Szukaj wśród artykułów
  

















SUBskrypcj@
Subskrypcja BezCenzury.Net

Twój email



dowiedz się więcej >> 
 
    



09-10-2006
Pikieta OBYWATELA

<br />
Aerdecznie zapraszamy Was na pikiete, ktora organizujemy w Warszawie w dniu 12 pazdziernika (czwartek) o godz. 12. Wraz ze Stowarzyszeniem Pacjentow Primum Non Nocere oraz organizacja Nowa Lewica chcemy w ten dzien upomniec sie o pomoc pacjentom poszkodowanym w wyniku bledow lekarskich oraz zaprotestowac przeciwko trwajacej degradacji publicznej sluzby zdrowia. Zapraszamy Was do udzialu w naszej pikiecie w najblizszy czwartek, 12 pazdziernika o godz. 12.00 na przeciwko Palacu Prezydenckiego na Krakowskim Przedmiesciu w Warszawie. Nie badz obojetny - problem degradacji publicznej sluzby zdrowia oraz tzw. bledow lekarskich dotyczy potencjalnie nas wszystkich lub naszych bliskich.
Wiecej o akcji i jej przeslankach mozecie przeczytac tutaj:
http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=htmlpages&func=display&pid=20

Pozdrawiamy
Redakcja OBYWATELA




08-09-2006
Kurtyka za udostępnianiem teczek dziennikarzom

<br /> Udostępnianie materiałów pozwalających na ustalenie prawdy to nasz obowiązek- powiedział Janusz Kurtyka, szef IPN-u. To odpowiedź na pomysł objęcia kontrolą publikacji materiałów SB.
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej w radiowej Trójce opowiedział się za udostępnieniem archiwów IPN dziennikarzom, choć przyznał, że niektórzy z nich postępują nieodpowiedzialnie.
Mówiąc o sprawie rozmów Jacka Kuronia z SB Kurtyka powiedział, że Życie Warszawy nadało nieszczęśliwy tytuł publikacji na ten temat. Brzmiał on "Kuroń negocjował z SB". Prezes IPN podkreślił, że Kuroń, jako jeden z przywódców opozycji antykomunistycznej, miał prawo poszukiwać dróg kontaktu z ówczesną władzą. Jedyną taką drogą były w latach 80 rozmowy z SB.
PAP




08-09-2006
Dziennikarze powinni mieć dostęp do akt IPN!

Warszawa, 5 września 2006 r.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wraz z Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wyraża poważne zaniepokojenie faktem wprowadzenia przez Senat poprawki do nowej ustawy lustracyjnej, na mocy której uniemożliwiony ma być dostęp dziennikarzy do akt Instytutu Pamięci Narodowej. Mamy nadzieję, że Sejm przywróci pierwotne przepisy, które gwarantowały naszej grupie zawodowej możliwość przeprowadzania badań akt PRL-owskich służb specjalnych, dla potrzeb publikacji prasowych.
Jest to o tyle istotne, że tą samą ustawą wprowadza się obowiązek lustracji dziennikarzy i kwalifikuje się jako osoby wykonujące zawód zaufania publicznego.

Nasze debaty

Nasze środowisko przeprowadziło kilka poważnych debat na temat dostępu dziennikarzy do akt IPN. Wzięli w niej udział przedstawiciele naszego zawodu, kolegium IPN, były Prezes Leon Kieres, przedstawiciele Biura Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Transparency International. W dyskusji wykazane zostało, że nie było w Polsce przypadku, aby dziennikarz, który w IPN za jego zgodą prowadził kwerendę, był źródłem jakichś szkód dla życia publicznego. Co więcej, wszystkie kłopoty z lustracją, jakie mieliśmy w Polsce w ostatnich latach, były konsekwencją wycieków czy inspiracji byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (przypadek Przewoźnika). To w nimbie tajemniczości i chowania akt pod stół wybuchały kolejne afery teczkowe. A właśnie dziennikarze sprawdzali później wiarygodność tego typu enuncjacji po to by przekazać społeczeństwu właściwe i rzetelne informacje.
Ostatnie dwa przypadki nierzetelnych publikacji nie mogą przesadza o zamknięciu akt IPN dla dziennikarzy.
Zapis debat znaleźć można na następujących stronach internetowych:
http://www.sdp.pl/180905_zapis.php
http://www.sdp.pl/180905_zapis.php

Doświadczenia sąsiadów

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy wskazują ponadto, iż kraje, które rozwiązały kwestie rzetelnego rozliczenia się z komunistyczną przeszłością, posiadają dziś znacznie lepszą kondycję społeczną niż Polska. Pierwszym państwem byłego bloku wschodniego, które otworzyło archiwa służby bezpieczeństwa, była NRD. Już pod koniec 1990 roku powstał Federalny Urząd ds. Materiałów Służby Bezpieczeństwa Państwowego NRD. Dostęp do akt Stasi mają wszyscy obywatele, a także firmy, urzędy, partie polityczne, związki i stowarzyszenia. Archiwa urzędu otwarto na początku 1992 roku. Do tej pory skorzystało z nich prawie 2 miliony ludzi. Na wniosek instytucji sprawdzono 1,6 miliona osób. Specjalną kategorią figurującą w archiwach są znane postaci z życia publicznego, jak politycy, artyści czy dziennikarze. Wgląd do zgromadzonych na ich temat materiałów mają historycy oraz przedstawiciele wszystkich mediów. Ustaliła się praktyka, że w byłym NRD w zawodach publicznych prawie nikt nie jest zatrudniany bez sprawdzenia jego przeszłości w Instytucie Gaucka, bez względu na to czy chodzi o nauczycielkę czy wysokiego funkcjonariusza policji. W Czechach obowiązuje ustawa zatwierdzona jeszcze w Czechosłowacji w 1991 roku. W 1996 parlament przyjął ustawę dającą każdemu obywatelowi możliwość sprawdzenia, czy służby bezpieczeństwa założyły mu teczkę. Wystarczyło pisemnie zwrócić się do specjalnej sekcji MSW, aby przestudiować teczkę na miejscu lub w ciągu 90 dni otrzymać pisemną odpowiedź. W roku 2002 parlament podjął decyzję o umieszczeniu teczek w Internecie. Wystarczy wpisać adres: www.mvcr.cz, aby sprawdzić siebie, rodzinę czy znajomych. Stronę odwiedziło już ponad 1,8 miliona osób.


Otwarcie akt przez naszych sąsiadów sprawiło, że nie wybuchają tam "afery teczkowe". Nikt też nie próbuje kwestionować dziennikarzom dostępu do akt byłych komunistycznych służb bezpieczeństwa. Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że w Polsce też przełamaliśmy pewną barierę zakłamania.



Krystyna Mokrosińska - Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich




05-12-2005
Za krytykę karać nie wolno

Julia Pitera (PO) chce usunąć z kodeksu karnego artykuł 212 przewidujący ściganie polityków i dziennikarzy za zniesławienie.Służy jedynie do zwalczania politycznych przeciwników i kneblowania mediów - uważa posłanka.
Pomysł przedstawiła kolegom z Platformy i uzyskała ich poparcie. Sama - jak mówi - miała pięć procesów z tego artykułu. Zawdzięcza je m.in. politykom SLD. Dlatego była szefowa Transparency International oburzyła się, gdy Ryszard Kalisz mówił ostatnio, że artykuł 212 trzeba zlikwidować, bo służy do zwalczania przeciwników politycznych. - A co Kalisz robił przez te lata w Sejmie, że nie zdołał zmienić przepisu? Jego koledzy partyjni, radni SLD, nieraz pozywali mnie do sądu, bo dobrze wiedzieli, że skazanie oznacza utratę mandatu radnego - mówi Pitera. Ryszard Kalisz broni się: - Nie mogłem zabiegać o wykreślenie tego artykułu, bo moja sprawa była w toku i zarzucono by mi działanie we własnym interesie. Dodaje jednak: - Jestem przekonany, że to zły przepis. Jeżeli pojawi się inicjatywa wykreślenia go z kodeksu, będę namawiał kolegów, by ją poparli.




08-09-2005
Portal "wystawił" dziennikarza

Grupa obrońców praw człowieka wzywa do bojkotu portalu Yahoo!. Privacy International (PI) uważa, że portal skwapliwie poświęca prawa człowieka w zamian za udziały w chińskim rynku.
Działacze PI twierdzą, że przedstawiciele Yahoo! dostarczyli chińskim władzom informacje, które umożliwiły skazanie dziennikarza oskarżonego o ujawnienie tajemnicy państwowej.

Organizacja Reporterzy Bez Granic informowała, że 37-letni Shi Tao został skazany na 10 lat więzienia za rozesłanie w Sieci "ściśle tajnej" informacji rządowej. Informacji, którą rząd ChRL wysłał do dziennikarzy, przestrzegając ich przed "niebezpiecznym" kontaktem z dysydentami chcącymi na placu Tian'anmen świętować 15. rocznicę masakry dokonanej przez armię na protestujących studentach.
Yahoo! dostarczyło władzom dane na temat adresu e-mailowego oraz numeru IP osoby, która opublikowała ten "ściśle tajny" dokument.




30-03-2005
Czyżewski świadkiem Wassermanna?

Niewykluczone, że Andrzej Czyżewski, były polski prokurator, przesłuchiwany niedawno przez sejmową komisję śledczą ds. PKN Orlen, będzie świadkiem w procesie cywilnym, jaki mecenas Jan Widacki wytoczył posłowi PiS Zbigniewowi Wassermannowi. Proces ten rozpoczął się we środę przed krakowskim sądem okręgowym.

Mec. Widacki domaga się sprostowania w mediach informacji o jego rzekomym wspieraniu i współpracy z fundacją "Bezpieczna Polska" oraz o powiązaniach z gangsterem "Baraniną". Chce także, by poseł Wassermann wpłacił 15 tys. zł na Papieską Fundację "Dzieło Nowego Tysiąclecia".

Na pierwszej rozprawie nie pojawili się ani Widacki, ani
Wassermann. Jak ujawnił sąd, nazwisko Andrzeja Czyżewskiego - bez
adresu zamieszkania i żadnych bliższych danych - pojawiło się w
odpowiedzi Wassermanna na pozew. Sąd wyznaczył obu stronom 7 dni
na wskazanie adresów świadków, którzy mieliby zeznawać w procesie.
Reprezentujący Jana Widackiego prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
mec. Stanisław Rymar powiedział dziennikarzom, że nie wie, czy
Andrzej Czyżewski wymieniony przez Wassermanna to ta sama osoba,
którą przesłuchiwała komisja śledcza.
według (PAP)





25-03-2005
Oleksy i Janik wpływali na zarząd Trzebini

Liderzy SLD Krzysztof Janik i Józef Oleksy
mieli duży wpływ na obsadę zarządu Rafinerii Trzebinia - podała w
czwartek "Panorama" TVP, powołując się na złożone w krakowskiej
prokuraturze zeznania Adama Ch. i jego współpracownika Andrzeja
Z., szefów konsorcjum Victoria, podejrzanych w aferze paliwowej.

"Panorama" - która określa Adama Ch. jako oficera Agencji
Bezpieczeństwa Wewnętrznego - podała, że Janik i Oleksy mieli
stanowić zaplecze polityczne dla działań szefów rafinerii. Oleksy
zaprzeczył tym zarzutom i oświadczył "Panoramie", że nie miał
żadnych związków z sektorem paliw. Janik odmówił komentarza.

Informacji TVP nie chciał komentować dla PAP prokurator
apelacyjny w Krakowie Bogusław Słupik. Potwierdził jednak fakt
przekazania sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen obszernych
materiałów w tej sprawie.

"Faktem jest, że w ostatnim czasie Prokuratura Apelacyjna w
Krakowie przekazała komisji bardzo obszerne materiały dotyczące
wątku udziału konsorcjum Victoria w tzw. aferze paliwowej. Są to
m.in. protokoły przesłuchań podejrzanych: prezesa Adama Ch. i
współpracującego z konsorcjum Andrzeja Z." - powiedział prok.
Słupik.

Komisja śledcza zamierza przesłuchać byłego wiceszefa ABW Pawła
Pruszyńskiego. Z materiałów, które posłowie otrzymali z
prokuratury, wynika, że zatrzymani szefowie konsorcjum Victoria
powołują się na współpracę ze służbami specjalnymi i kontakty z
Pruszyńskim.

10 lutego szefowie konsorcjum - 34-letni Adam Ch. i jego
najbliższy współpracownik Andrzej Z. - zostali zatrzymani.
Krakowska prokuratura zarzuciła obu podejrzanym zorganizowanie i
udział w grupie przestępczej oraz udział w praniu pieniędzy w
kwocie ponad 200 mln zł.
(PAP)




07-03-2005
CMWP zmienia formułę

Centrum Monitoringu Wolności Prasy (CMWP) nie powinno być biurem interwencyjnym, tylko organizacją zajmującą się badaniem rynku mediów - uważa szefowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) Krystyna Mokrosinska. SDP rozpoczyna pracę nad
zmianą charakteru CMWP.

Pierwszą zmianą jest zwolnienie z funkcji szefa Centrum Andrzeja Krajawskiego. Jego miejsce ma zająć - jak wyjaśniła PAP w
poniedziałek Mokrosińska - nowa osoba, wyłoniona w drodze
otwartego konkursu. Do tego czasu CMWP będzie bezpośrednio
nadzorować sekretarz generalny Zarządu Głównego SPD Stefan
Truszczyński.

"Centrum działa tak jak działało do tej pory. Zmiany nastąpią,
gdy zostanie przyjęty nowy regulamin CMWP" - powiedziała
Mokrosińska. Dodała, że Centrum powinno pójść w kierunku "nie tyle
prowadzenia bezpośrednich porad prawnych, bo od tego SDP ma
prawnika, i bezpośrednich interwencji, bo od tego jest komisja
interwencyjna, tylko w stronę badań i opracowań nad środowiskiem
dziennikarskim w Polsce".

"Centrum Monitoringu Wolności Prasy ma być miejscem monitorowania wszystkiego tego, co się dzieje wokół prasy. Ma wykorzystywać przypadki indywidualne, ale nie do interwencji, tylko do przygotowywania opracowań o stanie polskiego dziennikarstwa" -
powiedziała Mokrosińska.

Jej zdaniem, zmiany w strukturach SDP wynikają także z tego, że
stowarzyszenie postanowiło przekształcić się w organizację pożytku
publicznego. Wyjaśniła, że wymaga to od SDP większej "ekonomiki
zarządzania" i zlikwidowania dublujących się jednostek.

Mokrosińska powiedziała również, że zarząd SDP chciałby mieć
większy wpływ na działalność CMWP m.in. poprzez umiejscowienie
bliżej władz stowarzyszenia Rady Konsultacyjnej CMWP. Wkrótce w
Radzie będzie dwóch nowych członków - Adama Strzembosza i Bohdana
Cywińskiego zastąpią Andrzej Rzepliński i Michał Kulesza.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy powstało 1 maja 1996 r. na
mocy uchwały Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Centrum ma
bronić wolności słowa zgodnie z art. 10 Europejskiej Konwencji o
Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, a szczególnie
swobody dziennikarza w docieraniu do źródeł informacji, umacniać
wolność prasy i mediów elektronicznych.

Do tej pory szefami CMWP byli: Andrzej Goszczyński, Jolanta
Chojecka, Andrzej Tadeusz Kijowski, Jerzy Kisielewski i Andrzej
Krajewski.
wg (PAP)




23-02-2005
Znów wyrok na dziennikarza

"Złodzieje w wymiarze sprawiedliwości", "mafijny układ sędziowsko-prokuratorski" - autor tych określeń, dziennikarz dolnośląskiego dodatku "Gazety Wyborczej", musi zapłacić grzywnę. Sąd Okręgowy w Opolu uznał, że te zwroty to pomówienia. Orzeczenie jest prawomocne.

Proces o zniesławienie dotyczył artykułu z 2000 roku pt. "Fałszywe spojrzenie wrocławskiej Temidy", w którym Marian Maciejewski opisywał nieprawidłowości w działaniu wrocławskiego sądu i prokuratury. -Napisałem całą prawdę, mając około tysiąca kart różnego rodzaju dokumentów. Pracownicy wymiaru sprawiedliwości zamiast zrobić porządek u siebie, uznali, że lepszym rozwiązaniem będzie uciszenie dziennikarza - uważa Maciejewski.

Zastrzeżenia prokuratury wzbudziły zwłaszcza użyte w tekście zwroty "złodzieje w wymiarze sprawiedliwości" i "mafijny układ sędziowsko-prokuratorski", które - zdaniem oskarżenia - naruszały dobre imię pracowników wymiaru sprawiedliwości.

W kwietniu 2004 roku Sąd Rejonowy w Brzegu skazał dziennikarza na blisko trzy tysiące złotych grzywny. Od wyroku odwołał się zarówno dziennikarz, jak i prokuratura, która domagała się dla Maciejewskiego kary ograniczenia wolności. W jego obronę włączyła się Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Jednak Sąd Okręgowy w Opolu podtrzymał wczoraj wyrok Sądu Rejonowego w Brzegu. - Wolność prasy nie oznacza złotej wolności, a prawo do uzasadnionej krytyki nie może przekształcać się w bezkarne pomawianie - uzasadniał wyrok sędzia Jerzy Wojteczek.

