|      |
|
| O WSPÓLCZESNEJ ŻEGLUDZE MÓWI RYSZARD KARGER, WIELOLETNI SZEF PŻM: |
|
| Żeglugowcy muszą współpracować |
| Ryszard Karger to historia polskiego shippingu lat powojennych. Jego nazwisko kojarzy się ludziom w całym kraju z niegdysiejszą potęgą Polskiej Żeglugi Morskiej. To za jego rządów szczeciński armator osiągnął rekordowy tonaż 3,2 mln DWT i stał się prawdziwym potentatem światowej żeglugi trampingowej. Spod jego – bywało, że ciężkiej - ręki wyszło kilka pokoleń shippingowców, dla których jest teraz niekwestionowanym autorytetem. |
|
|
Czytaj cały artykuł
|
|
| Temat: Tak trzymać, panie Ryszardzie | Od: inż.Czesław Będulski |
| Data: 10.11.2004 09:01 |
Odpowiedz |
|
A ja mam dla pana Kargera szacunek, bo wali prosto z mostu, a raczej – z „mostku”. Trzeba na jego wypowiedź – (rzeczywiście chropawą, momentami nieprecyzyjną, ale przez to autentyczną ) – patrzeć syntetycznie, a nie analitycznie.
Zamieszczona tu także polemika jego adwersarza, kpt. Drobnika jest właśnie analityczna i to tak, jakby nad tą analizą pracował cały sztab speców od „pijaru” z biura prasowego PŻM. Wypowiedź Kargera jest za to szczera, emocjonalna, nie wykalkulowana i doskonale syntetyzuje rysy charakterologiczne i zawodowe pana Brzezickiego.
Mr Brzezicki demoluje całe morskie środowisko Szczecina ( i pewnie nie tylko). Siedzi w tym swoim termosie na 22 piętrze jak w oblężonej twierdzy, a wszyscy, którzy są na zewnątrz – to przestępcy, bandyci, gangsterzy gospodarczy i mafiozi. Tylko Brzezicki jedyny sprawiedliwy, uczciwy i ten, co nigdy się nie myli.
Zdaje się, że pan Paweł uwierzył w swój mit, skwapliwie kreowany przez grono jego pochlebców. A jak się raz uwierzyło w swój mit Obrońcy Przedmurza, to trzeba w tych okopach św.Trójcy wytrwać do końca. I pan Paweł to robi, jak pan Michał (Wołodyjowski). Na koniec wysadzi w powietrze cały ten termos, bo po nim choćby potop.
Pan dyrektor Brzezicki nie kooperuje – on feruje (wyroki). Z takim człowiekiem nie można nic zbudować, można tylko trwać na posterunku, ostrzeliwać się a na koniec – podpalić lont. I to doskonale pokazuje opowieść pana Kargera, który się nie bał i wygarnął na stół kawał prawdy. I któremu za to wybaczam drobne nieścisłości faktograficzne (zresztą nie wiadomo, czyja to zasługa, może niedokładności redaktora?).
Karger działał też w środowisku nieprzyjaznym, ale był człowiekiem kompromisu. Dziś mu się to wytyka, taka samo, jak to, że statki za drogie, że kontrakt angielski i argentyński przereklamowany, do dziś spłacany, że był rzekomo pieszczochem komunizmu itd. Być może, nie wiem, nie byłem przy tym. Ale jedno wiem i wie to każdy szczecinianin – zostawił po sobie kawał solidnej firmy, ponad setkę statków, markę znaną na całym świecie. Majątku nie zagrabił, ale zostawił go swoim następcom, którzy nie dość, że go częściowo przeputali, to dziś kąsają Kargerową rękę.
A aluzje pana kpt. Drobnika o demencji, sklerozie itp. uważam za niesmaczne i poniżej pewnej klasy. Pan Karger ma już zagwarantowane miejsce w historii polskiego shippingu. Pana Drobnika będziemy pamiętać co najwyżej jako lojalnego obrońcę swego dyrektora (co mu się nb.- chwali, bo lojalność to dziś też deficytowa cecha).
Z wyrazami należytego poważania
inż.Cz. Będulski
|
|
|
|
|
|
|