O WSPÓLCZESNEJ ŻEGLUDZE MÓWI RYSZARD KARGER, WIELOLETNI SZEF PŻM:
Żeglugowcy muszą współpracować
Ryszard Karger to historia polskiego shippingu lat powojennych. Jego nazwisko kojarzy się ludziom w całym kraju z niegdysiejszą potęgą Polskiej Żeglugi Morskiej. To za jego rządów szczeciński armator osiągnął rekordowy tonaż 3,2 mln DWT i stał się prawdziwym potentatem światowej żeglugi trampingowej. Spod jego – bywało, że ciężkiej - ręki wyszło kilka pokoleń shippingowców, dla których jest teraz niekwestionowanym autorytetem.
A ja go nie przezywam za dzialalnosc, bo robil to lepiej lub gorzej, ale w innych czasach.
Moze po transformacjach tez by sie odnalazl, a moze w ogole sluch by o nim zaginal.
Roznica warunkow dzialania jest tak zasadnicza, ze w ogole nie mozna porownywac tego do 1989 i potem,a tym bardziej sie wymadrzac.
Jesli kapitan za czasow RK zarabial 3 dolary za dobe (i zaloga odpowiednio) a teraz 6 dolarow (ale za godzine) to jakie jest porownanie.
Nawet kiepsko zamawiajac statki powinien wychodzic na plus ,a nie udawalo mu sie zarowno z jedna jak i druga grupa "swoich statkow" przez co byly manipulacje wynikami i przerzucano zyski z innych aby pokryc straty z tych "nowych inwestycji"
Oceniajac innych trzeba uwzgledniac warunki,a te (poza politycznymi) sa duzo trudniejsze po 1990 r. i dyrektorzy moga byc lepsi, ale musieli/musza ciagnac balast i p. RK (w tym statkow argentynskich, jak i angielskich )i jego nastepcow (w tym zwlaszcza pseudo-inwestycji z lat 89-90
Plujac krwia (i splacajac dlugi) zaloga jednak mimo wszystko nie opluwala p.RK o ile nie staral sie klamstwami dorabiac do ideologii - co teraz czyni