-Wychodzi na to, że dziennikarze mogą pisać o sądzie dobrze albo wcale. Mam nadzieję, że minister sam skieruje sprawę do kasacji - powiedział prof. Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Za "Rzeczpospolitą"




05-02-2005
Wildstein chętnie zaszkodzi WSI

<br /> Informacje o tym, że na liście można
rozszyfrować czynnych agentów Wojskowych Służb Informacyjnych
uważam za nonsens, ale przyznam , że chętnie podziałałbym na
szkodę WSI, bo to wyjątkowo szkodliwa instytucja - powiedział w
sobotę PAP Bronisław Wildstein.

Sobotnia "Trybuna" podała, że lista, którą Bronisław Wildstein
wyniósł z IPN, zawiera nazwiska oficerów WSi.

Wildstein stwierdził, że komentarze do artykułu "Trybuny" uważa
za nie na miejscu, "bo to nie jest żadna normalna gazeta". Dodał
jednak, że jeśli nawet na upowszechnionej przez niego liście
znajdują się jakieś nazwiska czynnych agentów WSI, to znaczy , że
są to ci sami ludzie, którzy działali w PRL-u, a więc są doskonale
znani np. wywiadowi rosyjskiemu.

"A po za tym chętnie podziałałbym na szkodę WSi, bo to wyjątkowo
szkodliwa instytucja, która powinna zostać rozwiązana. Ludzie z
WSI zamieszani są w tyle afer, choćby związanych z handlem bronią,
czy interesami z mafią. To układ wprost przeniesiony z PRL-u" -
powiedział Wildstein.

Szef Wojskowych Służb Informacyjnych gen. Marek Dukaczewski
powiedział PAP tylko, że "wyjaśniamy sprawę, a jak wyjaśnimy,
będziemy wiedzieli" i odmówił innych komentarzy.
wg(PAP)





04-02-2005
Apel Onet.pl do Instytutu Pamięci Narodowej

W Internecie od kilku dni krąży tzw. "Lista Wildsteina" i żyje już własnym życiem. Na kilku serwerach zagranicznych i w sieciach P2P są dostępne różne jej wersje. Nie wiadomo jak bardzo została zmodyfikowana od momentu, w którym została upubliczniona. Bez większego trudu można dopisywać (lub usuwać) kolejne nazwiska i zmieniony dokument przesyłać dalej. Na jednej z wersji jest już tylko 160 tys. nazwisk, choć powinno być ich ok. 240 tys. "Lista Wildsteina" jest najbardziej poszukiwaną publikacją w polskim Internecie. Internauci szukają jej na wszelkie możliwe sposoby i znajdują listy, których autentyczność budzi wątpliwości – z tego względu Onet.pl dotychczas nie podał żadnego linku do stron darmowych, na których umieszczono listy.

Dlatego apelujemy do Instytutu Pamięci Narodowej o publikację pełnej i autoryzowanej listy katalogowej. Zapobiegnie to chaosowi, który ogarnął Internet. Mamy świadomość, że dla IPN może to być przedsięwzięcie trudne technologicznie. Jako Onet.pl deklarujemy pełne wsparcie dla IPN - wiemy jak wiele sprzętu i łącz telekomunikacyjnych potrzeba, by dostęp dla milionów użytkowników był bezproblemowy. Mamy nadzieję, że inne firmy informatyczne również zadeklarują pomoc dla IPN i udostępnią swoje serwery na potrzeby publikacji listy.

Zespół Onet.pl




04-02-2005
Wildstein o Olejniku

Bronisław Wildstein uważa, że postępowanie
sprawdzające prokuratury w sprawie wyniesienia przez niego z IPN
listy z nazwiskami "to absurd".


"Słyszałem w radiu, że prokurator Olejnik nie wie, jakie prawo
zostało złamane, ale wciąż szuka. Jak szuka, to pewnie i znajdzie.
Życzę mu powodzenia" - powiedział PAP Wildstein w piątek.

"Absurdalne jest jednak także polskie prawo dotyczące ochrony
danych osobowych" - dodał Wildstein. Jego zdaniem, normy dotyczące
tej kwestii są nieprecyzyjne i "można je obrócić w dowolny
sposób". "Jak prokuratura będzie usilnie chciała, to rozszerzy je
na mnie" - wyjaśnił.
(...)
Jak poinformował zastępca prokuratora Kazimierz Olejnik,
najprawdopodobniej postępowanie będzie dotyczyć naruszenia ustawy
o ochronie danych osobowych. "Prokuratura nie otrzymała jeszcze
konkretnych informacji, jaki był tryb uwarunkowania tworzenia tej
listy, w jakich okolicznościach ta lista wyciekła, ale możemy tu
mówić, co najmniej o naruszeniu ustawy o ochronie danych osobowych
lub o popełnieniu przestępstwa urzędniczego" - wyjaśnił.
wg (PAP)






27-01-2005
Po wyroku na Urbana

Międzynarodowy Instytut Prasy (IPI), działająca na skalę światową organizacja obrony wolności słowa z siedzibą w Wiedniu, skrytykował wczoraj wyrok skazujący Jerzego Urbana za znieważenie papieża na grzywnę 20 tys. złotych.
IPI nazwał wyrok "bardzo nieszczęśliwym", akcentując jednocześnie, że zapadł w kraju, który jest od niedawna członkiem Unii Europejskiej.
Zdaniem szefa IPI Johanna P. Fritza, wyrok na Urbana jest nadużyciem i pokazuje, iż władze "nie potrafią zapewnić w Polsce wolności słowa i wypowiedzi". Istnienie w prawie karnym przepisów dotyczących zniesławienia Fritz nazwał "anachronizmem".
W jego opinii, wyrok na Urbana doprowadzi do tego, że w polskiej prasie zapanuje autocenzura, która pozbawi Polaków dostępu do informacji.

wg PAP




03-01-2005
Obywatel Redaktor

Coraz więcej mediów na świecie uprawia tzw. citizen journalism, czyli dziennikarstwo obywatelskie w nowej formie: oddając głos samym odbiorcom.

Francuski dziennik ”Le Monde” od kilku tygodni drukuje blogi czytelników bez ich redagowania. Pojawia się coraz więcej, coraz lepiej zorganizowanych lokalnych i krajowych gazet internetowych opartych na blogach. Pierwowzór stanowi amerykański dziennik internetowy ”Northwest Voice”, założony w 2004 roku przez regionalną gazetę ”Bakersfield Californian”. Artykułów dostarczają czytelnicy, gazetę prowadzi czterech współpracowników i jeden etatowy redaktor. Przegląda on artykuły, ale nie cenzuruje ich ani nie koryguje. Raz na dwa tygodnie najlepsze teksty publikuje się w gazecie drukowanej. Inny przykład pochodzi z Korei Południowej: do założonej w 2000 roku gazety online ”OhmyNews” pisze obecnie 32 tys. ”dziennikarzy obywatelskich”. Ma ona ogromny wpływ na kształtowanie poglądów politycznych, a od 2003 roku odnotowuje miesięczne zyski wysokości 27 tys. dolarów. W Niemczech też pojawiła się nowa forma dziennikarstwa - na witrynie WikiNews.org, która dopiero się rozwija i poszukuje autorów.

www.press.pl




20-12-2004
Pod sąd za dziennikarską prowokację

Prokuratura Rejonowa w Warszawie oskarżyła reportera telewizji TVN Grzegorza Kuczka o posługiwanie się podrobionym dowodem osobistym. Użył on fałszywego dowodu, by udowodnić luki w systemie weryfikacji dokumentów. Prawnicy, medioznawcy i dziennikarze, którzy uczestniczyli w poniedziałek w konferencji prasowej w Warszawie, są zaniepokojeni postawieniem dziennikarza przed sądem za dziennikarską prowokację.

Zdaniem prawnika prof. Piotra Kruszyńskiego, w działaniu Kuczka
nie można dopatrzyć się cech przestępstwa. Według niego,
zachowanie dziennikarza TVN można interpretować jedynie jako
działanie w stanie wyższej konieczności lub czyn o niskiej
szkodliwości społecznej.

"Stan wyższej konieczności, w największym skrócie, polega na tym, że poświęca się jedno dobro, dla ratowania innego dobra. Z taką sytuacją mamy tu do czynienia: dziennikarz posłużył się
sfałszowanym dowodem osobistym, ale zrobił to po to, by wykazać
nieszczelność systemu"
- tłumaczył prof. Kruszyński.

"Można uznać, że jego czyn odznaczał się niskim poziomem
szkodliwości społecznej. Aby przypisać komuś przestępstwo nie
wystarczy bowiem stwierdzić, że naruszył przepisy, należy jeszcze
stwierdzić złą wolę i że przestępstwo było w jakiś sposób
niebezpieczne dla interesu społecznego. Tu jest sytuacja zupełnie
odwrotna" - podkreślił.

Jak zaznaczył, w demokratycznym państwie prawnym media muszą
działać swobodnie. "Inaczej mamy do czynienia z jakimś kagańcem,
wprowadzoną kuchennymi drzwiami cenzurą. Wniesienie tego aktu
oskarżenia jest zjawiskiem kuriozalnym, niestety nie pierwszym i
boję się, że nie ostatnim w Polsce" - powiedział prof. Kruszyński.

Zdaniem Julii Pitery z Transparency International Polska (TI),
sytuacja ta może budzić niepokój. "Wszyscy wiedzą o tym, że
państwo jest słabe, że instytucje państwa są słabe. Powstaje
pytanie, w jaki sposób można zwrócić uwagę rządzących na
nieprawidłowości. Jeżeli dziennikarze są karani za prowokacje, to
co mogą zrobić?" - zastanawiała się Pitera.

Zdaniem producent programu TVN "Uwaga!", Moniki Szymborskiej,
prokuratura kierując akt oskarżenia przeciw reporterowi podważa
zasadność posługiwania się prowokacją dziennikarską jako metodą
zbierania dowodów. "Wszyscy wiemy, że żyjemy w kraju, w którym nic
nikogo nie kompromituje i jak się nie dysponuje twardymi dowodami,
to można wszystkiemu zaprzeczyć i każdej sprawie ukręcić łeb" -
powiedziała.

"Był to czysty materiał dziennikarski. (...) Dla nas jest to
pewnego rodzaju sondowanie, jak głęboko można poskromić media" -
powiedział dyrektor programowy TVN Edward Miszczak.

15 lutego w programie "Uwaga!" ukazał się reportaż, w którym
dziennikarz Grzegorz Kuczek przy pomocy fałszywego dowodu
osobistego - który bez kłopotu kupił na bazarze - wynajął
wyposażone mieszkanie, wypożyczył samochód, narzędzia budowlane,
sprzęt narciarski i płyty CD.
Dziennikarz próbował także założyć konto bankowe. System
komputerowy poinformował o niewłaściwym numerze pesel, mimo to
pracownica banku nie powiadomiła policji ani ochrony. Kilka dni
później reporterzy ponownie pojawili się w banku informując o
przeprowadzonej prowokacji dziennikarskiej. Po tej wizycie
pracownica banku złożyła doniesienie do prokuratury.
według (PAP)





07-12-2004
Andrzej Marek przed Trybunałem

Trybunał Konstytucyjny będzie musiał rozstrzygnąć, czy dziennikarz powinien odpowiadać więzieniem za prasowe potknięcia. A także, czy przepisy kodeksu karnego, grożące karą do dwóch lat więzienia dziennikarzowi za pomówienie, są zgodne z konstytucją.


Do Trybunału wystąpił ze skargą konstytucyjną bohater głośnej sprawy dziennikarskiej Andrzej Marek, redaktor "Wieści Polickich", ostatecznie uznany za winnego pomówienia lokalnego urzędnika i skazany za opublikowanie nieprawdziwych informacji na jego temat na 3 miesiące więzienia. Nie przeprosił on urzędnika, co sąd mu nakazał, więc odwieszono mu karę. On sam natomiast wywalczył, by nie wykonywać odwieszonej kary.

W skardze do TK napisał, że przepis przewidujący karę więzienia za prasowe publikacje narusza wolność wyrażania poglądów i rozpowszechniania informacji. Jest sprzeczny z polską konstytucją i europejską konwencją praw człowieka.

za "Rzeczpospolitą"




01-12-2004
Odszkodowanie za bezprawny areszt

700 tys. zł zadośćuczynienia za niesłuszne aresztowanie domaga się od Skarbu Państwa mieszkaniec Lęborka (Pomorskie) Lech J., który był oskarżony o udział w zabójstwie pracownika stacji benzynowej w Lęborku w 2000 r. Proces w tej sprawie rozpoczął się w środę przed Sądem Okręgowym w Słupsku.

Pobyt Lecha J. w areszcie trwał 29 miesięcy. Mężczyzna
dwukrotnie odpowiadał przed sądem razem ze swym bratankiem
Ireneuszem J. za zabójstwo pracownika stacji benzynowej w Lęborku
24-letniego Daniela M. Ostatecznie w marcu 2003 r. Sąd Okręgowy w
Słupsku uniewinnił Lecha J. Ireneusz J. został natomiast skazany
na 25 lat więzienia.

Słupski sąd uznał wówczas, że podstawą do oskarżenia Lecha J.
były tylko fałszywe wyjaśnienia Ireneusza J. Uniewinniony
mężczyzna konsekwentnie twierdził, że w dniu, kiedy doszło do
napadu na stację paliw, przebywał za granicą.

Do napadu na stację paliw w Lęborku doszło w maju 2000 roku.
Sekcja zwłok Daniela M. (znajomego Ireneusza J.) wykazała
pięć głębokich ran głowy zadanych kamieniem. Ofiara była bita
pięściami i duszona, miała także zmiażdżoną butami krtań. Ze
stacji paliw zginęła kasetka z utargiem, w której było 2,5 tys.
zł.

wg PAP




19-11-2004
ABW broni tajemnic

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozpoczęła w piątek w Sejmie kontrolę ochrony bezpieczeństwa informacji niejawnych - poinformowała rzecznik prasowy ABW mjr Magdalena Stańczyk.

Stańczyk podała, że w związku z ujawnieniem w mediach w piątek
dwu notatek - b. UOP i ABW - szef Agencji Andrzej Barcikowski
spotkał się z marszałkiem Sejmu Józefem Oleksym. Barcikowski
zwrócił się do marszałka z prośbą "o podjęcie energicznych
działań", by rozwiązać problem wycieku informacji niejawnych
przekazywanych przez ABW do sejmowej komisji śledczej ds. PKN
Orlen i sejmowej komisji służb specjalnych.
Stańczyk podała, że w związku z ujawnieniem tych notatek Agencja
Bezpieczeństwa Wewnętrznego wszczęła postępowanie sprawdzające. "O
dokonanych ustaleniach ABW niezwłocznie poinformuje prokuraturę" -
zapewniła rzecznik w komunikacie.

Działania ABW związane są z "nieuprawnionym ujawnieniem dwóch
tajnych notatek Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego" w piątek w jednej z ogólnopolskich gazet.
Dziennik "Życie" napisał, że dotarł do tajnych notatek służb
specjalnych z 5 lutego i 19 listopada 2002r. Gazeta napisała, że
wynika z nich, iż premier Leszek Miller osobiście zdecydował o
dywersyfikacji dostaw ropy do PKN Orlen i wskazał firmy, które
będą to robić.
"Życie" twierdzi, że najprawdopodobniej ustalenia w tej sprawie
zapadły w 2002 roku, podczas bezpośredniej rozmowy ówczesnego
premiera Leszka Millera ze Zbigniewem Wróblem, ówczesnym prezesem
PKN Orlen.
W ocenie ABW treści zawarte w tych notatkach stanowią tajemnicę
państwową, a zatem publikowanie ich może spowodować istotne
zagrożenie dla podstawowych interesów Rzeczypospolitej Polskiej.
Rzecznik Agencji przypomniała, że to kolejny przypadek w
ostatnich miesiącach ujawnienia informacji objętych klauzulą
bezpieczeństwa przekazanych do sejmowej komisji ds. służb
specjalnych oraz sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen. "Jedynie
w ciągu ostatnich czterech miesięcy ABW skierowała do prokuratury
cztery sprawy, których przedmiotem jest upublicznianie tajemnic
państwowych za pośrednictwem środków masowego przekazu" - napisała
Stańczyk w komunikacie.

wg PAP




19-11-2004
Oleksy nie wpuścił ABW

Marszałek Sejmu Józef Oleksy przyznał w piątek (19.10.2004) że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w nocy chciała przeszukać w hotelu sejmowym pokoje szefa komisji Józefa Gruszki (PSL).
Jak określił Oleksy, miało to być "poszukiwanie charakteru
obecności" asystenta Gruszki Pawła D., zatrzymanego w związku z
nieprawidłowościami w Rafinerii Trzebinia. Oleksy powiedział, że do przeszukania nie doszło. "Na to musi
wydać zgodę marszałek" - dodał.
wg PAP





04-11-2004
Bronią Urbana

Międzynarodowy Instytut Prasy (IPI) w Wiedniu zaprotestował przeciwko procesowi karnemu Jerzego Urbana o znieważenie papieża. List IPI, skierowany do prezydenta, został wczoraj (3 listopada)przekazany stołecznemu Sądowi Okręgowemu, przed którym toczy się rozprawa.


