|
Redakcjia „Bez Cenzury” !!!
W załączeniu uprzejmie przesyłam z prośbą o publikację tekstu, który odrzucony został przez administrujących; forum internetowym Solidarności Walczącej. http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?p=27371#27371
Uprzejmie proszę o ujawnienie opinii publicznej treści art. Wydanie specjalne!!!
Proszę także o załączenie stanowiska Pana Lazarowicza i innych, będącego przykładem nawiązania do najlepszych tradycji Urzędu ds. Kontroli Publikacji i Widowisk, okresu dobrze znanego ludziom po pięćdziesiątce.
Z wyrazami Szacunku!!!
Danuta M. Gaszewska
Dołączył: 03 Mar 2010
Posty: 1 Wysłany: Sro Mar 03, 2010 11:15 pm Temat postu: Wydanie specjalne!!! AMC
________________________________________
Usuwam ten skandaliczny wpis bez wahania. Myślę, że nie wymaga to szczególnych uzasadnień.
Lazarowicz
Post został usunięty w związku z tym, że zawiera w swoim podtekście nieuprawnione sugestie, które dla mniej wprawnego(choć nie tylko) czytelnika mogłyby stać się bazą do wyciągania nieuprawnionych wniosków i ocen związanych z osobą Kornela Morawieckiego. Jest w tym wypadku rzeczą wielce niewłaściwą, wiązanie obecności w polityce Kornela Morawieckiego z działalnością zawodową Jego syna, nie wdajemy się przy tym z przyczyn oczywistych w ocenę działalności zawodowej syna Kornela Morawieckiego. Utrata tekstu nie jest bezpowrotna, ponieważ jest on w naszym posiadaniu i zostanie umieszczony w Archiwum. Postaramy się nawiązać kontakt z autorem i postawić Mu parę pytań związanych z Jego tekstem.
Admin MR.
Wydanie specjalne!!!
Odpowiedź na APEL p. Kornela Morawieckiego!!!
(miejsce na zdjęcie)
Śpieszę odpowiedzieć na Pana „Apel“, tym bardziej, że kiedyś zachowałem się mocno niepatriotycznie i zamiast dołączyć do wielomilionowego chóru, chyba po trzykroć wrzeszczącego „pomożemy“, namówiłem uczestników pewnego „kółka historycznego“ do przeprowadzenia dyskusji na temat KATYNIA i Rządu Emigracyjnego w Londynie. Za to, ma się rozumieć, wyleciałem z „hukiem“ i na zawsze z wielce zasłużonego dla nauki polskiej Liceum Ogólnokształcącego im. Księcia Adama J. Czartoryskiego w Puławach.
Szanowny Panie Kornelu, nie znam Pana.
Co nie oznacza, że nie wiem kim Pan jest. Zanim jednak przejdę do szczegółów, pozwolę sobie postawić „ Eine Gegenfrage“. Dlaczego potrzebuje Pan wsparcia i to deklarowanego publicznie?
W tle prezentowanego na stronach internetu Pana wizerunku, widzę stylizowany znak Polski Wałczącej. Byłem kiedyś skromnym uzupełnieniem dla grupy osób, podtrzymujących z dumą i niezawisłe, tradycje kojarzone z tym znakiem. Ba, nawet byłem instytucjonalnie związany z tym środowiskiem. Po kilku latach ciężkiej „harówki“ na wygnaniu, w roli m.in. robotnika drogowego i pomocnika kamieniarza, albo jak kto woli - życzliwym umożliwię stawianie zarzutu, - „dobrowolnego wygnania“, popieranego przez dygnitarzy Kościoła i mieniących się niepodległościowymi, licznych intelektualistów - podjąłem działalność dydaktyczną i znowu wywrotową.
