekę. Chodziło o pozbycie się przywódcy strajkowego ze Szczecina". Podczas rejsu Bałuka poprosił o azyl polityczny w pierwszym niekomunistycznym porcie, na Wyspach Kanaryjskich. Na emigracji, w 1976 roku, dzięki stypendium trockistowskiego związku zawodowego z Francji, Bałuka rozpoczął wydawanie radykalnego pisma "Szerszeń". Podjął też starania, by pisemko to dotarło do kraju, przede wszystkim do współuczestników protestów w stoczni: określanego w dokumentach SB mianem czołowego siewcy niepokojów Józefa Szymańskiego, Eugeniusza Szerkusa (obaj byli członkami komitetu strajkowego Stoczki Szczecińskiej) i innych. Próby te z oczywistych względów zainteresowały Służbę Bezpieczeństwa. W roku 1976 lub 1977 Wydział III SB KWMO w Szczecinie założył sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie "Szerszeń", w ramach której usiłowano objąć kontrolą operacyjną i przeciąć drogi kolportażu do Polski wydawanego przez Bałukę pisma. Komunistyczna tajna policja zainteresowała się też bliżej środowiskiem jego dawnych kolegów ze stoczni, między innymi Marianem Jurczykiem. Kandydat na TW 1 czerwca 1977 roku Marian Jurczyk został wezwany na przesłuchanie, podczas którego wypytywano go o Józefa Szymańskiego i innych kolegów z pracy. Po złożeniu obszernych wyjaśnień Jurczyk został zwolniony. Podczas następnych dwóch, trzech tygodni kilkakrotnie rozmawiał z nim oficer sekcji VIa Wydziału III SB KW MO w Szczecinie kpt. Leon Dynak. O rozmowach tych napisał w raporcie: "Podczas prowadzanych ostatnich rozmów na tematy działalności E. Bałuki i o kolportażu wrogich wydawnictw ÇSzerszeniaČ [Jurczyk] (...) nie przejawiał większego zażenowania, dyskusję prowadził chętnie i na temat. (...) Na podstawie prowadzonych z kandydatem rozmów wywnioskowałem, że wyraża chęci udzielania pomocy Organom Służby Bezpieczeństwa. Prawidłowo rozumuje potrzebę utrzymywania z nami kontaktu i zapobiegania kolportażu wydawnictw Szerszenia oraz ujawniania innych nieprawidłowości". Dość "miękka" postawa Jurczyka w kontaktach ze Służbą Bezpieczeństwa spowodowała, że podjęto próbę pozyskania go w charakterze tajnego współpracownika (TW). W raporcie Dynak podkreślał, że ze względu na uczestnictwo w strajkach przełomu lat 1970/1971, komentowanie różnych "potknięć" władzy, Jurczyk cieszy się zaufaniem "figurantów" wspomnianej już sprawy o kryptonimie "Szerszeń". 22 czerwca Marian Jurczyk po raz kolejny spotkał się z Dynakiem. Podczas rozmowy oficer SB oświadczył Jurczykowi, że jego kontakty z Szymańskim i innymi kolegami z pracy (jeden ze wspomnianych był wówczas aresztowany) mogą skończyć się kłopotami. Niedwuznacznie zasugerował, że Jurczyk może być zwolniony z pracy. Wedle raportu Dynaka sporządzonego po rozmowie: "udowodniłem memu rozmówcy, że (...) będzie zamieszany w sprawę wrogą politycznie, co ujemnie może wpłynąć na jego dalszą egzystencję życiową. Pozyskany na moje twierdzenia oświadczył, że jest uczciwym Polakiem i nie chce się mieszkać w sprawy polityczne, chce pracować i dalej się uczyć. (...) W dalszej rozmowie kandydat na TW udowadniał, że jako Polak nigdy nie będzie występował przeciwko swojej ojczyźnie, że on płacze jak usłyszy Polski hymn, że jest gotów pomagać w zwalczaniu zła i wrogów Polski Ludowej, że gdyby widział wrogi napis, to sam by starł go". Wobec takiej postawy Jurczyka kapitan Dynak zaproponował mu współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Propozycja została przyjęta. Jako pierwszy "dowód" współpracy Jurczyk napisał raport o - jak zaznaczył Dynak - "swoich dobrych przyjaciołach Szerkusach" (rękopis w aktach sprawy). W raporcie z pozyskania TW Dynak napisał, że "pobrał" od Mariana Jurczyka własnoręczne zobowiązanie do współpracy. Treść owego dokumentu, zachowanego w aktach sprawy, brzmi następująco: "Ja Jurczyk Marian syn Kazimierza ur. 16.10.1935 r., w Karczewicach zobowiązuję się dobrowolnie [współpracować] z Organami Służby Bezpieczeństwa w Szczecinie, w celu ujawniania dywersyjnych działalności państw zachodnich oraz innych faktów dotyczących nieprawidłowości. Informacje na wyższe tematy przekazywał będę w formie pisemnej i ustnej, które będą obiektywne i prawdziwe, dla konspiracji współpracy informacje podpisywał będę pod pseudonimem"... W tym miejscu pojawił się problem. Zapewne z powodu wcześniejszych starań Jurczyka o wydanie książeczki żeglarskiej Dynak wymyślił dla niego pseudonim Kolumb. Kłopot zaczął się wtedy, kiedy nazwisko słynnego żeglarza nowy TW usiłował napisać. Efekt tych wysiłków był nieudany i został przekreślony. Dalsza część dokumentu brzmi: "Jurczyk Marian pseudonim ÇŚwiętyČ". Dopiero potem sporządzono drugie zobowiązanie, pozbawione błędów i nieścisłości. Oblany egzamin Kolejne spotkanie Jurczyka z funkcjonariuszami SB odbyło się 28 czerwca 1977 roku. Było to tzw. spotkanie sprawdzające, na którym oprócz kapitana Dynaka zjawił się jego przełożony, zastępca naczelnika Wydziału III SB KW MO w Szczecinie mjr Leszek Puszczewicz. Spotkania tego rodzaju miały wykluczyć możliwość wprowadzenia do ewidencji SB fikcyjnej agentury. Jurczyk podtrzymał wszystkie wcześniejsze deklaracje w sprawie współpracy i otrzymał pierwsze zadanie. Miał się spotkać żoną Józefa Szymańskiego, Janiną, i przeprowadzić rozmowę rozpoznawczą na temat jej męża. TW "Święty" zgodził się na realizację zadania, zaznaczając przy tym, że może je wykonać niezbyt dobrze ze względu na "jego nieumiejętności". Misja została jednak wypełniona należycie. Potem Jurczyk dostawał kolejne polecenia: składał wizyty w domach interesujących SB "figurantów", zbierał informacje o Szymańskim, Szerkusie i innych osobach. Wszystko to było bardzo pomocne SB - kopie informacji uzyskanych od Jurczyka przekazywano do różnych spraw operacyjnych. Na ich podstawie podjęto też obserwację Józefa Szymańskiego, a także zaplanowano zatrzymanie go w trakcie przewożenia nielegalnych wydawnictw. Współpraca układała się dobrze, a oficer prowadzący "Świętego" raportował, iż TW podchodzi do wykonywanych zadań "z uwagą i poważnie". W 1977 roku doszło do aresztowań "figurantów" sprawy o kryptonimie "Szerszeń" (w tym także kuriera z Francji), o których zbierał informacje Jurczyk. Kopie jego meldunków zostały również przekazane do akt śledczych przeciwko Józefowi Szymańskiemu. Chcąc zmobilizować "Świętego" do jeszcze dokładniejszego wykonywania zadań w sprawie Szymańskiego, kapitan Dynak obiecał TW pieniądze. 22 sierpnia tegoż roku Jurczyk sporządził własnoręcznie dokument, który znajduje się w aktach sprawy: "kwituję odbiór 1000 zł tysiąc złotych od pracownika Służby Bezpieczeństwa z tytułu współpracy i za przekazane informacje dotyczące Józefa Szymańskiego". W początkach 1978 roku owocne jak dotąd kontakty uległy pewnemu załamaniu. 