Naczelny "Nie" został oskarżony o znieważenie po tym, jak dwa lata temu w felietonie "Obwoźne sado-maso" nazwał m.in. papieża "gasnącym starcem" oraz "sędziwym bożkiem". Treścią publikacji poczuło się dotknięte Forum Młodych PiS oraz Rada Etyki Mediów, które złożyły do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie. Urban nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że skrytykował zjawisko określone przez niego jako "sado-maso". Nie zamierzał nikogo znieważać.

Wczoraj sąd przesłuchał dwóch świadków, którzy odmienne odnieśli się do istoty procesu. Magdalena Bajer, przewodnicząca Rady Etyki Mediów, zeznała, że to gremium zdecydowało się zawiadomić prokuratora, bo uznało, iż Urban "brutalnie naśmiewa się z cierpienia człowieka będącego jednocześnie głową państwa".

Jerzy Domański, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy RP i redaktor naczelny "Przeglądu", przekonywał natomiast, że "Nie" jest pismem o charakterze satyrycznym. Powoływał się na konwencję o ochronie praw człowieka, z której wynika, że również do publikacji, które szokują, odnosi się zasada wolności wypowiedzi.

Wg "Rzeczpospolitej"




03-11-2004
Szykanują lokalnych

W październiku 2004 burmistrz Łaz został skazany za pomówienie redaktora naczelnego miejscowego "Naszego Obserwatora" Rafała Porca. To konsekwencja walki burmistrza z gazetą podczas samorządowej kampanii wyborczej 2002 roku. Wówczas urzędujący burmistrz Tadeusz Czop rozesłał na urzędowym druku informację, że gazeta jest wydawana nielegalnie. Dostali ją właściciele sklepów i firm, w których odbywał się kolportaż "NO". Burmistrz przestrzegał ich przed ewentualnymi konsekwencjami karnymi skarbowymi takiej działalności. - Za to, że opisaliśmy, jak burmistrz i jednocześnie kandydat na tę funkcję pobił człowieka - mówi Porc. Dodaje, że wielu przedsiębiorców odmówiło mu wtedy możliwości kolportażu gazety. - Nie przestraszyłem się i poszedłem do sądu, żeby się oczyścić z zarzutów - mówi redaktor naczelny.


(więcej o szykanach wobec lokalnej prasy – „Rzeczpospolita”

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041103/publicystyka/publicystyka_a_4.html




29-10-2004
Błochowiak przegrała z dziennikarką

Anita Błochowiak (SLD) przegrała w sprawie, którą wytoczyła byłej redaktor naczelnej "Nowego Życia Pabianic" Magdalenie Hodak. Posłanka oskarżyła dziennikarkę o niezamieszczenie sprostowania. W piątek łódzki sąd uniewinnił Hodak i orzekł, że Błochowiak będzie musiała m.in. zapłacić prawie 4 tys. zł kosztów obrony.

Sprawa dotyczyła tytułu artykułu zamieszczonego ponad
dwa lata temu w "NŻP" - "Poręczenie księdza i posłanki". Z
publikacji wynikało m.in., że kilku posłów (w tym Anita
Błochowiak) zwróciło się do ówczesnego premiera Leszka Millera,
aby nieżyjący już szef łódzkiej skarbówki Lech M. mógł uzyskać
certyfikat, zezwalający mu na wgląd w tajne informacje UOP.

Treść artykułu objęła okres, kiedy prokuratura nie
oskarżyła jeszcze M. o łapówkarstwo. Według posłanki, tytuł
zamieszczony w "NŻP", sugerował, że brała ona udział w
postępowaniu karnym przeciwko M. i poręczyła za niego przed
sądem. A to było nieprawdą i dlatego zażądała ona sprostowania.
Redaktor naczelna tygodnika odmówiła, bo - jej zdaniem - w tekście
wyraźnie napisano, że chodziło o poparcie M. u premiera w
sprawie certyfikatu.

W piątek sąd stwierdził, że tytuł artykułu "Poręczenie
księdza i posłanki" nie zawierał informacji nieścisłych i
nieprawdziwych. Według sędzi Moniki Maciejewskiej-Banasiak, tytuł
jest zapowiedzią tekstu i ma zainteresować czytelnika, ale nie
może zawierać informacji pozostających w sprzeczności z tym, co
zawiera artykuł. I w tym przypadku tak właśnie było. Sędzia
zaznaczyła też, że w tej sprawie słowo poręczenie rozpatrywane
było w potocznym tego słowa znaczeniu, a nie kodeksowym.

Nie wiadomo, czy Błochowiak odwoła się od orzeczenia
sądu, ponieważ posłanki nie było na ogłoszeniu wyroku.
wg PAP




29-10-2004
Muzułmanie apelują o uwolnienie Polki

Związek Wyznaniowy Liga Muzułmańska w Rzeczypospolitej Polskiej, a także działające w jej ramach Stowarzyszenie Kształcenia i Kultury oraz Stowarzyszenie Studentów Muzułmańskich, w specjalnym oświadczeniu zaapelowały do porywaczy o uwolnienie porwanej w Iraku Polki.

"Takie postępowanie nie jest zgodne z zasadami i naukami islamu, a także ludzkimi wartościami. Tego typu akty szkodzą wizerunkowi islamu i zniekształcają jego prawdziwy obraz, gdyż ochrona życia i godności ludzkiej jest jedną z najwyższych wartości islamu" - czytamy w oświadczeniu.

Muzułmanie i organizacje muzułmańskie w Polsce wezwali "uczonych i naukowców z krajów arabskich i muzułmańskich oraz przywódców duchownych w Radzie Uczonych Muzułmanów w Iraku (Hajat Ulama Al Muslimin) o apel do porywaczy o uwolnienie" Polki.

wg PAP




25-10-2004
Media idą z prądem

O roli mediów w demokracji dyskutują w poniedziałek, 25 października, w Fundacji im. Stefana Batorego w Warszawie publicyści, dziennikarze, przedstawiciele prasy, radia i telewizji.

"Media w Polsce coraz częściej działają według zasady, że
informacją nie jest to, że pies ugryzł swego właściciela, ale, że
właściciel ugryzł psa. Skutek - to konstruowanie apokaliptycznej
wizji świata. Jak temu przeciwdziałać?" - pytał w czasie debaty
publicysta i politolog Aleksander Smolar. Nieustanna walka o odbiorcę, która obniża standardy - to zdaniem Jerzego Baczyńskiego, redaktora naczelnego tygodnika "Polityka", jeden z głównych grzechów polskich mediów.

Zdaniem Heleny Łuczywo, zastępcy redaktora naczelnego "Gazety
Wyborczej", w Polsce zaginęła tradycja zapoczątkowana przez
Jerzego Giedroycia i Jerzego Turowicza, według której "prawdziwe
media idą wbrew opinii publicznej" i nie toczą wyniszczającej je
walki o odbiorcę.

wg PAP




24-10-2004
Akcja "Przejrzysta Polska"

Do przestrzegania sześciu zasad dobrego rządzenia zachęcali samorządowców w niedzielę na placu Zamkowym w Warszawie organizatorzy akcji "Przejrzysta Polska".
Jak poinformowała PAP Anna Wojakowska-Skiba z Polsko-
Amerykańskiej Fundacji Wolności, od ok. 10 miesięcy 16 gmin
uczestniczy już w programie pilotażowym. Przedstawiciele ich władz
biorą udział w szkoleniach i konsultacjach realizując zadania
przypisane do sześciu zasad: przejrzystości, braku tolerancji dla
korupcji, partycypacji społecznej, przewidywalności, fachowości i
rozliczalności.

Organizatorami akcji są "Gazeta Wyborcza", Polsko-Amerykańska
Fundacja Wolności, Fundacja im. Stefana Batorego, Fundacja Rozwoju
Demokracji Lokalnej, Centrum Edukacji Obywatelskiej i Bank
Światowy. Akcja "Przejrzysta Polska" potrwa ok. dwóch lat.
Propagowana będzie przede wszystkim w internecie oraz na podobnych
do niedzielnego happeningach w tych miastach Polski, gdzie
działają oddziały Gazety Wyborczej.

wg PAP




20-10-2004
Czyżewski zachowa dystans

Nie będzie - zapowiadanego wcześniej - wyjazdu członków komisji z prokuratorami do Niemiec, by przesłuchać Andrzeja Czyżewskiego -
powiedział Zbigniew Wassermann (PiS) dziennikarzom.
Dodał, że w
ciągu dwóch tygodni powinno dojść do telekonferencji z Czyżewskim,
w której będzie mogło wziąć udział kilku członków komisji.

Czyżewski - obywatel Niemiec - jako prawnik działał w Polsce w
branży paliwowej i - jak poinformował w piśmie przesłanym niedawno
do posłów komisji śledczej - ma informacje dotyczące "mafii
paliwowej" oraz nieprawidłowości w ściganiu tej przestępczości.
Przeciwko Czyżewskiemu polska prokuratura prowadzi śledztwo; jest
on poszukiwany w Polsce listem gończym.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Czyżewski odmówił spotkania z prokuratorami w obawie o swoje bezpieczeństwo.

PAP/Inf.własna
20.10.2004




18-10-2004
Dziennikarz powinien ujawniać

O tym, jakimi zasadami musi kierować się dziennikarz oraz kiedy powinien rezygnować z opublikowania informacji, dyskutowali w poniedziałek, 18 października w Warszawie publicyści: Jacek Żakowski, Rafał Ziemkiewicz i Krzysztof Skowroński.

Dyskusję zorganizowała "Gazeta Prawna".

"Odwołałbym się do biskupa Pieronka, który powiedział kiedyś, że "są ludzie i ludziska, są księżą i księżyska". Są też dziennikarze i dziennikarzyska" - powiedział Jacek Żakowski.

"Dziennikarstwo to zawód, który zajmuje się dostarczaniem ludziom informacji potrzebnych im do życia - informacji, nie rozrywki. Jest jedna fundamentalna zasada: jeżeli jakaś informacja jest ważna i potrzebna dla życia czytelników to mamy obowiązek, w miarę możliwości, ją dostarczyć. To dotyczy też informacji ze sfery
życia prywatnego osób, od których życie naszych odbiorców zależy" -
dodał.

Jego zdaniem, należy oddzielić prasę opinii od prasy bulwarowej. "Prasa rozrywkowa, kolorówki są zupełnie specyficznym zjawiskiem, do tego stopnia, że często zastanawiałbym się, czy to jest dziennikarstwo, czy nie należałby tego wpisać raczej w show-
biznes" - podkreślił Żakowski.

Podobnego zdania jest Rafał Ziemkiewicz. "Świat mediów kolorowych jest inny. Jeżeli będziemy łączyć w dyskusji tabloidy i pisma opinii to oczywiście się zaplączemy. Zasada jest prosta
dziennikarz jest po to, by pisał prawdę i to jest jego podstawowa
misja i jedyne usprawiedliwienie, kryterium którego powinien się
trzymać. Jeżeli informacja jest prawdziwa to trzeba ją ujawnić" -
powiedział.

Dodał, że dziennikarz nie powinien zastanawiać się nad tym, komu zaszkodzi lub pomoże, ujawniając daną sprawę. "Dziennikarz jest od tego, by zweryfikować informację. Jeżeli jest to prawda i cała prawda, to trzeba informację opublikować. Jeżeli jest to część
prawdy to opublikować z zastrzeżeniem, że tego i tego nie wiemy" -
powiedział Ziemkiewicz.

Krzysztof Skowroński uważa, że są informacje, których dziennikarz nie powinien ujawniać z "powodów wyższego rzędu". "Wahałbym się, czy posiadając informację na przykład o sposobach walki z terrorystycznymi atakami ujawnić je opinii publicznej" - powiedział.

"Jeżeli pan do nich doszedł, to ci, którzy ich nie powinni mieć, na pewno już je mają" - polemizował Ziemkiewicz. "Należałoby więc ją opublikować, by władze lepiej zadbały o tajność informacji" - dodał Żakowski.

Zdaniem Ziemkiewicza, konieczność ujawniania informacji wynika ze specyfiki zawodu dziennikarza. "Dziennikarz jest jak pies
łańcuchowy. Po to go ludzie mają, żeby szczekał, gdy jest taka
potrzeba. Jeżeli stanie się coś takiego, co powoduje, że trzeba
dać głos, to dziennikarz powinien podnosić alarm" - przekonywał.




18-10-2004
200 złotych grzywny dla aferzysty z FOZZ

Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się w
poniedziałek do wniosku Grzegorza Żemka, b. dyrektora Funduszu
Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, o dobrowolne poddanie się karze
w wyłączonym wątku sprawy FOZZ. Za wyłudzenie 1,2 mln zł z
Funduszu orzeczono karę 2 lat w zawieszeniu i 200 zł grzywny oraz
obciążenie kosztami sądowymi w wysokości 200 zł.


Sąd przyjął, że to Żemek stał za wystawieniem w kwietniu 1991 r. przez Centralę "Impexmetal" czeku opiewającego na 1,2 mln zł dla
Łódzkiego Banku Rozwoju. Na czeku napisano "dla Cliff sc", co
doprowadziło do tego, że bank wypłacił te pieniądze właścicielom
spółki Cliff - Januszowi Pineiro (biznesmenowi powiązanemu ze
służbami specjalnymi) i Jerzemu Klembie (b. oficerowi wywiadu
PRL), którzy przewijali się w aferze FOZZ. Obaj wystąpili w filmie
TVP z 2001 r. "Dramat w trzech aktach" i twierdzili w nim, że na
początku lat 90. przekazywali pieniądze z FOZZ działaczom
Porozumienia Centrum braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich (po
procesie o zniesławienie Kaczyńskich przeproszono na antenie TVP).

Główny proces w sprawie afery FOZZ, gdzie Żemek i inne osoby są
oskarżone m.in. o zagarnięcie i rozdysponowanie niezgodnie z
przeznaczeniem 354 mln zł dobiega końca. Sąd czeka jeszcze na
opinię biegłych w tej sprawie. Od niej zależy m.in. to, czy sprawa
się nie przedawni.

wg PAP
18.10.2004




17-10-2004
Białoruś: Zatrzymanie polskiej dziennikarki

Białoruska milicja zatrzymała na krótko polską dziennikarkę Hannę Harasimowicz z "Informatora Kulturalnego".Incydent miał miejsce wczoraj w miasteczku Bychau - dziś poinformowała o tym niezależna inicjatywa obywatelska "Karta-97".

Dziennikarka Hanna Harasimowicz przyjechała na Białoruś obserwować wybory parlamentarne i referendum. Chciała uzyskać w punkcie do głosowania informacje na temat przebiegu wyborów.

Jak twierdzi "Karta-97", po pewnym czasie do lokalu wyborczego przybyli milicjanci i poprosili aby dziennikarka udała się z nimi na posterunek. Tam stróże prawa dopytywali się co dziennikarka robi, skąd ma białoruską wizę i dlaczego interesuje się głosowaniem".

Po godzinnej rozmowie polska dziennikarka została wypuszczona. To już trzeci podobny incydent z zagranicznymi dziennikarzami w trakcie białoruskich wyborów.

W czwartek w Baranowiczach na krótko zatrzymana była ekipa Wiadomości pierwszego programu Telewizji Polskiej. Wczoraj w Mińsku incydent miał miejsce z dziennikarzem telewizji czeskiej.

17.10.2004
wg onet.pl




17-10-2004
Platforma zbiera podpisy

Platforma Obywatelska zebrała już 300 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie likwidacji Senatu, zmniejszenia liczby posłów o połowę, jednomandatowych okręgów w wyborach do Sejmu i zniesienia immunitetu parlamentarnego.

W niedzielę, 16 października 2004, podpisy zbierane są w Warszawie. "Polsce potrzebne są głębokie zmiany ustrojowe, te zmiany są możliwe" - przekonywał warszawski pełnomocnik PO ds. referendum, poseł Bronisław Komorowski.

Akcja zbierania podpisów trwa w całej Polsce od miesiąca. Na inauguracji tej akcji zapowiadano, że podpisy będzie można składać w 500 wybranych miejscach w kraju, a w zbieraniu podpisów miało wziąć udział około 3 tys. wyszkolonych osób. Każdy, kto złoży swój podpis, otrzyma "niebieską książeczkę", w której znajdzie argumenty przemawiające za wprowadzeniem proponowanych przez PO zmian w konstytucji.

wg IAR/AP
16.10.2004




28-09-2004
ABW kontra dziennikarze

AGENCJA Bezpieczeństwa Wewnętrznego skierowała skargę do Rady Etyki Mediów na publikację "Życia Warszawy": "Wartownicy ścigani za balangę szefów" poinformowała wczoraj rzeczniczka ABW, Magdalena Stańczyk. Jak podkreśliła, Agencja zdecydowała się zwrócić do Rady po raz pierwszy.
Chodzi o artykuł z wydania weekendowego gazety, 18-19 września. Według jego autora, w Agencji odbyła się impreza pożegnalna doradcy szefa ABW ppłk. Marka Kamińskiego. Jak napisał dziennikarz: "miała tak radosny przebieg, że niektórzy jej uczestnicy mieli kłopoty z poruszaniem się i opuszczeniem budynku". W przejściu bramek mieli pomagać im wartownicy, za co wszczęto wobec nich postępowanie dyscyplinarne.
"To rażące nadużycie etyki dziennikarskiej" podkreśliła w komunikacie Stańczyk. Dodała, że zarzuty autora artykułu są "całkowicie nieprawdziwe, a opisana sytuacja nigdy nie miała miejsca".
Jak poinformowała rzeczniczka, sytuacji opisanej w gazecie nie zarejestrowały kamery znajdujące się w budynku Agencji. W dniu, o którym pisał dziennikarz, nie było też wiceszefa ABW Jacka Mąki. Według "ŻW" miał on zauważyć całą sytuację i podjąć decyzję o wszczęciu postępowań dyscyplinarnych wobec wartowników pomagających funkcjonariuszom w wydostaniu się z siedziby ABW.

według (PAP)




22-09-2004
Prawda zabolała panią prezes

Dziennikarz wrocławskiej Gazety Wyborczej Marian Maciejewski napisał prawdę, ale wydźwięk jego artykułu naruszył dobra osobiste byłej prezes Sądu Rejonowego Wrocław Krzyki - orzekł we wtorek Sąd Apelacyjny we Wrocławiu.