Ale to nie jest dla Pana nic nowego. W pewnym znanym mi okresie Pana życia, opuścił Pan przecież Kraj, namawiany jak wielu innych do podjęcia tej ze wszech miar oczyszczającej okrągłostołowe przedpole decyzji i ruszył w drogę, nie sam, w humanitarnej trosce o zdrowie innego Kolegi. Ale zaraz potem, żeby nie powiedzieć po kilku latach, na pożyczonym paszporcie i znosząc trudy podróży w niewielkim aucie, którego historia na zawsze, jak tło do tego pierwszego apelu, utkwiła w pamięci „czterdziestolatków“ i fanów porucznika Klossa, przebił się Pan przez „żelazną kurtynę“ i wrócił na Swoje. Nie było to łatwe przedsięwzięcie, biorąc pod uwagę fakt, że kierowcą tego vehikułu, była osoba „słusznej postury“ i poglądach, które uznał Pan później za kłopotliwe.
Nie mogę Panu zadać pytania, dlaczego i po co Pan wrócił. Ja sam wielokrotnie wracałem, trochę w innych warunkach, żeby się przekonać, jak Fundator wydania książki o Generale Nilu, że nikt na mnie nie czeka i nikt nas nie potrzebuje. Doznałem zaszczytu, jak byli żołnierze KEDYWU, z których pomocy kiedyś korzystałem, w czasie pisania na Uniwersytecie Jagiellońskim pracy magisterskiej, poświeconej „wymiarowi sprawiedliwości polskiego państwa podziemnego“, stania się, jak np. Pan Henryk Rakowski, skazą materiałową na nowych i inaczej pisanych życiorysach. Trochę o tym zamieściłem w pozwie skierowanym do Sądu Okręgowego w Elblągu przeciwko panom, Kaczyńskiemu, Wassermannowi, a chciałoby się powiedzieć, że i także przeciwko panu Macierewiczowi.
Gdybym wiedział, że „przewraca“ Pan okrągły stolik, to miałby Pan we mnie od samego początku, tj. już od 1986 r. najwierniejszego sprzymierzeńca. Głębsze uzasadnienie zawarłem w różnorodnych wystąpieniach, ostatnio w zeznaniach składanych przed Prokuratorami Prokuratury Generalnej w Hamburgu. Przy okazji odpowiedziałem na kilka pytań, sprowadzanych do jednego zasadniczego rodowodu, a mianowicie, dlaczego „świat nie uznał i nie pokrył, co najmniej srebrem wiekopomnego dzieła przełomu okrągłostołowego“.
Otóż z najbardziej prostego powodu. Już w 1987 r. „świat“ wiedział, do czego prowadzą kreowane, z ogromnym zainteresowaniem tzw. strony przeciwnej, żeby nie pogubić się w opisie jej rodowodu, przez panów Kiszczaka i Cioska sytuacje towarzyskie, powtarzające się w okolicach Warszawy i w jej Centrum. W połowie 1987 r. zainteresowane służby „państw zachodnich“ znały już listę zweryfikowanych sygnatariuszy. Była ona przedmiotem sympozjum w OSTKOLLEG w Köln, a rok później dyskutowana podczas seminarium naukowego w OTZENHAUSEN AKADEMIE.
Co Pan na to?
Dalsze dowody, ale już bezpośrednio pochodzące od p. Cz.Kiszczaka, jak mi się wydaje kolejny raz „odświeżonego“, znajdzie Pan w Berlinie, w Archiwum b. STASI, gdzie zgromadzono ogromnie ciekawą korespondencję „w sprawie“ – nazwiska też Pan tam znajdzie – kończącej się zawsze słowami: „ z internacjonalistycznym pozdrowieniem i ku pamięci, a także w duchu myśli i czynów Feliksa Edmuntowicza“. Naprawdę tak pisał E.Mielke do Cz. Kiszczaka, a także do Tow. Barbary Jaruzelskiej.
Szanowny Panie Kornelu, „bez targu“ muszę przyjąć, że „jest Pan lepszy od kandydatów propagowanych przez układ polityczny“. Jestem w pełni po Pana stronie, jeżeli, prosząc o zaufanie, myśli Pan o tym samym, co ja układzie. Gotów jestem razem z Panem „dźwigać“ i jak rozumiem coś jeszcze na nowo obalić. Ponieważ taka działalność wymaga także pieniędzy, gotów jestem się z Panem także podzielić takimi, gdybym je miał.
