|
W dzisiejszej (27.04) Rzepie minister Piechota z zatroskaną miną wypowiada się o "nieudanej prywatyzacji stoczni", powtarzając wciąż te samą bajeczkę, że zarząd holdingu oszukał rząd i KUKE, a do upadłości stoczni doprowadziły banki, a nie Rada Ministrów.
Zaprzecza faktom, które są już powszechnie znane (jest protokół z posiedzenia RM w lipcu 2002) i - jak w sprawie Rywina - usiłuje wmówić ludziom, że winę za upadek SSPH ponosi jeden tylko oszust - Piotrowski.
Niestety, dziennikarz nie przygotował się do wywiadu i znów został zagadany przez naszego :złotoustego" ministra.
Pyta dziennikarz:10 lat temu zakład funkcjonował dobrze, średnia zarobków wynosiła 3 - 4 tysiące zł miesięcznie, może warto było pomóc, kiedy coś zaczęło się psuć?
A Piechota odpowiada:
Przecież po powstaniu nowego rządu i zgłoszeniu przez zarząd stoczni, że są problemy w finansowaniu działalności, został uruchomiony nowy instrument wsparcia dla sektora stoczniowego, czyli gwarancje Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. W grudniu 2001 roku tamten zarząd przedstawił KUKE biznesplan. Z dokumentów wynikało, że projekt się dopina. W styczniu 2002 roku zostało udzielonych 28 mln USD gwarancji pod zaliczkę armatorską. I co się okazało? Biznesplan nie był prawdziwy, KUKE oszukano, a 28 mln USD musiało pośrednio obciążyć budżet państwa. W takich warunkach nie ma możliwości udzielania pomocy publicznej, bo byłoby to marnowaniem środków publicznych.
Biznesplan, o którym mówi Piechota, nie przewidywał "zaliczki armatorskiej w wys. 28 mln USD". To wymysł. Zarząd holdingu przedstawił analizę Carneya, z której wynikało, że gwarancje rządowe w wys. 180 mln zł pozwoliłyby odzuskać cash flow, zniwelować skutki nieudanej budowy chemikaliowca i wyjść na prostą. 180 mln zł to nie 28 mln USD. To tak, jakby bank zatwierdził biznesplan na budowę fabryki, po czym = zamiast całegokredytu, dałby jego połowę, a następnie zażądał od kredytobiorcy 100%. Jest to gangsterka gospodarcza. Szkoda, że dziennikarze "gospodarczy" przeprowadzają wywiady "na kolanach" i piszą 'na kolanie". Tylko dlatego, że rozmówca jest Pan Minister.
I jeszcze jedno:
Pyta dziennikarz:
Nadal jednak nie wiemy, za ile SSN kupuje ten majątek.
A to już jest kwestia stron układających się i tajemnicy handlowej. Znam bilans ARP, który musiała przedstawić skarbowi państwa. W maju 2002 roku rada ministrów dokapitalizowała ARP akcjami na ponad 230 mln zł na ratowanie sektora. Teraz trzeba było jeszcze dokapitalizować sumą 90 mln zł. Mówimy zatem o kwocie - jeśli chodzi o "koszty" skarbu państwa - trzystukilkudziesięciu mln zł w stosunku 3,5 mld zobowiązań całej grupy holdingu. To też odpowiedź na pytanie czy tamto dało się ratować.
Na jaką tajemnicę powołuje sie minister rządu, który wydaje publiczne pieniądze? Czy obywatele - w tym także stioczniowcy - nie mają prawa znac sumy, jaką wydali (podatnicy!) na realizację wątpliwej "konsolidacji" sektora stoczniowego. Czyżby chodziło o stworzenie kolejnego państwowego holdingu dla partyjnych "menadżerów" typu Żyndul albo Rutkowski (port) a następnie ponowne "sprywatyzowanie" go pod sztandarem nomenklaturowych kolegów-biznesmenów?
Tych pytań jest więcej. Cały wywiad roi się od niedomówień i celowych przekłamań. Sęk w tym, że mało komu chce się czytać. |