Prezes Wiera Giedroyć pozwała Maciejewskiego i wrocławską naczelną "Gazety" w związku z artykułem "Fałszywe spojrzenie wrocławskiej Temidy" z 25 listopada 2000 roku, ujawniającym kradzież trofeów myśliwskich z kancelarii komorniczej, do czego przyczyniły się liczne nieprawidłowości w pracy sądu. Z racji pełnionej funkcji prezes Giedroyć była wymieniona tam z imienia i nazwiska. Poczuła się dotknięta, zarzuciła też dziennikarzowi napisanie nieprawdy. Zażądała przeprosin i wpłaty stu tysięcy złotych na cel społeczny.
Proces toczył się przed Sądem Okręgowym w Świdnicy. Sąd pierwszej instancji uznał, że dziennikarz dopełnił staranności, oddalił pozew o sto tysięcy zł, a koszty procesu w wysokości 1100 zł podzielił po połowie. Równocześnie nakazał dziennikarzowi sprostować nieścisłości. Dziennikarz wniósł apelację.
Sąd Apelacyjny częściowo podzielił argumentację Mariana Maciejewskiego. Przyznał, że nie można zarzucić mu napisania nieprawdy, niemniej uznał, że "ogólny wydźwięk" artykułu naruszył dobra osobiste pani prezes i zobowiązał dziennikarza do przeprosin na łamach "Gazety".
Wyrok nie jest prawomocny. Marian Maciejewski zapowiedział wniesienie kasacji.

Info: www.gazetylokalne.pl




16-09-2004
Dziennikarz ma prawo do przesady

Prawomocnym już wyrokiem Sąd Rejonowy w Biskupcu uniewinnił redaktora naczelnego "Panoramy Mazurskiej" od zarzutu zniesławienia starosty powiatu mrągowskiego.
Uznał, że artykuły miały charakter satyryczny, a swoboda dziennikarska obejmuje również możliwość posłużenia się przesadą czy nawet prowokacją.

Akt oskarżenia wniósł do Sądu Rejonowego w Biskupcu prokurator, do którego starosta skierował zawiadomienie o przestępstwie oraz o objęcie sprawy ściganiem karnym z urzędu. SR w Biskupcu, a następnie Sąd Okręgowy w Olsztynie uznały, że Wojciech S. popełnił występek z art. 226 § 1 i 212 § 2 kodeksu karnego i naruszył art. 49 prawa prasowego. Opublikował bowiem w 2000 r. w dwutygodniku "Panorama Mazurska" dwa artykuły, "Jednoręki bandyta" i "W tajnej służbie Jego... mości", w których wielokrotnie określił starostę mianem "jednorękiego bandyty", pomawiając go o uprawianie hazardu.
za "Rzeczpospolitą"
16.09.2004




04-07-2004
Polska bez szans na niezależną prasę?

Liczne procesy przeciwko dziennikarzom lokalnym, zakończone wyrokami skazującymi, brutalne rugowanie małych gazet - to sprawiło, że coraz częściej mówi się w Polsce o nawrocie "nowej cenzury".
Jan Gorczowski z Będzińskiego Ośrodka Kultury organizuje ogólnopolską debatę, skierowaną do wszystkich środowisk wolnosciowych. Teza : W Polsce nie ma warunków do istnienia
niezależnej prasy lokalnej?


Debata odbędzie się 15.07.2004r.o godz.15.00 w Będzinie (Ośrodek Kultury, ul.Małachowskiego 43.
Info: tel..0609 751026




04-06-2004
Wieczór autorski bohatera "Długu"

Ponad 10 lat temu Sławek Sikora zabił w desperacji dwóch bandytów, prześladujących go za wyimaginowany dług. Jego historia stała się inspiracją głośnego filmu „Dług”. W poniedziałek 7 czerwca 2004 o godzinie 18.00 w warszawskiej Cafe Ejlat, w Alejach Ujazdowskich 47, odbędzie się jego wieczór autorski.

Sławek Sikora od ponad dziesięciu lat przebywa w więzieniu. 8 marca 1994 roku wspólnie z przyjacielem Arturem zabili swojego prześladowcę i jego ochroniarza. Zostali skazani na 25 lat więzienia. Sławek aktywnie uczestniczy w pracach Więziennego Klubu Literackiego „Bartnicka 10”. W książkach pt. „Katharsis” oraz „Ryszard i (nie)przyjaciele”, wydanych nakładem „Bartnickiej”, opublikował swoje wiersze i opowiadania. Historia Sławka Sikory stała się inspiracją scenariusza głośnego i wstrząsającego filmu „Dług” wyreżyserowanego przez Krzysztofa Krauze. Kilka tygodni temu sąd zarządził przerwę w odbywaniu kary Sikory na czas pół roku. Skazany wykorzystuje ją na podreperowanie zdrowia, a także na walkę o ułaskawienie.
We wstępie do swojej debiutanckiej książki „Mój dług” Sławek Sikora pisze: „… Prezentuję Wam świadectwo mojej przeszłości, obraz ciemnej strony mego życia, wartości, które w pewnym sensie doprowadziły mnie do więzienia. Przedstawiam także moje „tu i teraz” – dziesięć lat pełnej izolacji, osaczenia przez „demony więziennego życia”. Poznałem zło i poczułem jego dotyk. Żałuję, że nie miałem możliwości czerpania wiedzy o tym z biografii spisanej ręką doświadczonego człowieka. Moim pragnieniem jest przestrzec choćby jedną osobę przed konsekwencjami tej niewiedzy. Może w ten sposób spłacę swój dług.”
7 czerwca 2004 o godzinie 18.00 w warszawskiej Cafe Ejlat, w Alejach Ujazdowskich 47, odbędzie się wieczór autorski autora „Mojego długu”.
(wit)




03-06-2004
Ruch Obrony Bezrobotnych może wejść do Europarlamentu!

Opublikowano wyniki najnowszego sondażu
Instytutu Gallupa przewidywanego poparcia dla Komitetów Wyborczych
w wyborach do Europarlamentu.


Platforma Obywatelska 25%

Samoobrona 14%

Prawo i Sprawiedliwosć 10%

Liga Polskich Rodzin 8%

Sojusz Lewicy Demokratycznej-Unia Pracy 6%

Ruch Obrony Bezrobotnych 6%

Polskie Stronnictwo Ludowe 6%

Socjaldemokracja Polska 6%

Krajowa Partia Emerytów i Rencistów-PLD 3%

"Młodzi do Europy" 3%, Unia Wolnosci 3%, Polska Partia Pracy 2% ,
Demokratyczna Partia Lewicy 1%, "Nowi Ludzie w Polskiej Europie" 1%
Praca Zdrowie Ekologia 1%, Razem do Przyszłosci 1%,
Unia Polityki Realnej 1%, Zieloni 2004 1%

Źródło: Gallup Europe, badanie przeprowadzone w dniach 6-23 maja
Analogiczne wyniki zaprezentowało 2 czerwca 2004 Centrum Badań Opinii Społecznej, ale uwzględniono tylko
partie polityczne (nie Komitety Wyborcze).

INFO: Komitet Wyborczy Wyborców

Konfederacja Ruch Obrony Bezrobotnych

00 -511 Warszawa ul. Nowogrodzka 25/37 tel/fax. (022) 825 00 54

Pełnomocnik Wyborczy KWW Mirosław Żeberek tel. 0-697 288 171







29-04-2004
Powstaje Archiwum Cenzury w Sztuce

22 kwietnia br odbyła się w Gdańsku pierwsza rozprawa apelacyjna dotycząca wyroku w sprawie obrazy uczuć religijnych przez pracę Doroty Nieznalskiej "Pasja". W tym samym dniu Fundacja Wyspa Progress oraz Sekcja Polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA zorganizowały otwarte dla publiczności spotkanie na temat prawnych środków ochrony wypowiedzi artystycznej.


W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele gdańskiego środowiska artystycznego oraz zaproszeni goście , m.in.: Waldemar Baraniewski, profesor historii sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, Agnieszka Morawińska -dyrektor warszawskiej Galerii Zachęta, Marek Wasilewsk i- redaktor naczelny poznańskiego "Czasu Kultury", Monika Szewczyk - dyrektor Galerii Arsenał w Białymstoku oraz mec. Wojciech Cieślak (obrońca Doroty Nieznalskiej) i pan Rafał Pelc z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Przedstawiciele środowisk zawodowych związanych ze sztuką współczesną uznali za konieczne i pilne podjęcie obywatelskiej inicjatywy działań legislatorskich w zakresie lepszej ochrony wolności wypowiedzi artystycznej. Jednocześnie Komisja d.s Wolności Wypowiedzi Artystycznej AICA poinformowała o utworzeniu archiwum, gromadzącego dokumenty i wszelkiego rodzaju informacje o aktach cenzury wobec dzieł sztuki i artystów. Archiwum powstaje w Gdańsku w oparciu o Fundację Wyspa Progress (wyspa_mode@wp.pl).

Info: Dorota Monkiewicz, Prezes Sekcji Polskiej AICA

Aneta Szyłak, Wiceprezes Fundacji Wyspa Progress




23-04-2004
Poseł SLD oskarżał niesłusznie

Sąd Rejonowy w Gorzowie Wlkp. uniewinnił Sławomira Wieczorka, autora listu, zarzucającego posłowi SLD fałszerstwa wyborcze i oczyścił go z zarzutów zniesławienia. Oskarżyciel prywatny, poseł SLD, Jakub Derech-Krzycki musi pokryć koszty sądowe.


Od grudnia 2003 przed Sądem Rejonowym w Gorzowie Wlkp. toczył się proces z oskarżenia prywatnego przeciwko Sławomirowi Wieczorkowi, niegdyś redaktorowi nieistniejącej już gazetki fan-zinowej „Oszołom”, a obecnie – bezrobotnemu. Oskarżał poseł Jakub Derech-Krzycki, lider lubuskiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, członek m.in. sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Poseł poczuł się urażony felietonem czytelnika, jaki ukazał się 24 września 2003 roku w rubryce „List do redakcji” tygodnika „Tylko Gorzów”. Tekst wytykał Krzyckiemu fałszywe podpisy wyborców na listach poparci.
Poczas procesu oskarżony powołał na świadków osoby, które otrzymały od Krzyckiego listy z podziękowaniami za poparcie wyborcze, choć w rzeczywistości takiego poparcia mu nie udzielały.
Sąd uznał, że zarzuty posła Krzyckiego pod adresem Wieczorka są bezzasadne, ponieważ "nie stanowią pomówienia informacje, które polegają na prawdzie". Wieczorek został uniewinniony. Wyrok nie jest prawomocny.

(inf.własna BezCenzury)




22-04-2004
Prokuratura chce uchylenia wyroku dla Nieznalskiej

Prokuratura poparła wniosek obrońcy artystki Doroty Nieznalskiej, skazanej w lipcu 2003 r. przez Sąd Rejonowy w Gdańsku na pół roku ograniczenia wolności za obrazę uczuć religijnych, o uchylenie tego wyroku i skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia. Wyrok zapadnie na tydzień.

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku odbyła się w czwartek (22.04.2004) rozprawa odwoławcza oskarżonej. W swojej pracy zatytułowanej "Pasja" Nieznalska umieściła na krzyżu fotografię męskich genitaliów. Instalację można było oglądać w gdańskiej Galerii "Wyspa" od połowy grudnia 2001 r. do 20 stycznia 2002 r.

"W uzasadnieniu wyroku sądu niższej instancji trudno doszukać się ciągu logicznego. Nie przedstawił on oceny materiału dowodowego, a także nie wykazał, że oskarżona działała z bezpośrednim zamiarem obrazy uczuć religijnych" - argumentowała prokurator Magdalena Wybrańska-Grzelak.

wg PAP




20-04-2004
Apelacja w sprawie Nieznalskiej

W Gdańsku 22 kwietnia zapadnie ostateczny wyrok sądowy w sprawie Doroty Nieznalskiej oskarżonej i skazanej z art. 196 kodeksu karnego.
Tego samego dnia, w gdańskiej galerii Modelarnia (teren Stoczni, brama 3) odbędzie się APELA[K]CJA: o 15.00 debata, o 18.00 otwarcie wystawy indywidualnej Doroty Nieznalskiej, o 20 projekcja filmu "196 K.K." (20 min) Grzegorza Klamana z udziałem Doroty Nieznalskiej.
W Warszawie tego samego dnia wieczorem o 21.00 Towarzystwo Humanistyczne organizuje w klubie "Le Madame" (Koźla 12, bez szyldu) projekcję filmów "Polska przeciw artystom" (29 min, Jerzy Szygiel) i "196 K.K." (Grzegorz Klaman).

Art. 196. k.k.: Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.




11-03-2004
Rzecznik Praw Obywatelskich wniesie kasację na korzyść skazanego dziennikarza

Rzecznik Praw Obywatelskich dopatrzył się wielu uchybień w prawomocnym wyroku szczecińskiego sądu, skazującego dziennikarza, Andrzeja Marka, na 3 miesiące więzienia - dowiedziała się nieoficjalnie redakcja "BezCenzury.Net". Uchybienia sądu były na tyle poważne, że RPO wniesie kasację na korzyść skazanego.


Decyzja Rzecznika Praw Obywatelskich jest efektem wielu protestów środowisk dziennikarskich i ruchów obywatelskich w sprawie skandalicznego wyroku Sądu Rejonowego w Szczecinie. Dziennikarz Andrzej Marek został skazany po tym, jak opublikował krytyczne opinie na temat jednego z urzędników gminy Police. Sąd nakazał przeprosiny urzędnika, ale gdy dziennikarz odmówił, decyzją z dnia 6 lutego 2003 nakazał mu odbycie 3 miesięcy bezwzględnego więzienia od dnia 23 marca.
Wniosek o kasację, złożony przez RPO, nie wstrzymuje automatycznie odbycia kary, jednak rzecznik może zaapelować do sądu o jej uchylenie.




18-02-2004
Dziennikarka "Życia Warszawy" niewinna

Warszawski sąd umorzył sprawę Patrycji Koteckiej, dziennikarki ŻW, której prokuratura zarzuciła podżeganie do ujawnienia billingu Lwa Rywina.

W marcu 2003 roku Kotecka spotkała się z pracownikiem Polkomtela po to, by wydobyć billing Lwa Rywina. O spotkaniu z dziennikarką zameldował on przełożonym, a ci skierowali sprawę do prokuratury. Ta postawiła Koteckiej zarzut podżegania do ujawnienia tajemnicy służbowej zagrożony karą do dwóch lat więzienia. Obok Rywina była jedyną osoba, której postawiono zarzuty w największej aferze korupcyjnej III RP.

Sędzia Joanna Zaręba na niejawnej rozprawie postanowiła umorzyć sprawę dziennikarki ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu. Na ocenę sprawy wpłynęła motywacja działań dziennikarki oraz funkcja prasy. - To mądra decyzja sądu - komentuje Zbigniew Ziobro (PIS). - Oskarżenie było absurdalne! - dodaje. Zdaniem posła Ziobro, sprawa Koteckiej była swoistą zemstą "grupy trzymającej władzę" .

- Na ujawnianiu tajemnic polega przecież praca dziennikarzy - komentuje senator Zbigniew Romaszewski. Jego zdaniem, problem szykanowania dziennikarzy w Polsce nadal jest aktualny. - Szczególnie media lokalne są szykanowane przez setki postępowań sądowych i prokuratorskich - zauważa Romaszewski.

Za: TOMASZ BUTKIEWICZ, "Życie Warszawy",18.02.2004




14-02-2004
Skazany dziennikarz nie złożył zażalenia

14.2 Szczecin (PAP) - Skazany na trzy miesiące aresztu
dziennikarz z podszczecińskich Polic Andrzej Marek nie złożył
zażalenia na postanowienie sądu w jego sprawie. Tym samym z
piątku na sobotę uprawomocniło się orzeczenie szczecińskiego
sądu o wykonaniu zawieszonej wcześniej kary.


Andrzej Marek potwierdził w sobotę w rozmowie z PAP, że tak jak
deklarował wcześniej, nie złożył zażalenie na postanowienie sądu
sprzed tygodnia i stawi się w terminie w zakładzie karnym.

Sądowe potwierdzenie uprawomocnienia się orzeczenia sądu może
nastąpić najwcześniej w połowie przyszłego tygodnia, ponieważ
skazany teoretycznie mógł przesłać do sądu zażalenie pocztą.
Jego publiczne oświadczenia nie są dla sądu wiążące.