Niestety nie posiadam ich w odpowiedniej ilości. Zaistnienie takiej nadzwyczajnej sytuacji zawdzięczam m.in. p. Mateuszowi Morawieckiemu, jeżeli się nie mylę, jednemu z pięciorga Pana dzieci.
Z powodów, o których w „odcinkach“ pisze czasami na stronach internetowych p. prof.dr M.Dakowskiego, zadałem sobie trud uzyskania kilku informacji o p. Mateuszu Morawieckim. I od tego powinniśmy chyba zacząć, a przynajmniej ja powinienem, zacząć, po tym jak zauważyłem Pana APEL.
Szanowny Panie Kornelu !
W 2000 r. występując w roli pełnomocnika, oczywiście nieznanej Panu Pani Danuty M. Gaszewskiej, wtedy jeszcze właściciela dwóch firm i partnera handlowego trzech dużych międzynarodowych Koncernów Naftowych, a także Deutsche Bank AG i GERLING KONZERN, złożyłem, uzgadniając tą decyzje z funkcjonariuszami KGP CBŚ i Prokuratury Generalnej, w Prokuraturze Rejonowej w Zgorzelcu, zawiadomienie o przestępstwie. Zwracając organom procesowym uwagę na istnienie tzw. zjawiska przestępczości zorganizowanej w polskim systemie bankowym, podkreśliłem, powołując się na dokumenty zabezpieczone i zdobyte przez mojego zleceniodawcę, Panią Danutę M. Gaszewską, że jedną z fundamentalnych ról w operacjach określanych przez mafię, jako „rolka“ – bliżej na ten temat także u p. prof.dr M.Dakowskiego, przypadła, albo została wyznaczona, przedstawicielom współzarządzanego przez p. M.Morawieckiego banku.
Nie chcę przez to powiedzieć, że p. M.Morawiecki, z którego kariery zawodowej z pewnością i w pełni zasadnie jest Pan dumny, może być stawiany, kiedy ktoś chciałby się więcej dowiedzieć o „rolce“, na tej samej „płaszczyźnie”, co jego bezpośredni przełożony p. dr J.Kseń, jeżeli wierzyć dziennikarzom b. funkcjonariusz WSW, czy też p. W. Strózik, jeżeli wierzyć tym samym źródłom, b. funkcjonariusz WSW-WSI, rezydent tych służb na Dolnym Śląsku i w końcu współautor pomysłu na pozbawienie mnie i Pani Danuty M. Gaszewskiej życia. Ale już ta zupełnie nieprawdopodobna, w świetle prezentowanego przez Pana dorobku życiowego, myśl, że syn Pana mógł się znaleźć w takim towarzystwie i użyczyć konta, najpierw współzarządzanego, a następnie wyłącznie zarządzanego przez niego banku, do operacji nazywanych jeszcze przez niektórych – pewnie za bardzo do serca przyjęli sobie redakcje art. 299 i art. 310 kk, „praniem i fałszowaniem pieniędzy“, warta jest ponownego przeżycia treści użytego przez Pana przymiotnika „lepszy“.
Proszę Pana, ja też, jak się Pan może domyślać, byłem i jestem nie tylko przeciwnikiem „ustaleń okrągłego stołu“, ale dokładniej, czego w Pana prezentacji nie znajduje, byłem przeciwnikiem samej idei „okrągłostołowej“. Co więcej, znając rok wcześniej listę „doproszonej do stołu biesiadnego przez p. Cz.Kiszczaka opozycji“, podjąłem różne i na mój koszt, wspólnie z kilkoma znanymi w Niemczech i nie tylko przedstawicielami „nauk społecznych i prawnych“, próby wywołania u jej przedstawicieli, albo się za takich uważających, przynajmniej głębszej autorefleksji.