4 stycznia Jurczyk otrzymał pocztą kolejny numer czasopisma "Szerszeń". Na drugi dzień udał się na komendę MO i poprosił o rozmowę z kimś ze Służby Bezpieczeństwa. Pod nieobecność Dynaka przyjął go jego przełożony, kierownik sekcji VI Wydziału III kpt. Sławomir Sokołowski. W notatce dotyczącej spotkania wspomniany oficer napisał: [Jurczyk] "był wzburzony, ujawnił, że około pół roku temu był zamieszany w sprawę J. Szymańskiego, że była u niego w domu rewizja, że w miejscu pracy mają go za przeciwnika ustroju i współpracownika KOR-u. Oświadczył ponadto, że wczoraj pocztą otrzymał przesyłkę z broszurą ÇSzerszeńČ przeglądał ją stwierdził, że jest ona o wrogiej treści i postanowił oddać w nasze ręce". Kapitan Dynak otrzymał polecenie natychmiastowego spotkania się z TW i wyjaśnienia przyczyny takiego zachowania. Egzemplarz "Szerszenia" został bowiem wysłany Jurczykowi przez SB. Chodziło o to, czy "Święty" - zgodnie z otrzymanymi wcześniej instrukcjami - zachowa fakt otrzymania opozycyjnego pisma w tajemnicy przed najbliższymi i powiadomi o tym oficera prowadzącego. Była to więc swego rodzaju próba, czy TW jest na tyle odpowiedzialny, by wykonać bardziej skomplikowane zadania operacyjne, które planowano wobec Edmunda Bałuki. Ponieważ o otrzymaniu "Szerszenia" Jurczyk powiadomił żonę i pobiegł na komendę MO, egzamin został uznany przez SB za "oblany". W notatce sporządzonej po tym wydarzeniu Dynak napisał, że należy: "wyłączyć TW ÇŚwiętyČ z wykonywania zadań specjalnych w planie gry z ośrodkiem dywersji, gdyż TW swoim zachowaniem może doprowadzić do dekonspiracji (...) Ukierunkować TW ÇŚwiętyČ do informowania nas o nieprawidłowościach występujących w jego zakładzie pracy". Wniosek oficera SB oznaczał dla Jurczyka wyraźną degradację. Uznano, że nie ma zdolności do wykonywania zadań operacyjnych w sprawie o kryptonimie "Szerszeń". Współpraca bez zadowolenia Nie oznacza to jednak, że dalsze informacje dostarczane przez "Świętego" były dla SB nieprzydatne. Wręcz przeciwnie. W aktach TW pojawiają się nazwiska wielu osób, o których padały niepochlebne, a nawet obciążające informacje. O ich wykorzystywaniu przez szczecińską SB świadczą zapisy kancelaryjne sporządzane na odręcznych raportach Jurczyka oraz informacjach sporządzanych z jego słów przez oficerów SB. W dalszych kontaktach pomiędzy SB a Jurczykiem zaczęły się jednak trudności. W notatce z 23 maja 1978 roku Dynak zapisał: "TW ÇŚwiętyČ powiedział, że taka współpraca nie daje mu żadnego zadowolenia, ponieważ nie otrzymał konkretnego zadania do wykonania. W związku z tym wyjaśniłem wymienionemu, że zadania dotychczasowe, które wykonywał były bardzo ważne". Kolejny zwrot w sprawie Jurczyka nastąpił w styczniu 1979 roku, kiedy to przełożeni poinformowali Dynaka, że kontakt z Jurczykiem nawiązał inny działacz późniejszych Wolnych Związków Zawodowych. Mimo że kapitan próbował "naprowadzić" rozmowę z TW na ten temat, "Święty" milczał. SB potraktowała to jako nielojalność, bowiem o wspomnianych kontaktach miała bardzo dokładne informacje. Ów działacz, który nawiązał kontakt z Jurczykiem, też był tajnym współpracownikiem SB (pseudonim Rybak). Ponadto "Święty" zaczął unikać kontaktów z oficerem prowadzącym, udzielał informacji nieistotnych, pozwalając sobie nawet na komentarze, że "w Polsce jest gorszy bałagan jak w 1945", "nie ma swobody religijnej" itp. Dynak