Szczeciński Sąd Rejonowy na niejawnym posiedzeniu w dniu 6 lutego tego roku zarządził wykonanie kary trzech miesięcy więzienia
orzeczonej wobec redaktora naczelnego "Wieści Polickich" Andrzeja
Marka za zniesławienie tamtejszego urzędnika gminnego. W
listopadzie ubiegłego roku na taką karę w zawieszeniu skazał
dziennikarza szczeciński Sąd Okręgowy prawomocnym wyrokiem.

Wykonanie wyroku sąd uzależnił od przeproszenia poszkodowanego,
czego Marek w wymaganym terminie nie uczynił.

Po uprawomocnieniu się orzeczenia w sprawie wykonania kary sąd ma dwa tygodnie na wydanie "zarządzenie o skierowaniu do wykonania
kary". Po tym czasie do skazanego zostanie wysłane pismo o
stawieniu się w zakładzie karnym.
Red. Marek zapowiedział wcześniej, że będzie dążył do kasacji
wyroku, ponieważ jest niewinny. Andrzej Marek publikował na początku 2001 roku w "Wieściach Polickich" artykuły, w których pisał m.in., że naczelnikwydziału promocji Urzędu Gminy w Policach prowadzi prywatną agencję reklamową. Krytycznie opisywał promocyjną działalność naczelnika, sugerując, że promuje on głównie własną osobę. Nagłośnił też rzekomą niegospodarność urzędnika.

Szczeciński Sąd Okręgowy rozpatrywał w listopadzie odwołanie od
wyroku Sądu Rejonowego, który wcześniej uznał Marka za winnego
zniesławienia i wymierzył mu karę trzech miesięcy więzienia w
zawieszeniu. Sąd Okręgowy utrzymał wyrok w mocy. W uzasadnieniu
podał, że dziennikarz umieścił w treści gazety nieprawdziwe
zarzuty, a także opublikował czytelną fotografię wizytówki
urzędnika, zestawiając ją z tytułem "Promocja kombinatorstwa".

W obronie dziennikarza wypowiedziało się wiele osób.

Rzecznik praw obywatelskich Andrzej Zoll zajął się z urzędu jego sprawą i zażądał od sądu akt sprawy, by zbadać zasadność
ewentualnego wniesienia kasacji od wyroku. Prokurator krajowy
Karol Napierski nie wykluczył, że Prokuratura Krajowa włączy się w
sprawę Andrzeja Marka. Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
Krystyna Mokrosińska napisała w oświadczeniu przesłanym PAP, że
kara więzienia dla dziennikarza, choć dopuszczalna prawem, nie
służy wolności słowa w Polsce.

Ograniczenie możliwości kontrolowania i krytyki działalności
władz publicznych przez media należy traktować jako zamach na
swobody demokratyczne i zasady państwa prawa uznały - Naczelna
Rada Adwokacka i Obserwatorium Wolności Mediów w związku ze
skazaniem na karę więzienia Andrzeja Marka. (PAP)





22-01-2004
Skarb Państwa okradziony na 5 mld zł

W ubiegłym roku kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli stwierdzili nieprawidłowości sięgające w sumie 4 mld 725
mln zł - poinformował w czwartek prezes NIK Mirosław Sekuła.

W czwartek przedstawił on podsumowanie działalności w ubiegłym
roku. Jak wyjaśnił, z przeprowadzonych kontroli wynika, że
nieprawidłowości dotyczyły najczęściej potwierdzenia przez
urzędników nieprawdy lub fałszowania dokumentów.

Sekuła poinformował także, że w 2004 r. Izba zamierza zbadać
m.in. sprawę utworzenia i funkcjonowania Narodowego Funduszu
Zdrowia. (PAP)





21-01-2004
Cenzura w sztuce

W Polsce obowiązuje cenzura prewencyjna wobec
artystów tworzących nowoczesną sztukę - uważają uczestnicy
dyskusji panelowej pt. "Czy w Polsce toczy się wojna kulturowa?",
która odbyła się w środę w Poznaniu z udziałem kuratorów wystaw,
naukowców i artystów.


"Sztuka współczesna w Polsce jest zawłaszczana przez różna opcje polityczne. Wojna zaczęła się 10 lat temu, tylko wtedy nie była jeszcze tak rozwinięta i wtedy jeszcze politycy nie próbowali
używać sztuki do kanalizowania swoich ideologii"
- mówiła
niezależna kurator sztuki, Aneta Szyłak.

Według dyrektora Instytutu Historii Sztuki, Piotra Piotrowskiego, dyskusja o wolności w sztuce jest tylko jednym z aspektów debaty na temat kształtu państwa, podstaw prawnych jego funkcjonowania i dyskusji o wolności wypowiedzi.

"Czasem mnie dziwią wypowiedzi artystów, którzy się dziwią, że
kogoś obrazili. Ja mam wrażenie, że częścią przesłania dzieła
nowoczesnego, krytycznego jest sprowokowanie reakcji" - mówił
podczas dyskusji o. Paweł Kozacki, redaktor naczelny miesięcznika
"W Drodze"

Podczas dyskusji krytycznie ustosunkowano się do sprawy ukarania Doroty Nieznalskiej, autorki instalacji "Pasja", przedstawiającej męskie narządy płciowe na krzyżu. Powiadomiona wtedy przez członków Ligi Polskich Rodzin prokuratura złożyła w sądzie akt oskarżenia. Nieznalską skazano na karę pół roku ograniczenia wolności, polegającego na wykonywaniu przez artystkę prac na cele społeczne.

Jako przykład cenzury prewencyjnej wobec polskich artystów
podawano przykład wycofania z wystawy w Białymstoku, po
interwencji radnej LPR, instalacji Piotra Kurka pt. "Dostałem
pieska", zawieszonego na ścianie metalowego pudełka
przypominającego psią budę, w którym znajduje się podświetlany
pies. Jak w fotoplastykonie, można go było oglądać od przodu i od
tyłu przez szkło powiększające. Z tyłu pracy znajdują się
miniaturowe zdjęcia postaci księży.

Dyskusję zorganizowała Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu.
(wg PAP)















15-01-2004
Grzywna za internetową zniewagę

15.01.Szczecin (PAP) - 21-letni student z Gorzowa Wielkopolskiego, który na stronach internetowych znieważył policjanta z Łobza (woj. zachodniopomorskie), został skazany w czwartek przez Sąd Rejonowy w tym mieście na karę grzywny w wysokości 500 zł.

Dariusz K., mieszkaniec Łobza, jesienią ubiegłego roku umieścił na stronach internetowych tamtejszego Urzędu Miasta tekst, w którym - zwracając się po nazwisku do jednego z łobeskich funkcjonariuszy policji - napisał "żebyś zdechł, głupi psie". Nazwał go też "krawężnikiem". Jak powiedziała PAP prezes sądu Sława Miszel, wymierzając karę sąd wziął pod uwagę okoliczności łagodzące, takie jak młody wiek oskarżonego, niekaralność oraz fakt, że student przeprosił znieważonego policjanta. -Kara grzywny to wystarczająca dolegliwość i przestroga dla innych - dodała Miszel.
(wg PAP)




12-01-2004
Szef stargardzkiego SLD oskarżony

Prokuratura Rejonowa w Stargardzie Szczecińskim skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Mirosławowi D. - wicestaroście stargardzkiemu i zarazem szefowi powiatowego SLD. Prokuratura wszczęła wcześniej sprawę na wniosek Urzędu Skarbowego.

Mirosław D., który pełni również funkcję prezesa piłkarskiego Klubu "Błękitni", jest oskarżony o to, że wypłacał piłkarzom zaliczki, lecz nie odprowadzał z tytułu wydanych zaliczek podatku dochodowego. Zdaniem prokuratora - naraził przez to Skarb Państwa na utratę łącznie 33 tys. zł.

Prokuratura postawiła zarzut popełnienia przestępstwa skarbowego. Sprawa dotyczy wypłaty zaliczek od czerwca 2002 roku do czerwca roku ubiegłego.

Na 24 lutego Sąd Rejonowy w Stargardzie zaplanował pierwszą rozprawę przeciwko Mirosławowi D. Władze wojewódzkie SLD nie zajęły jeszcze stanowiska w tej sprawie. W świetle statutu SLD, osoba pełniące funkcje publiczne z rekomendacji Sojuszu, przeciwko której toczy się postępowanie karne, powinna zawiesić członkowstwo w partii.

wg IAR




09-01-2004
Czarzasty i Jakubowska kontra "Rzeczpospolita"

Przed Sądem Okręgowym w Krakowie rozpoczął
się w piątek (9.01.2004) proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych, jakifelietoniście "Rzeczpospolitej" Januszowi Majcherkowi wytoczyli Aleksandra Jakubowska i Włodzimierz Czarzasty.


Powodowie domagają się opublikowania przeprosin i
wpłacenia po 20 tys. zł na cele społeczne. Ich zdaniem, do
naruszenia ich dóbr osobistych doszło w artykule Janusza
Majcherka "Prawie wszystko jasne", opublikowanym 5 maja 2003
roku na łamach "Rzeczpospolitej".
W szczególności chodzi im o stwierdzenia, jakoby
Włodzimierz Czarzasty i Aleksandra Jakubowska działali w zmowie
i w porozumieniu z Robertem Kwiatkowskim w celu wprowadzenia
kontrowersyjnych zmian w ustawie o radiofonii i telewizji,
umożliwiających złożenie przez Lwa Rywina korupcyjnej propozycji
Adamowi Michnikowi.
Powodowie nie stawili się w piątek w sądzie. Reprezentowali ich
pełnomocnicy.
(wg PAP)





05-01-2004
Znieważył przez internet

W połowie stycznia w Łobzie rozpocznie się pierwszy w Polsce proces o obrażenie policjanta przez internet. Oskarżonemu 20-latkowi grozi kara roku więzienia.
Oskarżonym jest Dariusz K., student drugiego roku Wyższej Informatycznej Szkoły Zarządzania w Gorzowie. Młody człowiek podczas zajęć z komputerowej bazy danych Access wszedł do internetu, otworzył oficjalną stronę internetową miasta Łobez i w tak zwanej księdze gości wpisał tekst obrażający łobeskich funkcjonariuszy.
Tekst, który wpisał dwudziestolatek obraża nie tylko konkretnego funkcjonariusza, ale również całą łobeską policję. Można tu przeczytać między innymi: „Pozdrowienia dla łobeskiego oddziału prewencji policji od waszego starego znajomego, ganialiście, łapaliście, ale wam nie udało się nic udowodnić”.
Największe oburzenie policjantów wywołało jednak ostatnie zdanie, w którym pojawia się nazwisko jednego z funkcjonariuszy: „A na koniec do I... żebyś zdechł głupi psie (nigdy o tobie nie zapomnę) i do końca będziesz zwykłym krawężnikiem”. Podpisane - były mieszkaniec Łobza.
- Zgłosiliśmy się do administratora strony internetowej. Tam otrzymaliśmy numer połączenia i ustaliliśmy, o której godzinie i z którego komputera wysłano wpis. Wiedzieliśmy już, która grupa miała wtedy zajęcia w tej sali. Wśród tych słuchaczy tylko jeden mieszkał w Łobzie - opowiada Klaudia Karpińska-Gęsikiewicz, prokurator rejonowa w Łobzie.
Nadkomisarz Anna Kurowska z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie przyznaje, że na adres poczty elektronicznej biura przychodzi sporo wiadomości obrażających policję. Zazwyczaj nie ma tam jednak nazwisk funkcjonariuszy, ale ogólne, często pisane wulgarnym językiem, uwagi krytyczne pod adresem policji. Wszystkie skargi na konkretnych policjantów trafiają do odpowiednich komórek, które sprawdzają ich zasadność. Wpis w tak zwanej księdze gości pozostawia numer IP, po którym w ciągu kilku minut można dojść z jakiego komputera, w jakim mieście nastąpiło połączenie. Później pozostaje już tylko dopasowanie do komputera konkretnej osoby.
Student przyznał się do zarzutu. Stwierdził, że był to głupi wybryk i że nie zdawał sobie sprawy z jego konsekwencji. Zadeklarował chęć przeproszenia policjanta. Pierwsza rozprawa przed łobeskim sądem rozpocznie się 15 stycznia.

(wg „Głos Szczeciński” 5.01.2004 )




04-01-2004
Agora zmontowała Rywina?

O losach Lwa Rywina mogą przesądzić analizy ... Polskich Sieci Elektroenergetycznych i STOEN-u. Na ich danych będzie oparta opinia biegłych, którą zamówił sąd.

Na najbliższą rozprawę w Sądzie Okręgowym w Warszawie (7 stycznia) ma być gotowe uzupełnienie opinii biegłych dotyczącej nagranych na magnetofony dwóch zapisów rozmowy Adama Michnika z Lwem Rywinem. Opinię przygotowuje Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie.

Chodzi o różnice w nagraniach, jakich dopatrzyli się obrońcy Rywina. „Życie Warszawy” ujawniło je w grudniu. Kiedy na zapisie cyfrowym w pewnym fragmencie rozmowy słychać słowo "ale", w tym samym miejscu, na zapisie analogowym? jest "bo".

Adwokaci producenta podejrzewają, że dostarczone przez Agorę do prokuratury nagrania, mogły być wcześniej przemontowywane. Czy tak było? Odpowiedź na to pytanie mają dać badania częstotliwości pola sieci elektroenergetycznej, które dało o sobie znać na obu nagraniach w postaci tzw. wtórnego szumu. Magnetofony zarejestrowały w ten sposób pracę innych urządzeń elektrycznych, które znajdowały się w pobliżu.

Według nieoficjalnych informacji, do których dotarło „ŻW”, analizy, które krakowskiemu instytutowi przekazały PSE i STOEN, mogą sugerować, że nagrania były wcześniej montowane. Pojawiają się na nich bowiem wahania częstotliwości pola sieci elektroenergetycznej, nie spotykane przy normalnej pracy urządzeń i mogące być efektem kilkakrotnego przegrywania taśm.

Gdyby obrońcom Rywina udało się zakwestionować koronny dowód oskarżenia, sąd mógłby zdecydować o odesłaniu aktu oskarżenia z powrotem do prokuratury.

3.01.2004 r. (wg „Życia Warszawy”)







04-01-2004
Szykany wobec Stowarzyszenia Praw Pacjentów

Stowarzyszenie Primum Non Nocere usiłuje przeforsować w Sejmie nową ustawę, chroniącą prawa pacjenta w Polsce. Za pośrednictwem m.in.Internetu zbierane są podpisy pod projektem ustawy. Część internautów blokuje tę inicjatywę. Poniżej publikujemy komunikat Stowarzyszenia w tej sprawie.
Po przyjęciu przez Marszałka Sejmu RP zawiadomienia o utworzeniu Komitetu i po opublikowaniu w prasie informacji o tym, przystąpiliśmy do zbierania podpisów i działań promujących projekt ustawy. Między innymi rozesłany został do internautów apel o wydrukowanie z naszej strony www formularza i projektu ustawy i pomoc w zbieraniu podpisów. Tą drogą do teraz uzyskaliśmy tysiące podpisów osób popierających projekt ustawy o Rzeczniku Pacjenta.
Mimo ostrzeżenia zawartego w apelu iż materiały Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej są chronione prawem, kilkanaście czy kilkadziesiąt osób w tym część prywatnych administratorów sieci podjęło takie działania, jakie podejmowane są zazwyczaj przeciwko sprzedającym Viagrę, rozsyłającym bez proszenia komercyjne reklamy czy promującym usługi seksualne.
Otrzymaliśmy e-maile od kilkudziesięciu osób z wymyślaniami. Moje wyjaśnienia na otrzymywane e-maile iż inicjatywa ustawodawcza to nie działalność komercyjna, której dotyczą ograniczenia ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, czy też, że adresy e-mail to nie dane osobowe, zazwyczaj kończyła korespondencję. W kilkunastu wypadkach ( dysponuję zarchiwizowaną korespondencją, której część początkowo planowaliśmy tu ujawnić ) powodowało to tylko wzrost agresji i groźby blokowania strony internetowej czy naszego konta e-mail. Pochodziły one w znacznej części od pracowników firm komputerowych handlujących softwarem, administratorów sieci lokalnych itp...
Internet jest powszechnym środkiem komunikacji, zaś regulacje prawne zawarte w naszym prawie ( ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną ), jak i analogiczne rekomendacje UE (2002/58/EC ) nie nakładają żadnych ograniczeń na nie komercyjne e-maile, zaś materiały Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej są prawnie chronione.
Zaczęto wpisywać adres IP naszego serwera na "czarne listy". Doprowadzono do blokady adresu e-mali używanego przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej ( sppnn@sppnn.org.pl ) za pomocą którego osoby popierające projekt ustawy, mogły kontaktować się z Komitetem. Więcej szczegółów tych działań, naruszających zakaz art.19 ustawy o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli, znajduje się w naszym piśmie skierowanym do Biura Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej..
Informacja przesłana została też do Marszałka Sejmu RP, ponieważ z racji pełnionego urzędu, nadzoruje on stanowienie prawa w naszym państwie.
Ponieważ tempo funkcjonowania naszego wymiaru sprawiedliwości często pozostawia wiele do życzenia, oświadczam iż, nie wykluczam bezpośrednio po przystąpieniu Polski do UE, o naruszeniu art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, powiadomienia Biura Europejskiego Komisarza Praw Człowieka jak i organizacji sponsorujących i przyznających granty na rozwój internetu w Polsce.
Komitet Inicjatywy Ustawodawczej zwrócił się ponadto do Marszałka Sejmu RP o spowodowanie podjęcia działań by ukrócić samosądy wykonywane przez grupy kilkunastu czy kilkudziesięciu internautów i by powstała instytucja państwowa [np. rodzaj net-policji (?)] nadzorująca przestrzeganie prawa w komunikacji i informacjach internetu.
Grupa kilkunastu czy kilkudziesięciu osób nie może z własnej inicjatywy stanowić i wykonywać stanowione przez siebie prawo, blokując wykonywanie inicjatywy ustawodawczej przez obywateli. Takie działania, są czynami karalnymi i zakazanymi.