Chciałem, wysyłając zaproszenia w imieniu znanych w Niemczech uniwersytetów i nie mniej znanych instytucji polityczno naukowych, wywołać u wybranych przeze mnie i wcześniej poznanych, np. w Zakładzie Karnym w Iławie, albo w jednym z najbardziej znanych Uniwersytetów, czy też podczas spotkań w Kościele Św. Anny w Warszawie, wątpliwości, co do właściwie uświadamianych sobie skutków, konsumowanej wspólnie z panami Kiszczakami „sutej wieczerzy zaduszkowej“.
Ale to im właśnie przyrzeczno wielkie pieniądze i opiekę mediów - czy na prawdę się opłaciło?. O tym pisze Pan w swoim APELU?
Jeżeli już o pieniądzach, których Pan nie ma, to czy będzie Pan w stanie wypełnić tą lukę przez „obywatelskie zaangażowanie“?
Szanowny Panie Kornelu, kiedy się zorientowałem, że za wydanym na mnie i na Panią Danutę M. Gaszewską „wyrokiem śmierci“ stoją pracownicy współzarządzanego przez Pana syna banku, pomyślałem sobie, że toczy się inna walka i wałczący kiedyś, albo tylko mówili, że walczą, albo wmówili to innym.
Pisząc „razem damy sobie radę“, pewnie nie wyobraża Pan sobie jak niedaleko moglibyśmy być od siebie.
Zaprosiłbym Pana, żeby w tym, co chętnie bym z Panem przedyskutował pojawiło się trochę poufności, do mieszkania w centrum Wrocławia, znajdującego się przy ul. Rynek- Ratusz 15/3, gdzie moglibyśmy, zasiadając w zabytkowych meblach i przy nie mniej zabytkowym stole – w żadnym wypadku okrągłym, porozwalać o „klasie politycznej“. Niezwykle chętnie bym Pana tam chciał gościć. Myślę, że tak samo gorąco, jak była właścicielka tego mieszkania i znajdującego się obok drugiego mieszkania, Pani Danuta M. Gaszewska.
Chciałbym, ale nie mogę.
Ponieważ obie te nieruchomości, posługując się podrobionymi dokumentami bankowymi i grupą osób, które w końcu identyfikowane są z mafią, odebrał Pani Danucie M. Gaszewskiej Pana niezwykle dobrze zapowiadający się syn p. Mateusz Morawiecki. Nie wiele dosłownie brakowało, a kilka przecznic dalej straciłbym, w związku z tym, życie.
Myślę, że na wolnym rynku pracownicy zarządzanego przez Pana syna banku, mogli za oba mieszkania, położone we wspaniałym miejscu bo w Ratuszu Miejskim, uzyskać kwotę przewyższającą 1,5 mln. zł. Ile uzyskano i czy w ogóle, doszło do dalszej sprzedaży odebranych Pani Danucie M. Gaszewskiej zabytkowych mebli, na to pytanie nie uzyskałem od Pana syna żadnej odpowiedzi. Zresztą na kilka innych pytań skierowanych bezpośrednio do niego, również nie był łaskaw odpowiedzieć. Chyba, że za odpowiedź należałoby uznać sformułowane wobec mnie, na piśmie i osobiście przez p. Mateusza Morawieckiego, pogróżki.
Czy zostały one sformułowane w imię innej solidarności, artykułowanej od, jak Pan zauważa, 21 lat, solidarności nowej klasy posiadającej?
Szanowny Panie Kornelu!
Dlaczego liczy Pan na moje finansowe i obywatelskie wsparcie?
Nie mogę być adresatem Pana APELU, nawet, gdybym przez chwilę zapomniał o wyznawanym przez mnie wartościach etycznych.
Mogę angażować się i to wielokrotnie czyniłem, w sprawy przyzwoite. Poprę zawsze rzetelność, ale nie legendę. Tym bardziej, kiedy mogę jej zarzucić stronniczość i wprowadzające w błąd uproszczenia.
Zakładam, że chciał Pan innego Kraju i jak Pan pisze „dla nas wszystkich“.
