„MIASTO, KTÓRE MA PORT, NIE MA PRAWA ŻYĆ W BIEDZIE”
Port z bitej piany
Szczecin, miasto portowe, nie ma portu. Ma jedynie państwowy urząd portowy do ściągania opłat za zmurszałe nabrzeża oraz nomenklaturowe spółki, obsadzane według starego klucza towarzysko-partyjnego. Zamiast wolnego rynku, konkurencji i nowych inwestycji – kwitnie portowy monopol, okołoprzetargowe intrygi i propagandowe „wizje strategiczne”. Tak mówią sami portowcy, sfrustrowani stagnacją firmy, która mogłaby stać się gospodarczą lokomotywą regionu.
Piany przybyło. Dobrze, że chociaż nie w stylu Zosi, która jeszcze w życiu nie wykazała się odrobiną zrozumienia dla czegokolwiek. Przed sobą mamy ciąg dalszy w dotychczasowym stylu: w Zarządzie Portu fachowcy klasy Rutkowskiego ( munus zero ) lub Kotwas ( minus zero + bezdenna głupota ), a po zmianie stron klasy Pomianowskiego ( w czym jest lepszy od wymienionych ? Powiązaniami z Z. Zalewskim ? )
Brak w tekście nawet próby odpowiedzenia na pytanie, kto na obecnej sytuacji zyskuje. A trzebaby poszukać wśród tych, którzy sfinansowali rzekome samodzielne podwyższenie kapitalu przez niejakiego Trzcińskiego i Dorozika. Wiele pozostałych uwag w tekście nie uwzględnia podobnych zjawisk ... Przecież pozycja J.Piechoty w porcie nie wynika z tego, że ładnie mówi ...