Początkowo mieliśmy zamiar ujawnić część z tej korespondencji ( całość przesłana Prokuraturze to pogróżki od 15 osób ) w której wymyślano nam czy grożono zablokowaniem poczty internetowej. Planowaliśmy opublikować nazwiska i e-maile które pochodzą od (sześciu) osób bądź prowadzących działalność publiczną, bądź występują w imieniu firm czy osób prawnych, by poddać ich działanie ocenie publicznej Na razie odstąpiliśmy od ujawniania nazwisk nie wykluczając iż czynimy to w przyszłości.
Adam Sandauer
pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej
sop11@wp - czynny email
tel.0601546347


art.19 ustawy o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli stanowi:
Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem przeszkadza w wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli albo przez nadużycie stosunku zależności wywiera wpływ na jej wykonywanie - podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
art.10.1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną stanowi:
Zakazane jest przesyłanie niezamówionej
informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty elektronicznej.



Źródło informacji: Komitet Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz ustawy o Rzeczniku Pacjenta www.sppnn.org.pl





03-01-2004
Urzędnik nadal bezkarny

Nadal bezkarni mogą czuć się urzędnicy podejmujący błędne decyzje krzywdzące przedsiębiorców. W dokumencie wysłanym przez rząd do Sejmowej Komisji Gospodarki, do którego dotarła "Rzeczpospolita", zamiast zwiększenia odpowiedzialności urzędników mówi się o większej odpowiedzialności skarbu państwa.
W lecie zeszłego roku Sejmowa Komisja Gospodarki wystosowała do rządu propozycje różnych zmian, które miały przynieść ułatwienia w prowadzeniu działalności gospodarczej. Najistotniejszy był jednak zawarty w nich wniosek o przygotowanie regulacji prawnej, która zwiększyłaby odpowiedzialność urzędników za błędne decyzje, w wyniku których przedsiębiorca poniósł stratę.
Komisja domagała się zwiększenia odpowiedzialności dyscyplinarnej, ale również karnej i materialnej. Rząd w listopadzie się temu sprzeciwił, a teraz nie przedstawił żadnych propozycji zmian legislacyjnych w tym zakresie.
Z dokumentów przekazywanych do Sejmowej Komisji Gospodarki wynika jednak, że rząd bagatelizuje problem odpowiedzialności urzędników za ich błędne decyzje.- Zgłoszony przez Ministerstwo Gospodarki pomysł powołania specjalnego zespołu w tej sprawie to jedynie gra na zwłokę, żeby posłowie dali spokój rządowi – tak komentuje działania rządu publicysta „Rzeczpospolitej”, red.Paweł Blajer.

Rządowa gra na zwłokę wywołała już wspólną kontrakcję środowisk biznesowych i części parlamentu. Wojciech Błaszczyk, społeczny rzecznik przedsiębiorców, i Adam Szejnfeld, przewodniczący Sejmowej Komisji Gospodarki, zapowiadają przygotowanie projektu obywatelskiego w sprawie zwiększenia odpowiedzialności urzędników. - Byłby to jeden projekt ustawy, zakładający zwiększenie każdego rodzaju odpowiedzialności, nie tylko dyscyplinarnej - powiedział wczoraj "Rz" Błaszczyk.Założenia do projektu ustawy mają być gotowe w styczniu, a sam projekt do końca lutego.
(wg „Rzeczpospolitej” 3.01.2004)




03-01-2004
W Polsce obowiązuje "podatek korupcyjny"

Aż 66 procent przedsiębiorców uważa, że korupcja w Polsce stale się rozszerza - wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Fundacji im Batorego przy współpracy z Bankiem Światowym i Pracodawcami Prywatnymi.


Z raportu wynika, że przedsiębiorcy częściej niż ogół Polaków uznają, że korupcja jest poważnym problemem społecznym. Aż dwie trzecie sądzi, że w Polsce istnieje dodatkowy podatek - "podatek korupcyjny".
Według ankietowanych najczęściej dochodzi do korupcji w urzędach celnych, przy przetargach, uzyskiwaniu zamówień publicznych i zezwoleń na rozbudowę zakładu oraz jego uruchomienie
Raport przygotowała w ramach "Programu Przeciw Korupcji" Fundacji im Stefana Batorego (www.przeciw-korupcji.org.pl) dr Anna Kubiak. Badanie opinii przedsiębiorców przeprowadził w sierpniu CBOS. Przedsięwzięcie sfinansowała Fundacja im Stefana Batorego i Bank Światowy. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych udzieliła poparcia badaniu i konsultowała pytania ankiety.

(wg www.prywatni.pl – portal Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych)




31-12-2003
Jednodniowi redaktorzy

31.12.Warszawa (PAP) - Lech Kaczyński, Krzysztof Rutkowski, Jan
Rokita, Michał Wiśniewski, Tomasz Tomaszewski, Andrzej Raczko,
Kazimierz Górski usiedli razem za jednym stołem, aby... zredagować
gazetę. Do wykonania nietypowego zadania zaprosił znane osoby
dziennik "Fakt".


Osoby reprezentujące różne dziedziny życia zostały jednodniowymi szefami działów dziennika zgodnie z wykonywanym zawodem i zainteresowaniami. Do redakcji przyszli przygotowani i proponowali tematy, które przedstawili dziennikarzom.

Jak pisze "Fakt" minister Andrzej Raczko uczestniczył na każdym etapie powstawania stron ekonomicznych - nie przepuścił nawet dyrektorowi artystycznemu pisma. Michał Wiśniewski szef działu "Ludzie" wymyślił ranking wydarzeń mijającego roku. Trener
Kazimierz Górski, w "Fakcie" oczywiście kierownik "Sportu",
sprowokował rozmowę na temat Andrzeja Niedzielana. Legendarny
szkoleniowiec jest przeciwny przeprowadzce piłkarza do Holandii.

Poseł Jan Rokita okazał się jednym z najbardziej zaangażowanych redaktorów. Plonem jego pracy jest m.in. felieton, który gazeta zamieściła na drugiej stronie. Rokita polemizuje w nim z ministrem finansów Andrzejem Raczko. Poseł uważa, że podatki w poważnej części idą na pensje ludzi zatrudnianych przez państwo.

"Redagowanie gazety to wciągające i spokojniejsze od polityki zajęcia" - powiedział Rokita, a na odchodnym zwrócił się do redaktorów "Faktu": Może ja zastanowię się nad zmianą
zawodu...Weźmiecie mnie do gazety?" Gazeta nie informuje czy
przyjęto propozycję.





29-12-2003
Szef ABW o skarbniku lewicy

29.12.Warszawa (PAP) - Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
Andrzej Barcikowski na pytanie, czy odpowie na apel Zbigniewa
Ziobry (PiS) i zajmie się działalnością byłego skarbnika PZPR i
SdRP Wiesława Huszczy, powiedział, że od kontaktów służb
specjalnych z Sejmem jest komisja do spraw służb specjalnych.


Zbigniew Ziobro (PiS) zwrócił się w niedzielę do Barcikowskiego, by na najbliższym posiedzeniu Sejmu zdał relację na temat "w najwyższym stopniu niepokojących, zakulisowych działań Huszczy w kręgach rządowych i parlamentarnych".

"Jeśli komisja ds. służb specjalnych uzna, że chce się zająć powiązaniami, to ja jestem do dyspozycji" - powiedział Barcikowski w Radiu "Zet". Dodał jednak, że nigdy nie było tak, by komisja zajmowała się jedną osobą, wobec której nie ma jednoznacznych, prawnych podejrzeń. (wg PAP)





29-12-2003
Janik zwolni ochroniarzy na Okęciu

<br />
28.12.Warszawa (PAP) - Minister spraw wewnętrznych i administracji Krzysztof Janik zapowiedział w niedzielę w radiowej Trójce, że w poniedziałek rozpocznie procedurę cofnięcia koncesji firmie, która chroni lotnisko Okęcie.

Minister Janik odniósł się do weekendowego artykułu "Super
Expressu". Dziennikarze gazety udowodnili, że port lotniczy nie
jest dostatecznie chroniony. Reporterzy gazety weszli w Wigilię
na płytę stołecznego lotniska i na stojącym tam samolocie nalepili
dużą, firmową naklejkę. Nikt ich nie zatrzymywał i nie interesował
się nimi.

Według ministra Janika, "to z jednej strony jest
nieodpowiedzialność naszych mediów, które czasem przekraczają
granicę prowokacji, ale przy okazji pokazały, że ze służbą ochrony
lotniska (...) coś trzeba zrobić". Minister zapowiedział, że w
poniedziałek rozpocznie procedurę cofnięcia koncesji firmie
ochroniarskiej na Okęciu.

Jak powiedział Janik, "nie ma ceny", jeśli chodzi o
bezpieczeństwo na lotnisku. "Jeśli trzeba zatrudnić lepszych
profesjonalistów i zatrudnić ich więcej, a moim zdaniem trzeba
przede wszystkim poprawić organizację ochrony tego lotniska,
standard pracy, poczucia odpowiedzialności tych ochroniarzy,
trzeba to zrobić" - oświadczył. (wg PAP)






24-12-2003
Miller: Ten rok był znakomity dla gospodarki

24.12.Warszawa (PAP) - Premier Leszek Miller uznał, że 2003 rok
był przede wszystkim znakomity dla gospodarki. "W ten chwili
rozwijamy się jako kraj w sposób imponujący" - powiedział premier
w środowych radiowych Sygnałach Dnia.


Premier za niewątpliwy sukces - przedsiębiorców i rządu - uznał zahamowanie wzrostu bezrobocia. Podkreślił, że Polska zamknie 2003 rok wskaźnikiem wzrostu w wysokości prawie 4 proc. PKB - 4 razy wyższym niż w zeszłym roku i o wiele wyższym niż w wielu krajach europejskich. Zaznaczył też, że Polska ma przewagę eksportu nad importem.

Miller przyznał, że pozytywne zjawiska gospodarcze jeszcze się nie przekładają na sytuację wielu polskich rodzin. Zaznaczył
jednak, że zwykle jeśli wysoki wzrost gospodarczy występuje przez
dłuższy czas, to w pewnym momencie zaczyna to być widoczne w
budżetach rodzinnych.
(Uwaga! To nie żart. To skrót depeszy PAP)





23-12-2003
Sędziny na ławie oskarżonych

Poświadczenie nieprawdy i pomoc w
wyłudzeniu kamienic o wartości kilkunastu milionów złotych
zarzuciła prokuratura w Gorzowie Wielkopolskim dwóm sędziom z
Poznania - Lucynie Z. i Marii J.


Akt oskarżenia w tej sprawie, nazywanej "aferą testamentową",
obejmuje także Krystynę K., której zarzucono podrobienie jednego z
testamentów. Został on skierowany do Sądu Rejonowego w Poznaniu -
poinformował w poniedziałek rzecznik prasowy gorzowskiej
Prokuratury Okręgowej Dariusz Domarecki.

Chodziło o wyłudzenie przez grupę osób, na podstawie
sfałszowanych testamentów, kilku kamienic w centrum Poznania. Po
załatwieniu formalności w sądzie kamienice były natychmiast
odsprzedawane. Straty Skarbu Państwa oszacowano na kilkanaście
milionów złotych. Do przestępstw doszło w okresie - od czerwca
1996 do marca 1999 roku.

Sędzia Lucyna Z. i sędzia Maria J., objęte aktem oskarżenia,
pracowały w III wydziale Sądu Rejonowego, który zajmował się m.in.
sprawami testamentowymi. W maju br. Sąd Najwyższy uchylił im
immunitety, dzięki czemu było możliwe przedstawienie im zarzutów i
sformułowanie aktu oskarżenia.

"Sędzia Lucyna Z. ma przedstawione zarzuty poświadczenia
nieprawdy. Ze śledztwa wynika, że miała pełną świadomość, iż
testamenty, na podstawie których stwierdzała spadkobierców, były
sfałszowane. Marii J. postawiono zarzut niedopełnienia obowiązków.
Wydawała ona postanowienia w dwóch sprawach spadkowych, nie
przeprowadzając należycie i rzetelnie postępowania dowodowego" -
powiedział Domarecki.

Lucynie Z. i Krystynie K. grozi kara do 10 lat więzienia, a
Marii J. - ograniczenie wolności do 2 lat oraz grzywna. W
przypadku skazania sędziego prawomocnym wyrokiem nie może on
dłużej wykonywać zawodu.

Ich proces będzie kolejnym w tej sprawie. Od listopada 2002
roku w Sądzie Rejonowym w Szamotułach toczy się już bowiem proces
dziewięciu osób zamieszanych w poznańską aferę testamentową. Na
ławie oskarżonych zasiadają m.in. były komendant wojewódzki
policji, poznański radca prawny i brat sędzi Lucyny Z.(wg PAP)





23-12-2003
Były prezydent Gdańska skazany za łapówkarstwo

<br />
Na trzy lata więzienia i grzywny po 20 tys. zł skazał w poniedziałek gdański Sąd Okręgowy byłego prezydenta Gdańska Franciszka J. i jego zastępcę Dariusza Ś. za wzięcie ponad
48 tys. marek (blisko 100 tys. zł) łapówki od niemieckiej firmy.

Wyrok 2 lat więzienia w zawieszeniu na cztery lata otrzymał
radny Roman G., który przewodniczył komisji gospodarki komunalnej
Rady Miasta Gdańska i był członkiem rady nadzorczej Gdańskiego
Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej (GPEC). Ma też zapłacić
grzywnę w wysokości 10 tys. zł. Sąd zastosował wobec niego
nadzwyczajne złagodzenie kary, ponieważ przyznał się do winy i
opowiedział, jak doszło do przekupstwa.

Według prokuratury Franciszek J. i Dariusz Ś. w maju 1994 r. zażądali łapówki od niemieckiej firmy ISPO GmbH w zamian za zgodę na to, by GPEC kupiło od Niemców technologię, materiały oraz
podpisało kontrakt na docieplenie budynków mieszkalnych w
dzielnicy Gdańsk-Stogi. Wysokość "prowizji" miała wynosić 10 proc.
wartości zakupionych materiałów budowlanych. Niemiecka spółka
wpłaciła pieniądze na prywatne szwajcarskie konto bankowe
ówczesnego prezydenta miasta.

Z przedstawicielami niemieckiej spółki spotykał się Roman G., który negocjował warunki otrzymania zgody na inwestycję i
informował na bieżąco o wynikach rozmów Dariusza Ś. Za swe usługi
otrzymał on od Niemców 9 tys. marek.

"Wina oskarżonych nie budzi żadnych wątpliwości. Popełnili
przestępstwo w białych rękawiczkach, bo wszystko zlecili radnemu
Romanowi G. On wszystko załatwił, a oni wzięli pieniądze" -
powiedziała, uzasadniając wyrok, sędzia Małgorzata Domagała.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrońcy zapowiedzieli, że o tym, czy będzie od niego odwołanie, zadecydują po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem.

Akt oskarżenia przeciw Franciszkowi J., Dariuszowi Ś. i Romanowi G. wpłynął do sądu już w marcu 1997 r. Proces nie mógł jednak się rozpocząć, bo rozprawy były odraczane m.in. z powodu chorób oskarżonych.

Franciszek J. pełnił funkcję prezydenta Gdańska w latach
1991-94 z ramienia Porozumienia Centrum. (wg PAP)





21-12-2003
Wagner kręcił przy ustawie o grach losowych

<br />
21.12.Warszawa (PAP) - Grupa interesu w Polsce zaczyna wygrywać
rozwiązania w parlamencie - mówił w październiku ubiegłego roku o
sejmowych pracach nad projektem nowelizacji ustawy o grach
losowych ówczesny minister skarbu Wiesław Kaczmarek. Informuje o
tym rządowa "Biała księga", dotycząca prac nad ustawą.

W minionym tygodniu Kancelaria Premiera udostępniła dziennikarzom
dwa tomy "Białej Księgi" - zbioru dokumentów związanych z pracami
w rządzie w latach 2002-2003 nad projektami ustaw o zmianie ustawy
o grach losowych, zakładach wzajemnych i grach na automatach.

Licząca 1608 stron "Biała Księga" zawiera ułożone chronologicznie
dokumenty, dotyczące poszczególnych etapów prac w rządzie.
Dokumenty pochodzą z Kancelarii Premiera, Ministerstwa Finansów,
Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej oraz Rządowego Centrum
Legislacji.