pisał: "zapytałem TW ÇŚwiętyČ co jest powodem, że unika z nami spotkań, że my Służba Bezpieczeństwa nikogo nie zmuszamy do współpracy, że jeśli nie chce z nami współpracować, to niech powie, przecież sam dobrowolnie zobowiązał się do współpracy. Przekazał kilka informacji o pracownikach stoczni negatywnie się zachowujących. TW ÇŚwiętyČ odpowiedział, że on zgodził się współpracować i pomagać nam w ujawnianiu kolportażu wrogich wydawnictw ÇSzerszeńČ, natomiast przekazywanie innych informacji uważa za błahe i nieuzasadnione". Skryty przeciwnik Po kolejnym spotkaniu, które miało miejsce 29 listopada 1979, Dynak zapisał: [TW] "poinformował tylko, że wśród pracowników Wydziału zaistniało niezadowolenie z powodu niewłaściwego podziału talonów na pralki automatyczne, samochody i telewizory. TW stwierdził, że każdy chciałby otrzymać pralkę, lecz ich mała ilość nie zaspokoiła wszystkich potrzebujących, stąd niezadowolenie". Wobec takiej postawy TW, na dole notatki oficer SB zapisał: "proponuję rozwiązanie z TW ÇŚwiętyČ współpracy, a teczkę personalną i roboczą złożyć do archiwum". Formalne zakończenie sprawy miało miejsce już w zupełnie innych okolicznościach, w lutym 1981. Kpt. Dynak opisał współpracę z TW - 19 spotkań, 9 pisemnych informacji - wspomniał też o wręczeniu wynagrodzenia. Jurczyka zdefiniował jako człowieka "skrytego, przeciwnika ustroju socjalistycznego i jednocześnie zagorzałego klerykała". W celu rozpracowania Mariana Jurczyka - wówczas już działacza "Solidarności" - założono sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie "Nawiedzony", prowadzoną do roku 1990. W teczce tej sprawy znajduje się kilka dokumentów dotyczących TW "Święty" (zobowiązanie do współpracy, pokwitowanie przyjęcia 1000 zł i pisemne informacje). Akt wytworzonych w latach 1980 - 1990 nie ma w niej prawie wcale. Można przypuszczać, iż zostały one "wyczyszczone" przez SB. Co w nich naprawdę było - stwierdzić dziś nie sposób. Wszystkie cytaty pochodzą z akt sądowych sygn. V 52/AL II Inst. przechowywanych w kancelarii jawnej Wydz. V (lustracyjnego) Sadu Apelacyjnego w Warszawie przy ul. Szopena 1. Autor jest politologiem i historykiem, doktorantem Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Szanowny panie Edwardzie, Przekazuję Panu powyższy tekst, który ukazał się w sobotę dnia 23 listopada 2002 r. Może Pan go sam odnaleźć w polskim internecie: www.rzeczpospolita.pl Po ukazaniu się tego tekstu ja zamieściłem w szczeciński internecie pooniższy tekst. Marian Jurczyk wybiera się wkrótce do USA, gdzie zechce pozyskać kapitał dla wymyślonego przez siebie szczecińskiego Banku Miejskiego. Polonia amerykańska zna zapewne Jurczyka z zupełnie innej strony. Nie czyta polskiej prasy, a zwłaszcza „Rzeczpospolitej”, która publikuje rzetelne materiały, stąd też stosunek niektórych ludzi do Jurczyka, który przecież został prezydentem miasta Szczecina – może być przyzwoity, ale to tylko z niewiedzy. Pozdrawiam. Szymala ---------------------------------------------------------------------------------. W sobotniej "Rzeczpospolitej z dnia 23.11.2002 r. ukazał się kolejny już, obszerny (na całą stronę) artykuł, oparty na aktach Sądu Apelacyjnego w Warszawie w sprawie lustracyjnej Mariana Jurczyka. Autor, mający dostęp do tych akt - ujawnia fakty nie znane szczecinianom, bowiem nigdy nie przyznane mieszkańcom tego miasta przez