„MIASTO, KTÓRE MA PORT, NIE MA PRAWA ŻYĆ W BIEDZIE”
Port z bitej piany
Szczecin, miasto portowe, nie ma portu. Ma jedynie państwowy urząd portowy do ściągania opłat za zmurszałe nabrzeża oraz nomenklaturowe spółki, obsadzane według starego klucza towarzysko-partyjnego. Zamiast wolnego rynku, konkurencji i nowych inwestycji – kwitnie portowy monopol, okołoprzetargowe intrygi i propagandowe „wizje strategiczne”. Tak mówią sami portowcy, sfrustrowani stagnacją firmy, która mogłaby stać się gospodarczą lokomotywą regionu.
Smutna prawda o mieście które winno żyć z portu tak jak Rotterdam, Hamburg, Antwerpia itd. Ciągle słyszy się o szukaniu formuly w której miało by się rozwijać nasze miasto. Po co wyważać raz otwarte drzwi? Czy nie wystarczy beszczelnie zerżnąć z wcześniej wymienionych przykladów miast portowych? Czy nie pamiętamy już komuny gdy cały port aż tryskał zdrowiem, był zapchany statkami i ładunkami? Czy wtedy PRL konsumował mniej jak dzisiaj? Nie!!! To dlaczego port umiera gdy Polska konsumuje więcej i rownież więcej eksportuje? Czy naprawdę my Polacy musimy wciąż na każdym kroku udowadniać, że jesteśmy gorsi od Niemcow, Holendrów czy Belgów? Czy Pozug musi czyścić nasze kontenery? Czy do holery nie trzeba w końcu stuknąć się w głowę zakasać rękawy, wywalić na śmieci polityczne dyskusje i ukłądy i nie zacząć pracy u podstaw by zbudować razem formułe na miasto Szczecin wsparte tętniącym życiem i dającym pracę połowie miasta portem?