Czy pomyślał Pan przy tym o takich obywatelach jak Pani Danuta M. Gaszewska, okradziona przez współpracowników banku, którym kieruje Pana syn.
Pan nie wydaje się być prawnikiem, a więc nie może Pan świadomie przeżywać subtelności związanych np. z wykładnią art. 18 § 3 kk w zw. z art. 299 § 1 i § 2 kk.
Z taką wykładnią jednak powinien zostać w końcu skonfrontowany Pana syn.
W 2000 r. i w latach następnych, z przygodami, które obfitowały w podejmowane przeciwko mnie, powiedzmy, że także w świadomym interesie współpracowników zarządzanego przez Pana syna banku, próby pozbawienia mnie życia, zawiadamiałem organy prokuratury o wykorzystywaniu BZ WBK SA do rozliczeń miedzymafijnych w skali międzynarodowej i tylko w toku jednej poznanej przeze mnie operacji bankowej, do przekazania również, na konta tzw. spółek paliwowych, kwoty co najmniej 1.5 mln. zł.
Polska bez układów! Bo chyba o tym Pan pomyślał, pisząc „pomóżcie“.
Ja chętnie odpowiem „sprawdzam“, tym bardziej, że już został Pan, według własnego oświadczenia, sprawdzony.
Szanowny Panie Kornelu!
Jak zauważyłem chętnie sięga Pan do symboliki i czyni Pan to w sposób przemyślany, żeby nie podkreślić, że właściwy.
Polska Wałcząca mylona często z „solidarnością walczącą“ prowokuje skojarzenia. Chciałoby się zawołać, jeszcze nie wszystko zostało sprzedane, względnie ukradzione. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, pomyślałem sobie, że gdyby pojawiła się sytuacja, w której, dalsza moja obecność w odbiorze medialnym uzależniona zostałaby od umieszczenia mojej fotografii w tzw. odpowiednim tle, to, jakim znakiem, bądź symbolem, chciałbym się posłużyć, po tych 21 lat trwających doświadczeniach.
Otóż przyszło mi na myśl, że chętnie posłużył bym się zdjęciem przedstawiającym obecny wygląd mojego biura, znajdującego się kiedyś w Bogatyni, przy ul. Armii Czerwonej 17 (sic!). Jego trwający od sześciu lat wygląd zawdzięczam przede wszystkim p. Mateuszowi Morawieckiemu i pracownikom kierowanego przez niego banku.
Ponieważ zdjęcie to, naśladując sposób w jaki Pan stara się zwrócić uwagę na swoją osobę, umieszczam na początku mojej wypowiedzi, proszę, po dotarciu do ostatniego tutaj zamieszczonego zdania, o świadomy powrót do „pozycji wyjściowej“.
Jak zaznaczyłem ponawiam propozycje spotkania.
Może w ruinach mojego biura, lub na ruinach reprezentowanej przeze mnie Spółki „Dansztof“ Sp. z o. o. w Bogatyni ? Byłoby o czym pomówić. Np. czy to prawda, że syn Pana, p. Mateusz Morawiecki posiada wiedzę na temat wyniesionych z biura w Bogatyni, lub z pomieszczeń we Wrocławiu, być może przez jego współpracowników, książek i publikacji naukowych, w części w języku niemieckim, stanowiących moją własność. A może znajdują się one w jego bibliotece, albo u jego znajomych? Była wśród nich wspaniale napisana biografia Ericha Maria Remarque i parę moich artykułów o „Vertreibung und Grenzenverschiebung“.
Pomijam wyjątkowo cenne i drogie publikacje prawnicze.
W sytuacji, gdyby Pan, lub ktoś inny wzbudził w sobie „przedwyborcze zainteresowanie“ całością dokumentacji fotograficznej ukazującej skutki innych „ważnych pomysłów“ autorstwa współpracowników p. Prezesa Mateusza Morawieckiego, to zapewniam, że zawsze pojawi się okazja do ich publikacji.
Andrzej M. Czyżewski
Hamburg, den 2.03.2010
|