samego Jurczyka. Wynika z tych akt m.in., że: - po podjęciu współpracy z SB na początku Marian Jurczyk miał kryptonim "Święty", zaś w następnych latach "Nawiedzony", - pracę zawodową podjął on w 1951 r. jako strażak, a po czterech latach w szczecińskiej stoczni jako robotnik niewykwalifikowany, zaś potem jako spawacz, po czym jako ślusarz, - z uwagi na "miękką" postawę Jurczyka w kontaktach z SB podjęto decyzję o uczynieniu z niego agenta, zaś on zadeklarował, że "jest uczciwym Polakiem", że jest gotów pomagać w zwalczaniu wrogów Polski Ludowej, co potwierdził też raportami na temat rodziny Szerkusów, a potem Szymańskich, jak też zbierał i przekazywał informacje na temat innych osób, może te osoby w dalszym ciągu żyją w Szczecinie, - esbekami pracującymi z Jurczykiem byli kpt. Leon Dynak oraz mjr Leszek Puszczewicz (może osoby te także jeszcze żyją), - za informacje na temat Józefa Szczepańskiego agent Święty" - Marian Jurczyk otrzymał wynagrodzenie w kwocie 1000 zł, co własnoręcznie pokwitował, - współpraca z Jurczykiem została zakończona pod koniec 1979 r., a więc na krótko przed powstaniem "Solidarności". - Tak więc cała Polska (czytająca oczywiście "Rzeczpospolitą") z tych informacji wie, że Szczecinem rządzi były agent i sprzedawczyk "Święty". Szczecińska prasa, radio, telewizja jednak o tym milczy. Jurczyk uchylił się od debaty, gdzie mogły paść także pytania o te fakty. Szermował hasłami niesprzedajności i uczciwości, a szczeciński plebs mu uwierzył, bo rzekomo go skrzywdzono i należy mu się rekompensata za owe krzywdy. Ale ten były agent jest nie tylko prezydentem plebsu, ale prezydentem szczecińsko-kamieńskich biskupów i szczecińskiej profesury (z rektorami na czele), miejscowej inteligencji. Marian Jurczyk jako "uczciwy" Polak poszukuje ludzi uczciwych, czy też może jak on sam "uczciwych". To jedno z trzech głoszonych przez niego kryteriów w doborze kadr. Uważam jednak, że naprawdę uczciwy szczecinianin nie powinien w świetle faktów publicznie znanych podawać ręki sprzedawczykowi - rzekomej legendzie, która ukrywała te istotne fakty swojej biografii. Uczciwi Polacy i uczciwi szczecinianie powinni raczej zastanowić się nad tym, jak czym prędzej przegonić z Jasnych Błoni "Świętego" - byłego tajnego współpracownika SB Mariana Jurczyka. Może mieszkańcy Szczecina, którzy mają poczucie godności i honoru - rozważą zaistniałą sytuację. Sądzę, że kilkadziesiąt godzin po złożeniu przez Mariana Jurczyka ślubowania należy zastanowić się nad możliwościami usunięcia go z urzędu. Człowiek honoru, po ujawnieniu przez "Rzeczpospolitą" takich faktów - postąpiłby w wiadomy sposób, ale wątpić należy, czy były strażak i niewykwalifikowany robotnik, który średnie wykształcenie uzyskał pracując już w szczecińskiej stoczni, którego historia wyniosła na pierwsze strony gazet - wyciągnie w ogóle wnioski z publikacji "Rzeczpospolitej".


•  "uczciwość" Jurczyka  Autor: cxi   14.01.2004 17:29
  •  Re: "uczciwość" Jurczyka-poprawiony  Autor: cxi   14.01.2004 18:00
  •  Re: "uczciwość" Jurczyka-poprawiony  Autor: cxi   14.01.2004 18:00
  •  Re: "uczciwość" Jurczyka-poprawiony  Autor: cxi   14.01.2004 18:00
  •  Re: "uczciwość" Jurczyka-poprawiony  Autor: cxi   14.01.2004 17:59
  •  Re: "uczciwość" Jurczyka-poprawiony  Autor: cxi   14.01.2004 17:59
    •  Re: I co z tego?  Autor: zenon   14.01.2004 18:15

Krótko X