Na polecenie premiera podjęto kontrolę przebiegu prac nad
projektem ustawy. Na przełomie listopada i grudnia tego roku media
informowały o nieprawidłowościach w pracach parlamentarnych nad
nowelizacją ustawy o grach losowych. Podały m.in., że gdańska
prokuratura od sierpnia bada, czy za poprawkę do ustawy o grach
losowych, która zmniejszyła miesięczny podatek od jednego automatu
do gry z 200 do 50 euro, wręczono 10 mln dolarów łapówki.

Według zamieszczonych w "Białej Księdze" stenogramów z posiedzeń
Rady Ministrów, na posiedzeniu rządu 25 czerwca 2002 roku Wiesław
Kaczmarek ocenił, że wprowadzenie ryczałtowego podatku w
automatach o niskich wygranych jest "właściwie zaproszeniem do
rozwijania się szarej strefy".

Pytał, czy "jest to decyzja świadoma zespołu przygotowującego
projekt, czy efekt kolejnej kontynuacji lobbingu, który trwa w tym
parlamencie już od paru miesięcy albo paru lat". Kaczmarek mówił o
towarzystwie, "które kontroluje rynek automatów zręcznościowych" i
"potrafi sobie wypracować każdą korzystną dla siebie sytuację".

Na tym samym posiedzeniu szef resortu spraw wewnętrznych i
administracji Krzysztof Janik ostrzegał, że podatek ryczałtowy w
proponowanym kształcie może otworzyć "wielką pralnię, nad którą
nie zapanujemy". Powołał się na opinie ekspertów z Centralnego
Biura Śledczego, którzy uważają, że ryczałtowy podatek "to
najkrótsza droga do zalegalizowania szarej strefy".

Do projektu ustawy przekonywał ówczesny wicepremier minister
finansów Marek Belka. Zapewnił, że Główny Inspektor Informacji
Finansowej Jacek Uczkiewicz, który prowadził prace nad ustawą,
"waży ryzyka", a największym ryzykiem jest "pozostawienie tej
działalności w ogóle poza legalną sferą obrotu, tak jak to jest
dzisiaj". "Dzisiaj jest to czarna strefa" - dodał. Powtórzył
argument Uczkiewicza, że będzie to działalność "pod specjalnym
nadzorem skarbowym".

Już po tym, gdy projekt nowelizacji trafił do Sejmu i przejęła go
podkomisja prowadzona przez Jana Kubika (PSL), 8 października 2002
roku Kaczmarek powiedział na posiedzeniu rządu, że podkomisja
zaczyna "nie wiem na ile świadomie, na ile nieświadomie prowadzić
destrukcję projektu rządowego, zmieniając stawki opodatkowania
ryczałtowego automatów losowych z 200 na 50 euro".

"(...) to jest chyba 13-ta nowelizacja tej ustawy, gdzie widać
wyraźnie, że grupa interesu w Polsce zaczyna wygrywać rozwiązania
w parlamencie" - ocenił. Zwrócił się do Ministerstwa Finansów, by
"zdyscyplinować" podkomisję, a przynajmniej reprezentantów
koalicji, "ponieważ za chwilę znowu wyjdzie potworek", który
osłabi pozycję Polskiego Monopolu Loteryjnego i Totalizatora
Sportowego.

Z dokumentów, zawartych w "Białej Księdze", wynika, że
zdanie o projekcie ustawy zmieniał szef Kancelarii Premiera Marek
Wagner. Na posiedzeniu Rady Ministrów 8 października 2002 roku
powiedział, że rządowy projekt, przewidujący wprowadzenie
zryczałtowanego podatku od automatów do gier w wys. 200 euro
miesięcznie, jest torpedowany przez niektórych posłów. Jednak 25
lutego 2003 roku sam przekonywał ministrów do "kroczącej" stawki
(od 50 do docelowo 125 euro miesięcznie) podatku.

Jak poinformował, spotkał się z posłami SLD z podkomisji i
komisji, zajmującymi się projektem i uznał, że stawka krocząca
jest "kompromisem" i "dobrym rozwiązaniem".
Przy stawce 200 euro miesięcznie "wszyscy byliby dalej w szarej
strefie i oszukiwali" - powiedział. A stawka krocząca pozwoli
łagodniej "wyjść z szarej strefy". Podkreślił, że po dojściu do
górnej granicy 125 euro miesięcznie "będzie to kura, która
przynosi złote jajka".

Wagnera poparł podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Robert Kwaśniak, wspierając się wyliczeniami, że przy stawce 50 euro miesięcznie wpływy do budżetu od 10 tys. automatów dałyby 24
miliony zł rocznie.

Rada Ministrów poparła wówczas poprawkę dotyczącą zmiany stawki podatkowej dla gier na automatach o niskich wygranych z wartości ryczałtowej (200 euro) na stawkę kroczącą.

"Biała Księga" ilustruje kolejne etapy prac rządu nad projektami ustaw: z 19 lutego 2002 r. oraz z 25 czerwca 2002 r. z reasumpcją 9 lipca 2002 r. Zawiera też dokumenty dotyczące inspiracji zewnętrznych podjęcia prac nad projektami; dotyczące prac w ramach kierownictwa MF; uzgodnień projektów w ramach MF; opiniowania przez podmioty rządowe poza MF oraz opinii i propozycji
zewnętrznych w poszczególnych fazach prac. Są też dokumenty
ilustrujące prace wewnątrz rządu przed i po posiedzeniach Rady
Ministrów, a także dotyczące kontaktów w sprawie projektów ustawy
z Sejmem.

Na polecenie marszałka Sejmu Marka Borowskiego sporządzono także "Białą Księgę" z prac sejmowych. (wg PAP)






20-12-2003
Umorzono śledztwo wobec oficera ABW

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła
śledztwo wobec jednego z dwóch oficerów Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego, których kontroler Najwyższej Izby Kontroli Jacek
Kalas miał nakłaniać do ujawniania mu tajemnic służbowych ABW -
podało w sobotnim wydaniu "Życie Warszawy".


W sobotę rzecznik Prokuratury Okręgowej Maciej Kujawski
powiedział PAP, że śledztwo wobec Jacka S. umorzono z powodu
"braku cech przestępstwa". Nie podał szczegółów, bo śledztwo jest
tajne. Dodał, że do lutego 2004 r. przedłużono śledztwo wobec
samego Kalasa i drugiego podejrzanego oficera ABW, Marka W.

W sierpniu tego roku ABW zatrzymała Kalasa - pracownika NIK i b. oficera Urzędu Ochrony Państwa. Według opozycji, Kalasa i
niektórych mediów, zatrzymanie (m.in. z użyciem kajdanek) było
zemstą za ujawnienie przez NIK domniemanego sfałszowania raportu
otwarcia rządu Leszka Millera (to Kalas miał pracować nad tym
raportem w NIK). Agencja odpierała zarzuty twierdząc, że
zatrzymanie było zgodne z procedurą i nie miało nic wspólnego z
polityką.
Prokuratura zarzuciła dwóm oficerom ABW ujawnienie tajemnicy
służbowej, a Kalasowi - podżeganie do tego. Początkowo ani
prokuratura, ani ABW nie ujawniały - zasłaniając się tajnym
charakterem śledztwa - jakie tajemnice przekazywano ani w jakim
celu. Potem szef ABW Andrzej Barcikowski przyznał, że były to
m.in. nazwiska osób go odwiedzających.

Zatrzymanie Kalasa przez ABW było zgodne z procedurami - uznała pod koniec sierpnia sejmowa speckomisja przy głosach odrębnych trzech posłów opozycji, którzy domagali się przyjęcia uchwały wzywającej do dymisji szefa ABW Andrzeja Barcikowskiego.
Speckomisja przyjęła także, że zatrzymanie Kalasa nie miało
związku z jego pracą w Najwyższej Izby Kontroli. Komisja
zapowiedziała ponadto powrót do całej sprawy po zakończeniu
śledztwa w prokuraturze. ( wg PAP)




14-12-2003
Na sędziego kary nie ma

Prokuratura Rejonowa w Miechowie umorzyła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków - w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej - przez sędziów Sądu Rejonowego w Nowym Targu i Okręgowego w Nowym Sączu. Prokurator Jarosław Ciepielak uznał, że wielomiesięczne odwlekanie decyzji i przeciąganie postępowań sądowych, będących przedmiotem śledztwa, nie nosi "znamion czynu zabronionego" - pisze "Dziennik Polski".

Krakowska Prokuratura Apelacyjna - jak podkreśla "DP" - nakazała wszcząć śledztwo latem po doniesieniu krakowian Józefa i Jolanty B., popartym pismem posła Zbigniewa Wassermanna, byłego szefa Prokuratury krakowskiej. Zdaniem B., toczące się w Nowym Targu i Nowym Sączu postępowania sądowe związane z kompleksem budynków przy rynku w Rabce, którego Jolanta jest współwłaścicielką, przebiegają w sposób "podejrzanie niemoralny". Wassermann w swej interwencji do ministra sprawiedliwości napisał, że "należałoby zbadać, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa natury korupcyjnej".

Według informacji uzyskanych przez "Dziennik Polski", po trzymiesięcznym analizowaniu akt i przesłuchaniu B. oraz (w charakterze świadków) dwójki sędziów, przyznał wprawdzie, że w toku wspomnianych postępowań sędziowie owi dopuścili się "kilku uchybień", ale określił je jako "drobne". Winą za prawie trzyletnie przewlekanie postępowań, będących przedmiotem śledztwa, obarczył państwa B. oraz... sekretarki sądowe. ( wg PAP)




12-12-2003
Nagrody dla dziennikarzy

Małgorzata Solecka i Andrzej Stankiewicz z "Rzeczpospolitej" zostali tegorocznymi laureatami Głównej Nagrody Wolności Słowa, przyznawanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Nagroda - w wysokości 15 tys. zł - przyznawana jest za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw człowieka i obywatela. Solecką i Stankiewicza uhonorowano za cykl publikacji "Leki za miliony dolarów", opisujący korupcyjne powiązania ekipy byłego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego.

Po 10 tys. zł otrzymali laureaci pozostałych nagród przyznanych przez SDP.

Nagrodę Watergate za publikacje z zakresu dziennikarstwa
śledczego otrzymał Tomasz Szymborski z "Rzeczpospolitej" za
artykuł pt. "Mecenas łamie prawo" dotyczący nielegalnych interesów
katowickiego adwokata Marka B.

(wg PAP)




12-12-2003
Prokurator Rychlik zdymisjonowany

Ryszard Rychlik, szef pionu przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej oraz Wiesław Nocuń - Prokurator Apelacyjny w Krakowie, zostali w czwartek zdymisjonowani przez ministra sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka. Te nieoficjalne informacje potwierdził Prokurator Krajowy Karol Napierski.

Źródła PAP w prokuraturze twierdzą, że oba odwołania mają związek z prowadzonym w pionie ds. zwalczania przestępczości zorganizowanej krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej śledztwem przeciwko założycielowi Optimusa Romanowi Klusce. Krakowska prokuratura zarzuciła Klusce wyłudzenie podatku VAT za komputery dla szkół, eksportowane i przywożone potem do Polski. Niedawno Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację Klusce i orzekł, że Skarb Państwa ma zwrócić spółce Onet.pl - następcy prawnemu Optimusa, 18,3 mln wpłaconych podatków. Sama Prokuratura Apelacyjna zapowiedziała już, że wkrótce umorzy śledztwo przeciwko biznesmenowi. "Powodem odwołania prokuratorów Rychlika i Nocunia jest zła ocena pracy jednostek prokuratury podległych tym prokuratorom" - powiedział PAP Napierski. "Trudno przypisać decyzję pana ministra do jakiejś konkretnej sprawy" - powiedział Napierski, zapytany czy "sprawa Kluski" miała związek z dymisjami Rychlika i Nocunia. "Nie mam nic więcej do powiedzenia na temat decyzji pana ministra, niż to, że źle ocenia on pracę podległych im jednostek" - dodała rzeczniczka Prokuratora Generalnego, Małgorzata Wilkosz-Śliwa. Obowiązki szefa krakowskiej prokuratury apelacyjnej ma po Nocuniu przejąć jego dotychczasowy zastępca, Bogdan Słupik. Nie jest jeszcze znany następca Rychlika. Nocuń pozostanie szeregowym prokuratorem PA w Krakowie, a Rychlik - szeregowym prokuratorem krajowym. (wg PAP)




12-12-2003
Prezes "Doraco" opuści areszt

Gdański sąd zadecydował o uchyleniu aresztu prezes Korporacji Budowlanej "Doraco" Bożeny K., jednej z podejrzanych w związku z aferą związaną z "praniem" pieniędzy poprzez wydawnictwo archidiecezji gdańskiej "Stella Maris". Podejrzanymi w tej sprawie są m.in. były cenzor i ksiądz.

O uchyleniu decyzji o aresztowaniu poinformował PAP w czwartek (11.12) rzecznik gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej, Krzysztof Trynka.

Dodał, że jako środki zapobiegawcze zastosowano wobec Bożeny K. zakaz opuszczania kraju, dozór policji i poręczenie majątkowe w kwocie 250 tys. zł.

Bożena K. przebywała w areszcie od końca listopada 2003 r. Trafiła tam, po tym jak Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku postawiła jej kilka zarzutów.

"Jeden dotyczy przywłaszczenia mienia na szkodę firmy "Doraco" w kwocie 123 tys. zł; drugi przywłaszczenia mienia na podstawie fikcyjnych umów świadczenia usług konsultingowych na kwotę 755 tys. zł" - poinformował rzecznik gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej.

Bożena K. podejrzana jest też o przestępstwa skarbowe.

Zarzuty postawione prezes "Doraco" oraz wiceprezesowi tej firmy, Bogusławowi N. związane są z aferą w wydawnictwie archidiecezji gdańskiej "Stella Maris".

Byli szefowie tego wydawnictwa podejrzani są o to, że w latach 1998-2001 wystawiali faktury VAT za fikcyjne usługi konsultingowe i doradcze. Jak ustalono, kwota, na jaką wystawili takie właśnie faktury, sięga 65 milionów złotych. "Stella Maris", działając jako podmiot gospodarczy w ramach Archidiecezji Gdańskiej, była zwolniona z podatku dochodowego od osób prawnych w części przeznaczonej na cele statutowe Kościoła.

Śledztwem w tej sprawie objętych jest 15 osób. Są wśród nich m.in: były wiceminister infrastruktury odpowiedzialny za sprawy łączności Krzysztof H., były wiceprezes spółki El-Net Eugeniusz G., b. kapelan metropolity gdańskiego ksiądz Zbigniew B. oraz były cenzor, Janusz B. Zarzuty ciążą także na byłej wiceprezydent Szczecina z ramienia SLD, Elżbiecie M., która we wrześniu 2003 r. zrezygnowała z członkostwa w klubie radnych Sojuszu w szczecińskiej radzie miejskiej. (wg PAP)




09-12-2003
Redaktor Remuszko kontra media

Przed stołecznym Sądem Okręgowym rusza seria bezprecedensowych
procesów, które Stanisław Remuszko - niezależny warszawski publicysta – wytoczył ośmiu czołowym tytułom prasowym (m.in. „Gazecie Polskiej”, „Rzeczpospolitej” i „Wprost”).

Redaktor Remuszko, który w 1989 roku pracę w powstającej „Gazecie Wyborczej” rozpoczął na osobiste zaproszenie Adama Michnika, wkrótce odszedł z redakcji, nie mogąc pogodzić się z ideowo-polityczną ewolucją pisma oraz przekształceniami własnościowymi w spółce „Agora”.
Dziesięć lat później wydał książkę, opisującą nieznane dotąd opinii
publicznej aspekty i szczegóły narodzin tego największego dziś w Polsce koncernu medialnego. Książka stała się bestsellerem, a
10 000 egzemplarzy rozeszło się w trzy miesiące. Wiosna 2003 roku ukazało
się drugie jej wydanie, ale wówczas różne pisma - od prawicowego „Naszego Dziennika” po
lewicową „Politykę” - gremialnie i bez podania przyczyn odmówiły druku płatnej reklamy tego tomiku.
Uznając to za wyrazisty przejaw cenzury, która jest w Polsce konstytucyjnie
zakazana, Remuszko zażądał ośmiu sądowych nakazów publikacji reklamowego ogłoszenia. Jednocześnie wystąpił do macierzystego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z wnioskiem o wykluczenie z jego szeregów Macieja Łukasiewicza (redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”) i Jerzego
Baczynskiego (szef „Polityki”) za łamanie statutu i kodeksu etycznego SDP.
Redaktorzy naczelni pozostałych sześciu pism nie należą do żadnej żurnalistycznej korporacji).
Pierwsze rozprawy odbędą się: przeciwko „Naszemu Dziennikowi” (środa 10 grudnia, godz. 12.00, sala 4006), „Metropolowi” (piątek 12 grudnia, godz. 13.30, sala 476), „Polityce” (czwartek 18 grudnia, godz. 10.00, sala 335), „Gazecie Polskiej” (czwartek 15 stycznia 2004, godz. 14.00, sala 484) oraz „Rzeczpospolitej” (wtorek 27 stycznia 2004, godz. 12.40, sala
391).
Pełna dokumentacja sprawy znajduje się pod adresem www.remuszko.pl


Źródło informacji: www.remuszko.pl




29-11-2003
Roman Kluska niesłusznie ścigany

<br />

Prokuratura Apelacyjna w Krakowie umorzy postępowanie
przeciwko byłemu szefowi Optimusa Romanowi Klusce w zakresie
zarzutów karno-skarbowych - poinformował w sobotę PAP rzecznik
Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Wojciech Miłoszewski.

"Po analizie otrzymanego uzasadnienia wyroku NSA w
sprawie zaległości podatkowych Optimusa prokuratura umorzy
postępowanie przeciwko podejrzanym o przestępstwa z kodeksu
karno-skarbowego" - powiedział prok. Wojciech Miłoszewski.

"Decyzja w sprawie zarzutów z kodeksu karnego, czyli
oszustwa, nie jest jeszcze podjęta. Trwa analiza uzasadnienia
wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. Rozważane są różne
możliwości - od umorzenia do dalszego prowadzenia" - powiedział
prok. Miłoszewski.

Roman Kluska razem z czterema osobami z byłego kierownictwa
Optimusa jest podejrzany o wyłudzenia należności podatkowych w
wysokości ponad 9 mln zł poprzez zorganizowanie fikcyjnego
eksportu i importu komputerów. W jego ramach Prokuratura
Apelacyjna w Krakowie zastosowała wobec Kluski poręczenie
majątkowe w wysokości 8 mln zł i zabezpieczyła majątek na poczet
ewentualnych przyszłych roszczeń w wysokości 30 mln zł.

Tymczasem w poniedziałek NSA uchylił wcześniejsze decyzje organów
skarbowych i uznał, że Optimus nie wyłudzał VAT, eksportując
komputery i sprowadzając je z powrotem do Polski.

Powołując się na ten wyrok obrońcy Romana Kluski
złożyli do prokuratury wniosek o umorzenie postępowania. Sama
prokuratura wkrótce po ogłoszeniu wyroku NSA przyznała, że wyrok
ten może mieć znaczenie dla śledztwa dotyczącego podejrzanego
Romana Kluski i odstąpiła od zabezpieczenia majątkowego.
Podjęcie dalszych decyzji zapowiedziała po analizie uzasadnienia
wyroku.

Ich ogłoszenie nastąpi w przyszłym tygodniu.




29-11-2003
Były prezes WAGON S.A żąda miliona

Zawiadomienie o usiłowaniu wyłudzenia miliona zł na szkodę Fabryki Wagon S.A. w Ostrowie Wielkopolskim przez byłego prezesa firmy złożyła w miejscowej prokuraturze syndyk spółki Elżbieta Kosewska-Kędzior. Syndyk poinformowała o tym wicepremiera Jerzego Hausnera. „Domaganie się przez byłego prezesa Mariana Preditisa od Fabryki ogromnego odszkodowania w wysokości 1 mln zł trudno potraktować inaczej, jak tylko jawną kpinę z praworządności i zasad sprawiedliwości społecznej” - napisała syndyk w liście do wicepremiera, którego kopię przesłała Polskiej Agencji Prasowej 28 listopada wieczorem.

Źródło informacji: PAP




27-11-2003
Kwaśniewski odtajniony

27.11.Warszawa(PAP) - Prokuratura Apelacyjna w Warszawie odtajniła
w czwartek - po konsultacji z sądem zeznania prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego w śledztwie przeciwko Lwu Rywinowi - poinformował
rzecznik PA, Zbigniew Jaskólski.

Zdjęcie klauzuli tajności z tych zeznań oznacza, że komisja
śledcza, jak i sąd może się nimi posługiwać publicznie w swojej
pracy. W środę Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że prokuratura może
- niezależnie od zgody sądu - odtajnić protokoły zeznań
prezydenta.

O odtajnienie zeznań zwróciła się 6 listopada do prokuratora
generalnego Grzegorza Kurczuka sejmowa komisja śledcza. Resort
zdecydował, że decyzję podejmie ta prokuratura, która prowadziła
śledztwo i która nałożyła klauzulę poufności na zeznania
prezydenta.(PAP)




27-11-2003
Wyrok na dziennikarza

26.11.Szczecin (PAP) - Na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu
skazany został w środę przez szczeciński sąd redaktor naczelny
wydawanego w Policach (Zachodniopomorskie) pisma "Wieści
Polickie". Sąd uznał, iż zniesławił on urzędnika gminnego. Wyrok
jest prawomocny.

Andrzej Marek publikował na początku 2001 roku w "Wieściach
Polickich" artykuły, w których pisał m.in., że naczelnik wydziału
promocji Urzędu Gminy w Policach prowadzi prywatną agencję
reklamową. Krytycznie opisywał promocyjną działalność naczelnika,
sugerując, że promuje on głównie własną osobę. Nagłośnił też
rzekomą niegospodarność urzędnika.

Szczeciński Sąd Okręgowy rozpatrywał odwołanie od wyroku
Sądu Rejonowego, który wcześniej uznał Marka za winnego
zniesławienia i wymierzył mu karę trzech miesięcy więzienia w
zawieszeniu. Sąd Okręgowy utrzymał wyrok w mocy. W uzasadnieniu
podał, że dziennikarz umieścił w treści gazety nieprawdziwe
zarzuty, a także opublikował czytelną fotografię wizytówki
urzędnika, zestawiając ją z tytułem "Promocja kombinatorstwa".

Jak powiedział PAP skazany dziennikarz, zawieszenie wykonania
wyroku sąd uzależnił od tego, czy przeprosi on na łamach lokalnej
prasy pomówioną osobę. Ma na to miesiąc. Marek zapowiedział, że
tego nie zrobi, bo jest przekonany, że pisał prawdę. (PAP)






25-11-2003
Cenzurują "Rzeczpospolitą"

Warszawski sąd okręgowy zakazał "Rzeczpospolitej" publikowania jakichkolwiek informacji o Andrzeju Perczyńskim, który był według gazety zamieszany w wyprowadzanie pieniędzy z PZU - podaje dziennik. "To pierwsza od kilku lat próba wprowadzenia przez sąd cenzury prasy i pierwszy przypadek nałożenia zakazu publikacji na ogólnopolską gazetę" - czytamy na pierwszej stronie "Rzeczpospolitej".
13 października "Rz" napisała, że szefowie PZU, Władysław Jamroży i Grzegorz Wieczerzak, z pomocą Perczyńskiego przelewali pieniądze z firmy na nielegalne konta w "rajach podatkowych". 17 listopada sąd miał zakazać dziennikowi publikacji dotyczących pracy zawodowej i życia prywatnego Andrzeja Perczyńskiego. Zakaz miałby obowiązywać na czas trwania procesu Perczyńskiego przeciwko "Rz", czyli, jak pisze gazeta, wiele lat.

O decyzji sądu dziennik dowiedział się drogą nieoficjalną, gdyż posiedzenie było niejawne, a postanowienie sądu nie zostało doręczone redaktorowi naczelnemu gazety. "Rz" pisze, że kilkanaście dni wcześniej ten sam sąd oddalił wniosek Perczyńskiego o zakazanie publikacji na jego temat. Składowi sędziowskiemu przewodniczyła wtedy jednak inna osoba.

Źródło informacji: Grzegorz Mróz jr., www.e-polityka.pl




22-11-2003
Batalia na rzecz Rzecznika

Po kilku miesiącach przygotowań i nacisków ze strony Stowarzyszenia Pacjentów Non Nocere
zostało przyjęte przez Marszałka Sejmu
zgłoszenie Komitetu Inicjatywy ustawodawczej na rzecz ustawy o Rzeczniku
Pacjenta.

Do 14 lutego 2003 obrońcy praw pacjentów muszą zebrać i złożyć listę 100 000 podpisów osób
popierających projekt ustawy.
W niedzielę 23 listopada o godz.13:00 Komitet Inicjatywy Ustawodawczej
organizuje konferencję prasową. Odbędzie się ona w siedzibie Stowarzyszenia
Pacjentów Primum Non Nocere, przy ul. 29 Listopada 10a/8 w Warszawie.
- Poza przedstawieniem projektu ustawy, postępów w zbieraniu podpisów, chcemy
omówić obecna sytuacje i przedstawić nasze stanowisko dotyczące zapaści
systemu ochrony zdrowia – pisze prezes Stowarszyszenia, Adam Sandauer. -
Chcemy też przypomnieć to, co miało miejsce na początku 1999 roku, gdy część
anestezjologów zaczęła się zwalniać z pracy a inni odmawiali znieczulenia
nawet w sytuacjach zagrożenia życia.



Źródło informacji: Adam Sandauer
pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej
www.sppnn.org.pl





08-11-2003
Kara więzienia dla dziennikarza

Redaktor naczelny „Wieści Polickich”, Andrzej Marek, zostal skazany na 3 miesiące więzienia za ujawnienie prywatnych interesów gminnego urzędnika. Wyrok nie jest prawomocny – 26 listopada 2003 przed Sądem Okręgowym w Szczecinie odbędzie się rozprawa odwoławcza.
Sąd Rejonowy w Szczecinie uznał za przestępstwo z art. 212 (zniesławienie) fakt publikowania na łamach „Wieści Polickich” artykułów, ujawniających m.in. fakt prowadzenia przez naczelnika wydziału promocji w Policach, Piotra Misiły prywatnej agencji reklamowej „Design”, a także opis jego politycznych koneksji. Gazeta krytycznie opisywała promocyjną działalność naczelnika Misiły, sugerując, że promuje on głównie własną osobę. Nagłośniła też niegospodarność urzędnika podczas dystrybucji 10 000 sztuk płyt CD z nagraniami Stanisława Soyki. Sąd oparł się głównie na zeznaniach świadków oskarżenia i skazał redaktora naczelnego pisma, Andrzeja Marka, na 3 miesiące więzienia w zawieszeniu na 2 lata próby oraz na kary finansowe. Jest to najsurowszy wyrok za publikację prasową w Polsce w ciągu ostatnich 3 lat.
Wyrok nie jest prawomocny – 26 listopada 2003 przed Sądem Okręgowym w Szczecinie odbędzie się rozprawa odwoławcza. Oskarżony broni się sam.
(wit)




05-11-2003
Emeryci wtargnęli do Hausnera

W poniedziałek, 3 września 2003 członkowie Krajowej Wspólnoty Emerytów i Rencistów złożyli niezapowiedzianą wizytę w Ministerstwie Gospodarki, Pracy i
Polityki Społecznej. O godzinie 11.30 pięćdziesięciu przedstawicieli KWEiR zajęło budynek ministerstwa gospodarki, pracy i polityki społecznej na Placu Trzech Krzyży w Warszawie. (Warszawa, Plac Trzech Krzyży). Obecnie oczekują na podjęcie rozmów przez wicepremiera Jerzego Hausnera.
W specjalnie wydanym komunikacie KWEiR informuje: „W związku z przyjęciem przez rząd SLD tzw. „Programu uporządkowania i ograniczenia wydatków publicznych” autorstwa wicepremiera, zakładającego drastyczne oszczędności w sferze polityki społecznej poprzez ograniczanie
świadczeń przedemerytalnych, zrównanie i uelastycznienie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, odebranie 500 tysięcy rent, zmiany w systemie zatrudnienia osób niepełnosprawnych oraz całościowej zmiany zasad waloryzacji świadczeń. Krajowa Wspólnota Emerytów i Rencistów (KWEiR)
stanowczo sprzeciwia się wprowadzeniu takich „reform”.
Planowane przez rząd ograniczenia wydatków na cele społeczne dotknąć mają osoby najuboższe i niepełnosprawne.
Plan Hausnera oceniamy jako nieludzki, niehumanitarny i rząd powinien się z niego wycofać. KWEiR będzie organizować nacisk społeczny przeciwko planom
rządu SLD - rządu pseudo-lewicowych oszustów!


Krajowa Wspólnota Emerytów i Rencistów domaga się od Premiera ujawnienia rzeczywistego zakresu i konsekwencji przygotowanych „reform”.

Wizyta u ministra Hausnera jest początkiem ogólnopolskiej akcji protestacyjnej Krajowej Wspólnoty Emerytów i Rencistów.



Źródło informacji: KRAJOWA WSPÓLNOTA
EMERYTÓW I RENCISTÓW, Katowice, ul. Młyńska 21
Tel. /0#32/ 781-60-50 Fax 2517-718
adamciupek@wp.pl






16-10-2003
Obrońca pacjentów kontra redakcja „Polityki”

Andrzej Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere zarzuca redakcji tygodnika „Polityka” kłamstwa i pomówienia. W piątek 17 października 2003 przed warszawskim sądem okręgowym odbędzie się druga rozprawa przeciwko redakcji.


W 2001 roku tygodnik Polityka opublikował cykl artykułów o osobach nie związanych z SLD, a
prowadzących działalność społeczno-polityczną. W numerze 13/2001 (2291) ukazał się artykuł Igora Miecika pt. „Po pierwsze: Sandauer. Socjalista, narodowiec, antyliberał, obrońca emerytów i ofiar błędów
lekarskich".
– Artykuł jest paszkwilem na moją osobę – twierdzi Andrzej Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere. - Do teraz znajduje się on na serwerze internetowym tygodnika: http://polityka.onet.pl/162,1025183,1,0,2291-2001-13,artykul.html

Zdaniem Sandauera artykuł zawiera szereg kłamstw i pomówień. Redakcja Polityki odmówiła druku
odpowiedzi-sprostowania. Odpowiedź została natomiast wydrukowana przez inne gazety i jest
umieszczona na serwerze internetowym Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere pod
adresem: http://www.sppnn.org.pl/polityka/polityka.htm

W piątek 17 października o godz. 9.30 w sali 476 Sadu Okręgowego w Warszawie, odbędzie druga rozprawa przeciwko redakcji „Polityki”.


Źródło informacji: A.Sandauer (sppnn@sppnn.org.pl)





16-10-2003
Jest super?

Z opracowanego właśnie raportu „Diagnoza społeczna 2003” wynika, że Polakom żyje się coraz lepiej. - Kondycja Polaków w 2003 r. jest najlepsza od początku III RP - mówi Janusz Czapiński, współautor "Diagnozy społecznej". Czapiński zwraca jednak uwagę na jedno niebezpieczeństwo: państwo stworzyło model społeczeństwa zaradnego zamiast obywatelskiego. - Przyzwyczailiśmy się do naszego ułomnego państwa, ułożyliśmy sobie w nim życie. Żyjemy kosztem państwa, tak więc obecne - słuszne skądinąd - projekty uzdrowienia państwa uderzą w interesy licznych grup społecznych, np. fałszywych rencistów czy bezrobotnych - mówi Czapiński.
Raport "Diagnoza społeczna 2003. Warunki i jakość życia Polaków " opracowali m.in. profesorowie: Janusz Czapiński, Tomasz Panek i Antoni Sułek. Badanie przeprowadzili w marcu ankieterzy GUS. Przepytali ok. 10 tys. osób w 4 tys. gospodarstw domowych. To kontynuacja projektu "Diagnoza społeczna 2000".
Pełen tekst raportu na stronie www.diagnoza.com.




16-10-2003
Wystartował serwis newsów !!!

Miło jest nam, zaprezentować nowy serwis, dostępny dla naszych Czytelników. Od teraz żadna ważna informacja nie ujdzie uwadze naszych Czytelników, dzięki ramce, która pojawiła się w menu po lewej stronie.
W ramce tej pojawiać się będą wszelkie informacje, których nie wypada przeoczyć. Mamy nadzieję, że ta nowa funkcjonalność przypadnie naszym Czytelnikom do gustu.

Dodatkowo uruchomiliśmy mechanizm dostarczania treści, zawartych w BezCenzury.net, na potrzeby innych twórców stron WWW.
Aby skorzystać z tego mechanizmu, należy jedynie na własnej stronie, umieścić poniższy kawałek kodu HTML i używając odpowiednich parametrów dostosować informacje, dostarczane przez BezCenzury.net do własnych potrzeb

<SCRIPT LANGUAGE="Javascript" SRC="http://www.bezcenzury.net/news/"></SCRIPT>

Poniżej przedstawiamy listę parametrów, za pomocą których można spersonalizować wygląd informacji z BezCenzury.net:

  • okno - parametr wskazujący, czy link z news'em ma się otwierać w nowym oknie
    możliwe wartości 0/1 domyślnie 1

  • opis - parametr wskazujący, czy ma pojawiać się krótki opis news'a
    możliwe wartości 0/1 domyślnie 1

  • data - parametr wskazujący, czy ma być wyświetlona data news'a
    możliwe wartości 0/1 domyślnie 1

  • tlo - parametr określający kolor tła news'a
    możliwe wartości dowolne kolory; domyślnie brak

  • link - parametr określający kolor link'a odnoszącego do news'a
    możliwe wartości dowolne kolory; domyślnie brak

  • tekst - parametr określający kolor opisu news'a
    możliwe wartości dowolne kolory; domyślnie brak

  • ilosc - parametr określający ilość wyświetlanych news'ów
    możliwe wartości liczby całkowite; domyślnie 5


Aby wykorzystać podane powyżej parametry należy nieco zmodyfikować kod, który wstawiamy na własną stronę. Przykładowy kod może wyglądać następująco:

<SCRIPT LANGUAGE="Javascript" SRC="http://www.bezcenzury.net/news/?okno=0&opis=1&data=1&tlo=orange&link=#FFAACC&tekst=blue&ilosc=10"></SCRIPT>



Krótko X